dni mijają jak w kalejdoskopie.....
niedawno zjeżdżałam do domu, a już znowu jestem w pracy od dwóch tygodni.....
dużo mam czasu, na spokój, na przemyślenia, czasami na smutek.....
często wieczorem siedzę na tarasie,paląc ostatniego papierosa przed nocą i obserwuję przyrodę..... tą najbliższą oczom..... a dzieje się w niej dużo..... mrówki z uporem maniaka targają ziarenka piasku, dwa razy większe od samych siebie do gniazda..... kosy i słowiki drą się niemiłosiernie w upalne wieczory, w te chłodne milkną jakby zupełnie ich tu nie było.....
wczoraj wieczorem po raz pierwszy zobaczyłam sprawcę notorycznego zamieszania, z wiadrem na odpady bio.....
Jeży Tuptak, bo tak dźwięcznie nazwałam to małe stworzenie, przechadzał się po tarasie mając mnie w rewersie ( ostentacyjnie był nim odwrócony w moją stronę), ale jednak pierwotna potrzeba zwyciężyła i kiedy uznał, że jakieś duże w paski, z czerwonym futrem na głowie,siedzące na leżaku mu nie zagraża, wrócił żeby napić się wody z poidła dla ptaków..... ostatnie upalne dni dały mu się ostro we znaki bo jak się przyssał do wodopoju, tak pił bez ustanku kilka minut..... zdążyłam spalić papierosa, podumać, pozachwycać się nim, a on dalej chłeptał wodę tak zachłannie, że dokładnie słyszałam mlaskanie małego pyszczka.....
tak..... bez naszej pomocy, wiele zwierząt nie przetrzymałoby upałów, a paradoksalnie dzięki człowiekowi skazane są na zagładę, albo umieranie w męczarniach, na bezdomność, utratę potomstwa..... i czym one się różnią od ludzi?..... myślę, że generalnie niczym..... mają swój język, rodzinę, dom, cierpią kiedy czują ból, uciekają od zagrożeń.....
Pan jeż zwany Jeżym skończył chłeptać,poprzyglądał mi się jeszcze przez chwilę i udał się niespiesznie w głąb ogrodu, a ja zostałam ze swoimi myślami i nazwanymi tęsknotami na tarasie.....
Od dwóch dni wiatr hula porywiście, dzięki temu jest znacznie chłodniej, co bardzo mi pomaga w mojej pracy..... w pracy, w której chyba po raz pierwszy nie bardzo wiem jak sobie pomóc.....
przyplątała się do mnie kontuzja mięśni lewego uda..... z czego się wzięła i po co zupełnie nie mam pojęcia..... nie dość, że nie bardzo mogę zdiagnozować jej pochodzenie, to i nie bardzo wiem jak sobie pomóc, a boli to cholernie, skutecznie utrudniając chodzenie, że o schodzeniu i wchodzeniu na schody nie wspomnę..... droga, którą pokonuję kilkadziesiąt razy w ciągu dnia, z góry na dół, z dołu na górę, a noga boli..... czuję się trochę jak okulała szkapina, której już tylko zostało powolne czekanie na miejsce w jakimś przytulisku..... strasznie mnie ten stan ogranicza ruchowo, a tym samym sprawia że codzienne obowiązki są trudne do wykonania..... wkurza mnie to bardzo i mam ochotę rzucić to wszystko w diabły i uciec, na chwilę, na kilka godzin, na kilka dni.....
doprowadzić się do stanu używalności.....
i odnaleźć się trochę też, bo może nie tyle co się pogubiłam, ale potrzeba mi trochę siebie dla samej siebie.....
i kilku innych rzeczy też mi potrzeba.....


w zimie dokarmiam ptaszyska, a w lecie dopijam.
OdpowiedzUsuńzwłaszcza w takie niemiłosierne upały jakie panowały ostatnio. na szczęście przyszło lekkie ochłodzenie. od razu czuję się lepiej.
zaszumiały mi szuwary nad jeziorami, kiedy oglądałam Twoje zdjęcia :) właściwie to miałabym chęć pobyć w takich okolicznościach przyrody. dzikich i bezludnych. w okolicy swej nie za bardzo mam gdzie.
oby noga przestała jak najprędzej boleć. mnie przy kontuzji dupno-udowego mięśnia, noga doskwierała tydzień. życzę zdrowia. dużo. mnóstwo. ogrom cały.
ps. dziękuję. i ja ściskam mocno i cmokam.
będę miała na uwadze :)
Usuńteż bym tak rzucił to w diabły i uciekł, z tym że zawsze przypominam sobie że i tak nic to nie da bo wszędzie gdzie ucieknę zabiorę niestety siebie ze sobą
OdpowiedzUsuńBardzo prawdziwie napisałaś o zwierzętach...
OdpowiedzUsuńA jeśli chodzi o różnego rodzaju bóle.... to wiem coś na ten temat.
Wiem też, że miną kiedyś...
:-)
zdrówka, spokoju i tego wszystkiego czego Ci potrzeba Sza...
OdpowiedzUsuńtrzecie zdjęcie od dołu jest magiczne:-)
stój czekaj ja ja ja tez z Toba ucieknę...
OdpowiedzUsuńoj pomogła mi wczoraj herbatka pomogła dziękuję dziś z kubeczka sączę kawe inkę z figą :)
Piękna ta okolica! Mnie przebywanie na wsi, na której ostatnio jestem często, nauczyło takiej uważności większej na przyrodę, dostrzegania i doceniania jej małych elementów. To ogromna wartość, którą staram się pielęgnować.
OdpowiedzUsuńTobie życzę powrotu do zdrowia i odnalezienia siebie. Trzymaj się ciepło.
Ech! niech bóle ciała i duszy się wreszcie od ciebie odczepią!!! hokuspokus czomolungma!!!
OdpowiedzUsuńteż mamy w ogródku wodę dla zwierzaków wystawioną, a one - bardziej niż ludzie - mają swoje zasady: wodopój rzecz święta, tam się nie poluje...
obys miała race ze sobie poradzę z tym kursem bo inaczej będzie siara:)
OdpowiedzUsuń