poniedziałek, 20 maja 2013

Notka "absurdalna".....

…..był sobie piątkowy poranek, kiedy to z królową Matką, wiezione przez jednego z braci mych Adamsa, udawałyśmy się na kontrolę stymulatora serca nestorki rodu, do jednego z byłych wojewódzkich szpitali….. słońce świeciło, a pola oblane żółcią rzepaków odbijały jego promienie, skłaniając do myśli „ bio-paliwa” nie zabraknie w kraju mym przecudnym i na potwierdzenie owej myśli, rura wydechowa samochodu przed nami, wyrzuciła z siebie swąd przypalonych frytek, jakby ze zdwojoną siłą….. mniej więcej po 20km jazdy w tak pięknych okolicznościach natury, pan w pomarańczowej kamizelce, biało czerwonym lizakiem zatrzymał ruch drogowy, albowiem jak to w Rzeczypospolitej ostatnimi czasy bywa, brygada drogowców łatała dziury w nawierzchni (zupełnie jak jaśnie Pan premier te budżetowe)….. po jakichś pięciu minutach, nastąpiła kontynuacja naszej podróży na styl brytyjski, po czym następny pan, skierował nas na odpowiednią stronę drogi….. i za prawdę powiadam Wam, że po następnym kilometrze, gdyby nie czujność i wieloletnie doświadczenie w prowadzeniu pojazdów mechanicznych Adamsa, koncertowo wylądowalibyśmy w rowie, albowiem strona drogi właściwa owszem, ale zacieniona jej część z usuniętym asfaltem na długości ok. 100m już nie, co dla mniej wprawnych acz wyrywnych amatorów czterech kółek mogłoby stanowić zagrożenie….. jakoś bez większych rewelacji dotelepaliśmy się (dzięki podobnym niespodziankom) do szpitala państwowego, w całości ze składek i podatków obywateli utrzymywanego….. godzina 10:10, budynek odnowiony, polbruki, windy, plastikowe okna, z zewnątrz wyglądało ładnie….. przejrzysta tablica informacyjna zaprowadziła nas na pierwsze piętro i na tym właściwie mogłabym poprzestać, gdyby nie woń „eau de pisuar”, która to nas powitała zaraz po wejściu na oddział kardiologiczny….. pomyślałam, że to z pewnością ma oddziaływać na poprawienie wydolności oddechowej pacjentów z ostrymi stanami niewydolności serca, bądź też po zawałach mięśnia sercowego….. i tu nie doceniłam naszej jakże pomysłowej służby zdrowia, ponieważ jak się okazało, takich profilaktycznych przedsięwzięć było więcej!..... wszystko oczywiście w trosce o zdrowie i tężyznę fizyczną pacjentów ( bo nie rozumiem z jakich innych przyczyn) personel począwszy od lekarzy prowadzących, na salowych skończywszy, nie wystawił krzesełek do spoczynku pod gabinetem kontroli stymulatorów serca, osobom w bądź co bądź dojrzałym wieku….. to się nazywa przebiegłość!..... pacjent w zaawansowanym stanie miażdżycowy tętnic głównych, chorym kręgosłupem, artretyzmem czy czym tam jeszcze ( niepotrzebne skreślić) przyjechał sto i więcej kilometrów „sam”, wszedł na pierwsze piętro „sam” to i „sam” podrepcze dwie godziny w miejscu, aż lekarz dokonujący kontroli w poradni od godziny jedenastej do trzynastej, będzie łaskaw przyjść niczym John Wayn w samo południe, z informacją pt. „ nie ma państwa na liście? O cholera znowu muszę zostać po godzinach!”…..( i tu maleńka dygresyjka z mojej strony, że Ci okropni, wredni i upierdliwi pacjenci, śmieli już od godziny ósmej rano kolejkę pod gabinetem zajmować, bo nijak później przyjeżdżając komunikacją PKP lub PKS nie zdążyliby dotrzymać terminu wyznaczonej wizyty w określonym czasie)….. doszłam do wniosku, że pan jaśnie doktor wie co robi i jak najbardziej o ciśnienie tętnicze swoich pacjentów dba, co wcale nie znaczy, że poczułam się przesadnie uspokojona….. po godzinie trzynastej już było, jak się z tej świątyni zdrowia z gwarancją na rok wydostaliśmy….. droga powrotna bez korków, z dość małym natężeniem ruchu, a dużym natężeniem spalin, no mówię wam sielsko, anielsko!..... aż tu nagle nie do wiary! w miasteczku, którego nazwy nie wymienię, przez wzgląd na prawa autorskie jego mieszkańców, zobaczyłam scenę rodem z epoki Lepperowskiej!..... miasteczko z ulicą główną, długą okropecznie na jakieś kilometry trzy, odrobinę zawiniętą, gdzie równo jej połowę wyznacza „centrum” z urzędem państwowym i przystankiem PKS, a na jednym z trzech przejść dla pieszych PIKIETA!!!….. mówię Wam Panie, Panowie, najprawdziwsza pikieta, z pełnią rekwizytów, od butelek PCV począwszy, na gwizdkach, flagach narodowych i transparentach skończywszy, a napisy głosiły „kierowco, twój jeden głos, to nasze dwa ronda”!..... dodam tylko, że miejsce było zacne i strategiczne do przeprowadzenia takiej akcji, albowiem posiadało objazd, który gwarantował mozolne - ale jednak poruszanie się pojazdom….. z podziwu dla inteligencji organizatorów wyjść nie mogła, a jeszcze większy podziw wzbudził fakt, że miasteczko ( doprawy trochę większe od wsi) liczące ok. tysiąca mieszkańców wystawiło delegację w liczbie trzysta osób! klękajcie narody nie pracujące i przykład bierzcie, jak to polak w sprawach niecierpiących nomen omen zwłoki, potrafi się skrzyknąć i przewrotu na miarę czasów dokonać, i o rondo z opony do ciągnika, z umieszczoną w środku palmą de gaulle’a ( skoro stolyca ma to im tez wolno) walczyć….. i tylko pusty śmiech mi pozostał, bo skoro przyklady idą z samej góry, to co się dziwić, że szary, zwykły ludź, na narodowej entelygencji się wzoruje i modom wszelakim na durnotę ulega….. w kraju absurdu żyjemy Panie, Panowie i zamiast melodyjnie zaśpiewać w Polskę idziemy, można westchnąć….. a to polska właśnie…..








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz