piątek, 28 stycznia 2022

Ups..... dawno mnie tu nie było.....

.....przez zachmurzone niebo przebijają się lekkie promienie słońca, a wiatr hula nie tylko w kominie..... potwornie marzną mi ręce, ogólnie wszystko marznie, nawet serce, które zapadło na nie-miłość, nie-przyjaźń i nie wiadomo na nie-cojeszcze...

.....dawno mnie tutaj nie było, minęło grubo ponad rok, a i  teraz nie bardzo wiem co i jak napisać..... chyba mnie Ciocia Kabanowa do tablicy wywołała swoim pojawieniem się we blogosferze ponownym.....

..... ponad rok, kiedy w pracy ogromne zmiany i chociaż praca ta sama, to coraz bardziej było nerwowo, coraz częściej siadała psychosomatyka, aż siadła zupełnie..... zmiotło mnie z planszy totalnie, definitywnie i z wielkim hukiem, do tego stopnia, że mus był zacząć łykać cudowne pastylki na szczęście, z jednoczesnym zdziwieniem że po 15 latach może sobie jak gdyby nigdy nic, cichcem zza kurtyny życia wrócić franca depresja, która prawie rok się przypominała cicho stukając do drzwi mego ja, a ja jej nie słyszałam.....

..... ponad rok kiedy w życiu prywatnym, całkiem poukładanym, w moim własnym Szato, ktoś rozpieprzył mi moje klocki, zrobił totalną rozpierduchę i uznał, że właściwie to nic się nie stało..... tak bardzo nic się nie stało, że kilkadziesiąt pastylek na nie-życie zaczęło się niemal idealnie komponować kolorystycznie na mojej dłoni, a strach i uczucie lęku we własnych 4 ścianach spędzało sen z powiek do tego stopnia, że jedynym ratunkiem naonczas była ucieczka do miejsca, które zawsze było przyjazne i kojące.....

..... niemal dokładnie rok, kiedy zabrakło koncertów, festiwali i uśmiechniętych ludzi, z którymi można się śmiać, smucić, być sobą taką jaką się jest, ludzi dla mnie ważnych..... i rok bez uwieczniania ich na fotografiach, dzielenia się radością i wspólnego odbierania muzyki.....

.....czasami pojawiałam się tu w komentarzach, ale ciągle nie miałam siły żeby napisać, a im więcej czasu mijało, tym więcej siły ubywało..... nawet teraz trudno poskładać w całość to wszystko co się zadziało.....


..... ponad rok, w którym odeszło gdzieś w mgłę kilkoro dobrych ludzi, dzisiaj Renię i Ajrinę mam na lodówce, w postaci magnesów, które mi podarowały, prócz ciepłych wspomnień i kilku fotografii to jedyne co po Nich pozostało..... w ogóle przez ten ponad rok, ubyło mnóstwo ludzi, przez to małe gówno, niewidoczne dla oka, a zabójcze..... i właściwie nie ma znaczenia czy to pandemia zaplanowana czy nie, czy covid istnieje czy nie, ludzie umierają brzydko mówiąc hurtowo..... 

..... ponad rok w którym za każdym razem kiedy byłam w pracy wstydziłam się tego co z naszym krajem zrobili jajogłowi, jak bardzo ośmieszają ten kraj i jak szybko doprowadzają go do totalnej ruiny, prawnej, światopoglądowej, gospodarczej, kulturalnej i mentalnej.....

..... na szczęście były też te dobre chwile..... ponownie otworzono restauracje, kawiarnie i umożliwiono organizację koncertów i festiwali, chociaż ciągle to niewidoczne gówno nie pozwala wrócić całkowicie do normalności z czasu przed..... mogłam się w końcu spotkać i pobyć z moimi Biedronami, mogłam pobyć i podzielić się radością z moimi Muzycznymi Czubami..... nie wiem jakim cudem, ale jednak ominęła mnie nieprzyjemność zachorowania na covid ( tfu tfu nie chwalmy dnia itp.), udało się pojechać w góry i mimo różnych perturbacji i nazwijmy to "reperkusji" udało się jednego dnia złazić na kuternogach, z paskudą na plecach, dobrych 30km..... 

..... ponad rok, w którym pojawił się nikły zarys jakiegoś tam celu..... i chociaż oddalony i mglisty przez deprechę, to jednak możliwy do zrealizowania.....
ponad rok, który zweryfikował wiele znajomości i sytuacji, który wymagał czasem wyrzeczeń, ale dzięki temu dziś jestem żywa, chociaż jeszcze uśpiona..... i ciągle ta sama ja, która nienawidzi stanów pośrednich, nazywania kłamstwa "umiejętnym gospodarowaniem prawdą" i wożenia się na czyichś uczuciach tylko dla własnej satysfakcji i wygody.....

nie wiem, czy uda mi się pisać regularnie, czy w ogóle uda mi się pisać, ale dobrze że chociaż dzisiaj kursor nie migał jak samotny żagiel na pustkowiu oceanu.....





źródło zdjęcia - internet


2 komentarze:

  1. Brakowało mi tutaj Ciebie, przemyśleń, muzyki. To dobrze, że powolutku wracasz zostawiając za sobą złe eomocje, rozczarowania, ból po stracie przyjacioł. Ale może taki rok był potrzebny, by dokonać weryfikacji uczuć,postrzegania samej siebie, selekcji znajomych. Nie wiem..,wolelibyśmy na pewno być szczęśliwi i mieć tylko przejściowe kłopoty, ale szczęście widać dopiero na tle utraconej zwyczajności .
    Przytulam Cię i pisz!

    OdpowiedzUsuń
  2. słucham nutek zapodanych przez Ciebie w notce, czytam i....
    po prostu przytulam.
    ps. jakby jeszcze nie.

    OdpowiedzUsuń