właściwie nowy rok tak jak się skończył deszczem tak i się zaczął..... niefortunnie, bo z nadwyrężonym kręgosłupem...... ale i to trzeba przeżyć.....
zmęczenie dalej trwa, ale w dni takie jak ten, kiedy słońce wyłazi na kilka chwil zza chmur lekko odpuszcza..... starym dobrym zwyczajem, nie robię żadnych postanowień, prócz jednego, nie mieć żadnych postanowień i brać to co przynosi życie, tworzyć sobie możliwości i szukać pozytywów.....
nie silę się na podsumowania, bo w każdym roku zdarza się coś bardzo smutnego i ciężkiego, i cieszę się tylko, że stary rok minął.....
nie mam syndromu starzenia się pt. " o mój Boże, jestem starsza o rok"..... chyba im starsza jestem tym lżej do tego podchodzę, mam młodość w sercu, oczywiście czasami, na okrągło chyba się mieć nie da.....
z różnych stron napłynęły z końcem roku różne rewelacje..... niekoniecznie przyjemne..... martwię się trochę i momentami złoszczę, ale nie mam na to wpływu..... ten rok chyba będzie lekcją uczenia się akceptacji ludzkich decyzji z gatunku dla mnie idiotycznych, nieprzemyślanych..... decyzji które są bardziej ucieczką niż świadomym wyborem..... zobaczymy jak to będzie.....
jutro Leśna wyjeżdża i przypomina mi się mój pierwszy wyjazd..... na szczęście Ona ma coś, czego nie miałam ja, doświadczenie zawodowe, ja musiałam wszystko wypracować w obcym kraju, a bariera językowa nie ułatwia niczego i wiem, że będzie jej bardzo trudno..... ale wiem też, że poradzi sobie, mądra jest i da radę..... z resztą, zawsze jej pomogę na tyle na ile to będzie w mojej mocy i dobrze o tym wie.....
dzisiaj pierwszy dzień kiedy zaświeciło słońce, po niemal trzech dniach szarości, za chwilę zabieram Frałę i aparat i idziemy spacerować, wyjść trochę do ludzi, pooddychać świeżym powietrzem..... trochę się obawiam jak to zniesie mój kręgosłup..... na szczęście od kilku dni Frała ma nowy wózek, 5 kg lżejszy niż ten stary i nie blokują mu się koła, nie muszę używać całej mojej siły do pchania go, tak jak to miało miejsce ostatnie 2 tygodnie..... przez to właśnie, nadszarpnęłam kręgosłup, wózek zablokował się w połowie podjazdu do domu..... i niby nic, 2 głupie schodki, a jak cały ciężar Frały i wózka zawisł na mnie tak, że ani w przód ani w tył ruszyć go nie mogłam i to po raz drugi po 3 dniach przerwy, kręgosłup powiedział dość, a ja razem z nim.....
może mi się uda jakieś fajne zdjęcia zrobić dzisiaj i mimo lekkiego przymrozku połazić z Frałą, zatem zmykam życząc Wam spokojnego i spełnionego roku, niech nie zabraknie w nim miłości, radości i wzajemnego ciepła..... a muzycznie w obrazku.....

:-) I niech dla Ciebie będzie dobry. A kręgosłupowi daj odpocząć, ile tylko się da.
OdpowiedzUsuńDobrego ...
OdpowiedzUsuńJa po nowym roku wróciłam do pracy ... tj dzisiaj był drugi dzień i wciąż próbuję dojść do siebie :) życzę Ci wszystkiego dobrego :*
OdpowiedzUsuńoj tak zdrówko przede wszystkim
OdpowiedzUsuńmasz tak samo jak ja, jeśli chodzi o brak syndromu starzenia się, o postanowienia i podsumowania.
OdpowiedzUsuńdziękuję za życzenia i nutki :)
wszystkiego dobrego w 2017!
Dziękuję za wysłanie mnie do Pieprza :)
OdpowiedzUsuńdzięki Sza:) i Tobie raz jeszcze wszystkiego najlepszego, zdrówka i końca kłopotów z kręgosłupem.
OdpowiedzUsuńkolejnym rokiem na karku się nie przejmuję:) czekam na zdjęcia, w Krakowie wali śniegiem, a na Sylwku byłam w czerwonej peruce. ściskam:*
Trzymaj się zdrowo!!! Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńNiech i Twój rok będzie dobry! Zdrowszy! weselszy! Milszy od minionego!
OdpowiedzUsuńloonei