…..był
sobie piątkowy poranek, kiedy to z królową Matką, wiezione przez
jednego z braci mych Adamsa, udawałyśmy się na kontrolę
stymulatora serca nestorki rodu, do jednego z byłych wojewódzkich
szpitali….. słońce świeciło, a pola oblane żółcią rzepaków
odbijały jego promienie, skłaniając do myśli „ bio-paliwa”
nie zabraknie w kraju mym przecudnym i na potwierdzenie owej myśli,
rura wydechowa samochodu przed nami, wyrzuciła z siebie swąd
przypalonych frytek, jakby ze zdwojoną siłą….. mniej więcej po
20km jazdy w tak pięknych okolicznościach natury, pan w
pomarańczowej kamizelce, biało czerwonym lizakiem zatrzymał ruch
drogowy, albowiem jak to w Rzeczypospolitej ostatnimi czasy bywa,
brygada drogowców łatała dziury w nawierzchni (zupełnie jak
jaśnie Pan premier te budżetowe)….. po jakichś pięciu minutach,
nastąpiła kontynuacja naszej podróży na styl brytyjski, po czym
następny pan, skierował nas na odpowiednią stronę drogi….. i za
prawdę powiadam Wam, że po następnym kilometrze, gdyby nie
czujność i wieloletnie doświadczenie w prowadzeniu pojazdów
mechanicznych Adamsa, koncertowo wylądowalibyśmy w rowie, albowiem
strona drogi właściwa owszem, ale zacieniona jej część z
usuniętym asfaltem na długości ok. 100m już nie, co dla mniej
wprawnych acz wyrywnych amatorów czterech kółek mogłoby stanowić
zagrożenie….. jakoś bez większych rewelacji dotelepaliśmy się
(dzięki podobnym niespodziankom) do szpitala państwowego, w całości
ze składek i podatków obywateli utrzymywanego….. godzina 10:10,
budynek odnowiony, polbruki, windy, plastikowe okna, z zewnątrz
wyglądało ładnie….. przejrzysta tablica informacyjna
zaprowadziła nas na pierwsze piętro i na tym właściwie mogłabym
poprzestać, gdyby nie woń „eau de pisuar”, która to nas
powitała zaraz po wejściu na oddział kardiologiczny…..
pomyślałam, że to z pewnością ma oddziaływać na poprawienie
wydolności oddechowej pacjentów z ostrymi stanami niewydolności
serca, bądź też po zawałach mięśnia sercowego….. i tu nie
doceniłam naszej jakże pomysłowej służby zdrowia, ponieważ jak
się okazało, takich profilaktycznych przedsięwzięć było
więcej!..... wszystko oczywiście w trosce o zdrowie i tężyznę
fizyczną pacjentów ( bo nie rozumiem z jakich innych przyczyn)
personel począwszy od lekarzy prowadzących, na salowych
skończywszy, nie wystawił krzesełek do spoczynku pod gabinetem
kontroli stymulatorów serca, osobom w bądź co bądź dojrzałym
wieku….. to się nazywa przebiegłość!..... pacjent w
zaawansowanym stanie miażdżycowy tętnic głównych, chorym
kręgosłupem, artretyzmem czy czym tam jeszcze ( niepotrzebne
skreślić) przyjechał sto i więcej kilometrów „sam”, wszedł
na pierwsze piętro „sam” to i „sam” podrepcze dwie godziny w
miejscu, aż lekarz dokonujący kontroli w poradni od godziny
jedenastej do trzynastej, będzie łaskaw przyjść niczym John Wayn
w samo południe, z informacją pt. „ nie ma państwa na liście? O
cholera znowu muszę zostać po godzinach!”…..( i tu maleńka
dygresyjka z mojej strony, że Ci okropni, wredni i upierdliwi
pacjenci, śmieli już od godziny ósmej rano kolejkę pod gabinetem
zajmować, bo nijak później przyjeżdżając komunikacją PKP lub
PKS nie zdążyliby dotrzymać terminu wyznaczonej wizyty w
określonym czasie)….. doszłam do wniosku, że pan jaśnie doktor
wie co robi i jak najbardziej o ciśnienie tętnicze swoich pacjentów
dba, co wcale nie znaczy, że poczułam się przesadnie uspokojona…..
po godzinie trzynastej już było, jak się z tej świątyni zdrowia
z gwarancją na rok wydostaliśmy….. droga powrotna bez korków, z
dość małym natężeniem ruchu, a dużym natężeniem spalin, no
mówię wam sielsko, anielsko!..... aż tu nagle nie do wiary! w
miasteczku, którego nazwy nie wymienię, przez wzgląd na prawa
autorskie jego mieszkańców, zobaczyłam scenę rodem z epoki
Lepperowskiej!..... miasteczko z ulicą główną, długą
okropecznie na jakieś kilometry trzy, odrobinę zawiniętą, gdzie
równo jej połowę wyznacza „centrum” z urzędem państwowym i
przystankiem PKS, a na jednym z trzech przejść dla pieszych
PIKIETA!!!….. mówię Wam Panie, Panowie, najprawdziwsza pikieta, z
pełnią rekwizytów, od butelek PCV począwszy, na gwizdkach,
flagach narodowych i transparentach skończywszy, a napisy głosiły
„kierowco, twój jeden głos, to nasze dwa ronda”!..... dodam
tylko, że miejsce było zacne i strategiczne do przeprowadzenia
takiej akcji, albowiem posiadało objazd, który gwarantował mozolne
- ale jednak poruszanie się pojazdom….. z podziwu dla inteligencji
organizatorów wyjść nie mogła, a jeszcze większy podziw wzbudził
fakt, że miasteczko ( doprawy trochę większe od wsi) liczące ok.
tysiąca mieszkańców wystawiło delegację w liczbie trzysta osób!
klękajcie narody nie pracujące i przykład bierzcie, jak to polak w
sprawach niecierpiących nomen omen zwłoki, potrafi się skrzyknąć
i przewrotu na miarę czasów dokonać, i o rondo z opony do
ciągnika, z umieszczoną w środku palmą de gaulle’a ( skoro
stolyca ma to im tez wolno) walczyć….. i tylko pusty śmiech mi
pozostał, bo skoro przyklady idą z samej góry, to co się dziwić,
że szary, zwykły ludź, na narodowej entelygencji się wzoruje i
modom wszelakim na durnotę ulega….. w kraju absurdu żyjemy Panie,
Panowie i zamiast melodyjnie zaśpiewać w Polskę idziemy, można
westchnąć….. a to polska właśnie…..

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz