środa, 10 maja 2017

Piękna zima w maju i inne poboczności.....

Dawno nie skrobałam.....

i właściwie pewnie bym nie naskrobała nic dalej, ale jakoś trzeba przełamać ten marazm pogodowo - emocjonalny.....


ostatnimi czasy (od pobytu Leśnej u mnie) uskuteczniam spacerki po różnych dzikich miejscach..... i tak to popadłam w miejsce, które nie jest jakoś szczególnie oddalone od wsi mej przecudnej, a jest tak dzikie i urokliwe, że właściwie samo bycie tam zapiera dech..... a kiedy dodam, że krajobraz pozornie statyczny, jednak takim nie jest, to można by zadać sobie pytanie co to za tajemnicze miejsce.....


otóż wygląda ono tak..... fotografie mojego autorstwa może nie są najlepsze,ale to sztuka ogromna oddać piękno tego zakątka nawet jak się potrafi obsługiwać aparat ciut bardziej skomplikowany niż moje "pudełko po butach"  idioten kamerą zwany.....

to miejsce zaciszne..... osłonięte od wiatru..... takie w którym nie ma smrodów miejskich, ani wiejskich..... a to co jest to zieleń, woda, zapach wilgoci i odgłosy trzeszczących od lekkiego wiatru gałęzi..... rzeka niemal stoi w miejscu, a stopy czasami grzęzną w mchu kiedy chce się podejść do jej koryta.....








w miejscu tym grasują bobry..... i dzięki temu nigdy nie jest takie samo..... te zdjęcia robiłam w kilka dni po tym, kiedy pień drzewa stał jeszcze dumnie nadgryziony..... żałuję, że nie miałam wtedy z sobą aparatu..... ale cóż, nie można mieć wszystkiego.....





za to miałam uśmiech na twarzy i spokój w sercu, po burzliwych dniach, pełnych zupełnie niechcianych emocji, które jak chmura zebrały się nad moją głową.....


takie miejsca pozwalają złapać oddech, wyciszyć myśli, otworzyć umysł..... na coś ponad własne przeżycia minionych dni i kłębowiska myśli..... pozwalają rozejrzeć się i dostrzec zrośnięte z sobą konarami drzewa, które trwają dziesiątki lat niewzruszenie..... pozwalają zaplątać się w powojach gałęzi, które oplatają pnie, jakby były z zupełnie innej bajki.... nie tej nadrzeczno-leśnej.....




pozwalają się schować w sobie, otulić ich pierwotnością i wsłuchać w odgłosy ptaków, których jest tam zatrzęsienie..... czasami dochodzi z oddali plusk wody, którą rozgarniają ogony bobrów..... i dokładnie wiesz, że to one..... bo ryby nie biorą tak głośno..... a bobry są u siebie w domu i czują się swobodnie..... masz wrażenie, że dostałeś zaproszenie w dzikie, cudowne miejsce, do którego nie dane wejść każdemu.....







bo przecież nie każdy idąc na spacer może zobaczyć poogryzane, czasami okorowane kikuty drzew i ich pnie..... bobrowe ścieżki, którymi ciągną swoje "zdobycze" do rzeki i którymi wychodzą na brzeg..... i kiedy dochodziłam do spokojniejszego miejsca, w którym krajobraz wygląda nieco mniej dziko zdałam sobie sprawę, że ten spacer był najlepszym pomysłem na daną chwilę






czasami kiedy przystaję w tym miejscu nad samą wodą, widzę korzenie drzew..... omszałe, zanurzone w wodzie jak kolonia namorzynów..... i po co wtedy jechać do Australii czy Ameryki Pd..... skoro mam takie widoki tu, zaledwie kilka km od domu?.....


a kiedy obrócę się w drugą stronę oczy cieszy jezioro, z którego wypływa rzeka..... zagubione w totalnej leśnej "głuszy"..... porośnięte trzcinami, czyste i jeszcze nie zbrukane przez ludzi..... chociaż jest na nim kilka starych, zjedzonych zębem czasu i wody mostków.....






tak..... mam szczęście..... mam szczęście mieszkać w tak pięknym i dzikim miejscu, które przygarnia mnie z moimi humorami i słabościami zawsze..... które koi moje emocje i wysysa to wszystko co dotyka bardziej niż zwykle..... a kiedy jeszcze świeci trochę słońca i zadrę głowę do góry, to widzę jak chroni mnie pod dachem z sosen i czeremchy.....





i chowam te chwile, na gorszy czas, bo z pewnością i taki kiedyś nadejdzie.....


z codziennych przyziemności to coś tam nie hula ze zdrowiem, coś tam denerwuje, coś tam przeszkadza, coś uwiera czasami w gardle, bo prócz tego, że można i trzeba o tym rozmawiać nie ma się zupełnie na to wpływu, można tylko zadbać o to, by się nie odbiło czkawką, czasami zdystansować i..... czekać..... a trudne to czasem czekanie..... w zupełnie niemajowej aurze..... takiej chociażby jak wczorajszo-dzisiejsza..... deszczowo-śnieżna..... plująca północnym, lodowatym, wilgotnym wiatrem..... to już 9 lat mija, jak nie nosiłam szalika w maju..... i ciepłych niemal zimowych butów..... nawet odkurzyłam moją czapkę z daszkiem, bo miałam wrażenie, że wiatr urwie mi głowę, jeśli tylko wychylę ją na zaokienne +9.....


a dzisiaj..... dzisiaj kawa "mrożona" zbyt długim oczekiwaniem na wypicie..... już niemal widać dno..... i powrót z wspomnień spaceru do rzeczywistości..... tonącej w rachunkach, telefonach, terminach..... powinnościach, sprawach ważnych i mniej..... i dźwiękach najróżniejszych od Bruce'a przez Riverside , Vok ,Royskop Fever Ray i Rysia Kramarskiego z Jego Małym Księciem..... ( linki w nazwach).....


trzymajcie się ciepło i poręczy.....






13 komentarzy:

  1. Dobrze miec takie miejsca.
    Ja też choć w mieście, wodę mam tuż za domem, krzaki, krzaczorki, laski, zagajniki i ....wode.
    Wody w bród..
    I czekam cholernie na tę ciepło, bo sama chciałabym wieczorkiem którymś pięknym posiedzieć tyłeczkiem na obserwatorium, ze słuchawkami na uszach i po prostu odpocząć.
    A jak namarznę się w dzień, to zwyczajnie mi się nie chce.
    Chodz, spaceruj, dystansuj się.... czasami są sprawy na które nie bedziemy mieć wpływu.
    Po prostu, bo są nie nasze.
    I trzeba je zsoatwić, a skupić się na tym co nas rozwija, co robi nam dobrze * jakkolwiek to brzmi ;))
    A tamto zostawić.
    Nie komplikować, nie drążyć, po prostu żyć.
    Ściskam mocno.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oaza spokoju. Też mam takie miejsce. Po ośmiu miesiącach tęsknię za domem i hałasem😂😁😀
    Pozdrawiam serdecznie
    zolza73.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. już lubię to Twoje miejsce :)
    bo takie spacerowania,. w takich okolicznościach są najlepsze :)
    maj rzeczywiście zimny. bawi się w kotka i myszkę. wczoraj ciepło i słońce, a dziś znowu bleee. jak na razie ja jestem za brzydką aurą :) chociaż, gdyby zrobiło się ciepło, mogłabym się wystawić na ławkę w parku, buzię zwrócić w stronę słońca i chłonąć śpiew ptaków i zapach skoszonej trawy :))

    OdpowiedzUsuń
  4. Okolice masz magiczne :)
    Dzis u mnie pogada prawdziwie majowa, cudowne słońce i niebo błękitne, parę białych obłoczków :) Zraz chyba ruszę rowerem w teren!

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedyś lubiłam takie miejsca, ale od momentu kiedy kleszcze zaczęły łasić się do mnie w moim własnym ogródku..pokochałam asfalt i zrozumiałam wstręt Beksińskiego na natury...brrrr:-))))

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękne widoki ,ale grożne.Bałabym się zapuszczać w takie chaszcze.Dla mnie Ogrody Wersalu.Równo,gładko,zielono ,kwiatowo ,gustownie i bezpiecznie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ładne zdjęcia i piękne opisy! Dzikość natury zachwyca.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  8. oj pięknie tam pięknie i na pewno można złapać tam oddech może ja w sobotę tez złapie oddech w miejscach gdzie łaziam rok temu zdala od ludzi i tego wszystkiego


    czasem tak ciężko mi się odciąć od tego wszystkiego...

    OdpowiedzUsuń
  9. pewnie, ze możemy się zamienić :) zwłaszcza na ten moment płaskości są pożądane przeze mnie :)) oczywiście zamiana nie będzie obejmowała uszkodzonej nogi, bo tego absolutnie nie życzę nikomu więc śmiało.... pagórki i górki będą Twoje :)))
    zatem czekam na notkę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Pięknie opisałaś swoje ustronie ...miło było przypomnieć sobie wspólną wyprawę :)
    Jestem już w pracy ,Ty pewnie w podróży ,więc szczęśliwej drogi i do zobaczenia niebawem albowiem chcę Ciebie odwiedzić :)

    OdpowiedzUsuń
  11. na razie takim miejscem gdzie mam swięty spokój i nikt ani nic mnie denerwuje jest łozko

    OdpowiedzUsuń
  12. cieszę się w takim razie, ze tam biegu nie ma (bo to chyba dobrze? jeśli nie- to rzecz jasna, się nie cieszę). ogarnąć w końcu się ogarniesz i nadrobisz zaległości :) a ja z przyjemnością poczytam :)

    OdpowiedzUsuń