sobota, 24 maja 2014
.....kawa już prawie zimna i gorący wiatr na skórze przypominają o tym, że jestem, ze oddycham..... serca nie mam do słów..... w paradoksalnym przestoju dzieje sie nic, lub zbyt wiele..... dzien za dniem, a każdy podobny..... od miesiąca zdązyłam poznać ze szczegółami twarz mojego stomatologa..... diagnoza? zbyt bolesna żeby ją opisać,a przeżyć..... dam radę, w końcu nie ja pierwsza nie ostatnia..... olać to..... mózg mam ciężki..... od majowego powietrza, od bezruchu, od codzienności, no ale..... jesli praca to tylko od sierpnia..... przedłużone święta wielkanocy na przymus..... chciałabym chociaż raz tak normalnie, tak jak onegdaj napisać cokolwiek..... nie, nie żalę się, bo nie ma w sumie na co..... dobrze jest jak jest, a jak nie ma, to jakby też dobrze..... surrealizm jakiś mnie dopadł i to nie tylko w kieszeni, w której same Monety..... i smutno też mi nie jest, bo niby czemu miałoby być..... jak tak spojrzę wstecz to nie był to zły czas..... nawet odkryłam, że mam nowe zajęcie, które mnie zupełnie odmóżdża..... kupiłam aparat, taka tam idioten kamera, a znikam nawet po drodze do apteki..... robiąc pstryki czas mnie wciąga jak w otchłań..... fotografuje bzdurki, robaczki, widoczki i w sumie fajnie jest, tylko jakoś iskra zdechła..... i nie że nie cieszy, bo cieszy, tylko tak jakoś cholera wie jak to nazwać..... starzeję się albo to spokój..... patrzę sobie na ludzi i coraz częściej dochodzę do wniosku "jak to dobrze"..... jak to dobrze, że mam w miarę poukładane zycie, żadnego dziamolącego absztyfikanta, który się kłóci o kasę przy podziale majątku, żadnych wiekszych problemów zdrowotnych prócz tych które były i jednego nowego, ale do ogarnięcia..... w miarę poukładane zycie, chociaż ciągle mi się wydawało, że mam cyt."niezły burdel w tym Archeo"..... tylko że ja, jakoś tak nie czuję..... nie czuję, że żyję..... i to mnie martwi, że mnie to nie martwi..... nie szarpie mnie po emocjach jak niegdyś, że dlaczego ja, że nie rozumiem i takie tam sraty pierdaty..... ot, jest jak jest, skoro wyżej rewersu nie podskoczę, to ja może jednak usiądę..... nie żeby tam od razu na laurach..... i popatrzę.... nie , nie, spokojnie do postimpresjonizmu mnie ne ciągnie, Van Goghiem nie jestem, ucha nie obetnę, jednak jestem z nim związana emocjonalnie i za bardzo je lubię, z resztą to z pewnością cholernie boli, a ja może i mam w bólach wszelakich wprawę, ale nie pozbywajmy się wszystkiego ad hoc..... ostatnio po dokonaniu odkrycia na miarę czasów, że ktoś podstępnie i z rozmysłem ukradł był moje letnie odzienie, dokonałam kolejnego wiekopomnego odkrycia! odzienie jest, tylko na cholerę mi same białe koszulki, bluzeczki, a nawet ( o zgrozo) sukienka..... i co mnie do cholery podkusiło wymienić kolorystykę garderoby..... pijana nie byłam,zakochana też nie, więc co?..... i tu przeraża mnie pytanie pt." czy ja już zwariowałam, czy jeszcze nie"..... a to wszystko to bzdury..... no bzdury piszę, że aż żal mi samej to czytać, ale jakoś trzeba przełamać impas, żeby paradoksalnie nie zwariować.....
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz