poniedziałek, 13 maja 2013

…..w przedwieczornych poszumach wiatru z odrobiną chłodu, przysiadłam….. kubek wiśniowej herbaty ogrzewa dłonie, a dźwięki budzą zadreszczenie….. całonocne zmęczenia niesnem coraz bardziej odczuwalne, już nie burzą spokoju, świdrowanie kości nie budzi gniewu, a rozkołysane myśli przysiadają na parapecie….. zaplatana w aksamit głosu, nucę pod nosem obce słowa i nie ważna ich treść….. ważne, że niosą w spokój, w odpoczynek, w świat bez bólu i codzienności….. małe momenty….. mój słodki bezczas….. zwiotczona lekami i muzyką, przemierzam przestrzeń czasu i nie obchodzą mnie rachunki, telefony i złorzeczenia ….. siedzimy….. ja i ona….. ja naznaczona nią, ona przypisana do mnie….. to dziwne….. zawsze opisywałam ją jak wroga, jak wrzynający się wszędzie ból, jak zmorę….. a dzisiaj….. jest jak członek rodziny?..... tak po prostu….. jak ktoś, kogo bardzo dobrze znam, a przecież wcale jej nie lubię….. coś co ogranicza, a ja mimo to mam uśmiech na twarzy….. surrealizm w czystej postaci….. i wiśniowa herbata, tak jakby już było lato….. odmienny stan umysłu, chociaż leki na niego nie wpływają….. tak jakbym patrzyła na siebie z boku, jak widz lub obcy przechodzień….. i dalej mam uśmiech na twarzy….. podobają mi się moje nowoczerwone włosy i śpiew ptaków za oknem….. i nawet targanie zakupów mi się podoba….. bo dobrze jest….. jak jest:)





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz