środa, 11 stycznia 2012

.....

…..zapuchnięte powieki dają znać, że przyszedł dzień….. ubrałam puchaty szlafrok, dużo za duży, tak jak wszystko co mnie ostatnio dotyczy….. zrobiłam kawę i uporczywie próbuję odnaleźć smak….. i jej i poranka….. tak jak kiedyś….. i chociaż wiem, że to jest we mnie, czuję się tak jakbym 1go listopada roku 2012 umarła w środku….. chodzę, oddycham, coś jem, czasami nawet śpię, ale dalej nie mam apetytu na życie, nie umiem odnaleźć jego smaku….. ogarniam to co jest do ogarnięcia zewnątrz, a wewnątrz co kilka dni totalny burdel i niby zaczynam patrzeć z dystansu, ale to ciągle boli….. czasami się uśmiecham, czasami żartuję, ale to tylko chwila….. może potrzeba mi czasu….. którego nie mam, bo za kilka dni znowu pojadę, na ostatni kontrakt….. i znowu nie wiem dokąd, na ile i jaki jest stan pacjenta….. i boję się tego, bo tam w takim stanie funkcjonuję jak rozpieprzony zegarek, który zaciął się w odcinku kilku godzin, powtarzam kilka słów jak tik tak, wykonuję te same czynności i 24 godziny na dobę jestem więźniem czterech ścian, bo nie zawsze można wyjść i złapać oddech….. nie nadaję się do tej pracy, a innej nie mam i kiedy skończy się luty, mieć innej nie będę….. nie mam się czego złapać, nie mam o co się zaczepić, żeby odbudować wszystko to co legło w gruzach….. nie mam nawet oparcia w sobie samej….. przestaje mi się chcieć szukać możliwości, bo z każdym miesiącem coraz mniej ich na horyzoncie….. i nawet nie pociesza mnie to, że takich „maluczkich z wypierdkowa” jak ja, są setki o ile nie tysiące….. dlaczego tak trudno mi znaleźć jakikolwiek sens….. czy ja naprawdę jestem aż takim życiowym nieudacznikiem….. dlaczego czuję ogromny żal, a nie umiem go z siebie wylać, bo i po co, skoro już dawno na to za późno….. dlaczego czuję cholerną złość, a siedzę w bezruchu jak wielki pajac, który czuje, że traci wiarę w sztukę….. czy ja już się nad sobą użalam….. wzięłam kartkę:
  1. Praca – miało być dobrze, wyszło jak zawsze, z końcem lutego się kończy, na nową tu na miejscu nie ma szans, znikam w gąszczu odmów i braków odpowiedzi….. wyjechać nie da rady, za dużo tutaj spraw się rozłazi kiedy mnie nie ma, a później muszę nieźle się gimnastykować, żeby wyprowadzić wszystko na prostą.
  2. Rodzina – brak….. a królowa matka….. cóż, starzeje się, coraz bardziej schorowana, zaczyna ją zjadać starość, zapomina coraz więcej rzeczy, zachowuje się coraz mniej racjonalnie, wymaga opieki i czasami nadzoru jak małe dziecko…..
  3. Odżywianie – 3 posiłki dziennie, bez smaku, na przymus, bo muszę.
  4. Sen – sporadycznie przespane noce, w większości jego brak.
  5. Sex – a co to jest?
  6. Zainteresowania – muzyka….. dźwięki mnie wkurwiają, słucham żeby coś brzęczało zagłuszając myśli, świadomie omijając te powiązane z miejscem, czasem, okolicznościami i osobą, bo nie chcę czuć, nie chcę do tego wracać, bo to nic nie zmieni.
  7. Książki – ostatnio czytam. Fakt, jakoś odmóżdża pod warunkiem, że nie budzi nadziei, które nie maja prawa istnieć.
  8. Pisanie – wena poszła w cholerę, produkuję zlepki słów, które przychodzą kiedy nie mam pod ręką nic do pisania, później je zapominam, nie potrafię odtworzyć.

Jak nic zawisłam w sobie. Kurwa mać!






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz