w domu..... w moim Szato..... napracowałam się już najwidoczniej..... ale i tak bywa.....
ogólnie 5 września, trafiłam do nowego miejsca..... po 14, prawie 15 godzinach podróży, położona na jakąś mikroskopijną sofę, swoim ciałrm zgiętym na niej w paragraf..... zdażyłam jedynie przywitać moją podopieczną i ..... i nie walczyć z poprzedniczką, która rozłożyła się na wygodnym łóżku jak święta krowa, nie dawała mi spać do 2 w nocy.....
z poprzedniczką, która obudziła mnie o 5 rano napierdalaniem w klawiaturę smartfona, świecącą mi w oczy.....
z poprzedniczką, która zostawiła mi 3 góry suchego prania do prasowania, zawieszoną praniem suszarnię i następne pranie w pralce..... poprzedniczką, która nawet nie starała się mówić czegokolwiek po niemiecku, zostawiła po sobie syf i zatkany odpływ prysznica,do tego stopnia, że woda w nim stojąca i coraz bardziej wzbierająca w czasie kąpieli zalewała skutecznie łazienkę..... poprzedniczką, której tak bardzo się spieszyło przy porannej toalecie, że niemal przewracała podopieczną z jednostronnym niedowładem ciała..... poprzedniczką, która ciągle była tak chora, tak obolała, tak zmęczona życiem i pracą, że ciągle leżała i zostawiała podopieczną samą sobie.....
a ja..... ja po podróży, niewypoczęta, musiałam zacząć pracę już o 7 rano w środę ( gdzie zwyczajowo z normalną poprzedniczką, zaczynałabym ją w środowe popołudnie), musiałam ugotować obiad z niczego, bo w domu owym, ani kawałka mięsa, ani warzyw na ów nie było..... i zrobiłam obiad z niczego, pracowałam od 7 rano i dałam z siebie tyle ile na tamten moment mogłam, chociaż moje zmęczenie stawało drżącą kluchą w gardle kiedy rozmawiałam z siostrą Leśną.....
kiedy już zostałyśmy z podopieczną same,bardzo szybko weszłam w mój rytm pracy..... w 4 dni ogarnęłam to pieprzone prasowanie, podopieczną,jej mieszkanie..... i miałam mnóstwo czasu dla siebie ponad standardowe 2 godziny dziennie przerwy.....
w 4 dni poznałam 3/4 przeogromnej rodziny mojej podopiecznej, byłam z nią na urodzinowym przyjęciu jej prawnuka, zdążyłam poznać ją i jej córki, stworzyć sobie i mojej podopiecznej atmosferę wzajemnego szacunku,spokoju, pogody ducha i dobrego humoru.....
i nagle wszystko prysnęło jak bańka mydlana, kiedy w niedzielną 22godzinę wieczorną pojawił się ból..... uporczywy,narastający, doprowadzający do szaleństwa, nie dający spokoju mimo leków, wymuszający wymioty ból.....
ból który dałam radę znieść 7 godzin, który ciągle miałam nadzieję, że minie..... jednak nie minął..... po 7 godzinach zmuszona byłam wezwać na pomoc rodzinę podopiecznej i karetkę..... i nawet wtedy, kiedy sama ledwie przytomna z bólu, zwijałam się na łóżku, nawet wtedy myślałam o innych..... o tym że ubranie podopiecznej,przyszykowane na jej wizytę lekarską jest w łazience, że koniecznie musi zabrać z sobą kilka istotnych drobiazgów..... o tym,że mój Smoku jest gdzieś daleko i potrzebuje mojego wsparcia i pomocy..... o tym, że Leśna jest 60km ode mnie..... że mała ma bardzo ważny w jej życiu dzień.....
wiele razy byłam w niemieckim szpitalu z podopiecznymi, wiele razy widziałam jak wygląda procedura przyjęcia na pogotowiu, wiele razy udzielałam informacji na temat przyjmowanych leków, zaobserwowanych objawów itp, itd..... ale nigdy..... nigdy nie pomyślałam, że przyjmowana będę ja..... a już tym bardziej, że kiedykolwiek będę miała operację..... pierwszą w życiu operację, w całkowitym znieczuleniu ogólnym, a na dodatek w obcym kraju, wśród obcych ludzi.....
i w ten oto sposób, dowiedziałam się, że mam w ciele kamień i nie jest to moje serce, kamień niekoniecznie szlachetny..... że moje ciało musi być zoperowane, bo jeśli nie to się zepsuje i będzie wielkie ała, że właściwie, bez operacji i tak będzie wielkie ała, zanim się zrobi ała jeszcze wieksze..... i że nie można kamienia owego wyciągnąć, bo utknął sobie był wysoko hen hen i gad przebrzydły ruszyć się nie chce, a ostry jest niczym Koh-i-Noor w koronie królowej brytyjskiej, który chociaż piękny szlif ma, jak brzytwa ciąć potrafi.....
i właśnie wedy, kiedy czułam się tak bardzo obco w obcym kraju, stało się coś niewiarygodnego..... dla mnie niewiarygodnego, chociaż spotykam to często tu w kraju..... zupełnie obcy ludzie nie zostawili mnie samej, w chwili kiedy najbardziej potrzebowałam wsparcia..... bo mimo, że była ze mną Leśna na telefonie i cała reszta Biedron, to tam w tym barbarzyńskim szpitalu stał się jakiś cud..... w połowie badania w gabinecie zabiegowym, na jednym z oddziałów owego szpitala zjawiła się moja podopieczna na wózku inwalidzkim, z dwoma córkami i torbą podróżną, w której były spakowene moje kosmetyki, ręczniki dla mnie,bielizna, moje leki, wszystko to co mogło mi się przydać w szpitalu..... bo przecież pogotowie zgarnęło mnie jak stałam, w piżamie, swetrze i śpiących skarpetach.....
po 4 dniach mojej pracy, ci obcy ludzie i niemal cała rodzina mojej podopiecznej, od siostry począwszy na wnukach skończywszy, dzwonili do mojej szefowej, z żądaniem, żebym wróciła do nich do pracy jak tylko w Polsce doprowadzę moje leczenie do końca..... dzwonili mówiąc, że nie chcą słyszeć o nikim innym na stałę i będą na mnie czekać tak długo jak będzie trzeba.....
obcy ludzie, którzy po moim wyjściu ze szpitala tak zorganizowali swoje życie i obowiązki, żebym od środy do soboty nie musiała pracować, dźwigać,przemęczać się opiekując ich siostrą, mamą i babcią, żebymmogła w spokoju doczekać wyjazdu do Polski na dalsze leczenie.....
to bardzo wzrusza i buduje, a jednocześnie daje pewność, że jeśli trzeba komuś pomóc, to nie ma nic ważniejszego.....
a dzisiaj..... dzisiaj jestem w domu, dzięki pomocy przyjaciela, który swoim prywatnym autem przywiózł mnie do mego Szato..... który zarwał noc,żeby pomóc dla mnie..... który nie pytał o koszty kiedy zwróciłam się do niego o pomoc.....
dzisiaj..... nie mogę spać, bo wiem że ktoś tak bardzo potrzebuje mojego wsparcia i pomocy, zwykłej ludzkiej obecności, że niemal wyje mi serce tak mocno czuję tą jego potrzebę, a ja sama obolała nie mogę teraz już pomóc..... muszę odczekać kilka dni, pozałatwiać sprawy związane z moim zdrowiem na już, a tak bardzo chcę tam być, choćby tylko po to, żeby powiedzieć Kocham Cię, nie zostawię Cię, ciągle jestem z Tobą, nie bój się.....
dzisiaj jest we mnie ten przymus, żeby pojechać, żeby chociaż tylko zobaczyć i chwilę pobyć..... złapać za rękę i zwyczajnie pomilczeć..... przytulić tak jak należy i nie mówić nic..... zabrać z sobą torbę, z rzeczami które będą tam potrzebne, spakować "kulki analne" i śpiące skarpetki,kocyk mocy i herbatę malinkową..... i tam być..... na tyle na ile mi pozwoli.....
.....stoję tu z Tobą, razem pokonamy bestię.....

Dostajesz to co innym dajesz:-) prędzej czy później. No, to ja Cię za ten kamień wyjęty potrzymam. :-) Kuruj się.
OdpowiedzUsuńprzeszłaś prawdziwy horror ...jak fajnie że trafiłaś na dobrych ludzi. poprzedniczka ma rację co dajemy do nas wraca. kuruj się i wracaj do zdrowia szybciutko
OdpowiedzUsuńMam jednak szczęście, nie dość, że Marianne jest miłą, spokojną osobą i ma takąż rodzinę, to i moja zmienniczka jest w porządku:) Cieszę się, że dotarłaś cała do domu, ale z takim kierowcą to nic dziwnego. Pozdrowienia i ukłony dla Pana K. :) Buziaki i zdrowia dla ciebie dzieciaku.
OdpowiedzUsuńto co dajesz wraca- to jest pewniak.
OdpowiedzUsuńwzruszyłam się, kiedy czytałam o pomocy jaką otrzymałaś od tamtych ludzi. rozczulają mnie takie rzeczy, które powinny być naturalne. wiadomo jednak, ze nie każdy i nie zawsze chce pomóc, dlatego cieszę się ogromnie, ze trafiłaś na ludzi, którym się chciało, ze nie zostałaś sama. nie mogło być jednak inaczej, bo przecież Ty dawałaś pozytywy,a one musiały w jakiejś postaci do Ciebie wrócić.
zdrowiej!
buziaki.
ps. dziękuję :)
Duuużo zdrowia! Będzie dobrze! Jestem pewna, że szybko wrócisz do znakomitej firmy!
OdpowiedzUsuńWzruszająca jest opowieść o Twoich nowych znajomych z rodziny starszej pani, którą się opiekujesz.
Twoja poprzedniczka to po prostu brudaska i do tego bezczelna! Tak być nie powinno!
Ściskam i życzę Ci, by zawsze dobro wracało do Ciebie!
Formy- miało być!
OdpowiedzUsuńW tak krótkim czasie wiele się działo.
OdpowiedzUsuńCiągle wzrusza nas okazane życzliwość i serce obcych ludzi.Dobrze,ze trafiłaś na takich!
Zdrowiej bo jesteś potrzebna innym.
Ściskam .
to niesamowite dobro powraca
OdpowiedzUsuńwracaj do zdrowia Kochana
... :)
OdpowiedzUsuńzdrowia
kiedyś myślałam ze nigdy nie spełnie marzenia nie miałam odwagi i myślałam ze mam czas zycie mi okazało ze potrafi być okrutne zaskakiwać czyms co sprawia ze zaczynamy inaczej patrzeć na życie choroba mi pokazała ze miałam dużo szczęścia i ze warto czasem być egoista i zrobić cos tylko dla siebie bo ja tez jestem ważna spotykam się z krytyka ze mam tatuaże a tym ze będę miał całe plecy tym bardziej ale to moje plecy moje zycie i już a marzenia warto spełniać
OdpowiedzUsuńwracaj szybko do zdrowia Sza!
OdpowiedzUsuń