niedziela, 3 lutego 2019

15:46

codzienność zaczęła się wlec jak pantalony ciotki Teofili  rozciągnięte na sznurku do bielizny.....

każdy dzień podobny do drugie, w ten wredny sposób, który zaczyna przytłaczać  i dusić od środka..... pojawiła się bezczynność i wewnętrzna niechęć..... zaokienna szarość, chłód w Szato i ludzie jacyś tacy hmm..... na pół gwizdka, jakby więcej nie mieli pary, jakby więcej nie chcieli, prócz tego że ktoś im da, ktoś im zaspokoi ich potrzeby, ale nie tak prawdziwie i do końca, a jakoś tak pobieżnie,prowizorycznie na przysłowiowy odpierdol.....

nie wiem czy to wina aury czy może klimatu..... ale męczy mnie to strasznie..... ludzie, którzy rozmawiają na niby, albo udają że rozmawiają, a tak na prawdę tylko mówią i nie słuchają, nawet nie silą się na to żeby słyszeć i słuchać.....

nie wiem kiedy wyjadę z powrotem do pracy..... i mogłabym zacząć marudzić, tylko to nic nie zmieni..... potrzebuję słońca i ciepła, jakiejś zmiany choćby tylko na chwilę, bo czuję że powoli popadam w marazm,który zabija.....







2 komentarze:

  1. Zima za oknem (trochę słaba, bo trawę widać), więc nie ma się co dziwić, że wszystko jest jakieś takie bezsensowne, sflaczałe i do niczego - brak witaminy D. Zobaczysz, gdy przyjdzie wiosna to momentalnie siły każdemu wrócą jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, czego Tobie i sobie oczywiście naturalnie pożyczam:) Pzdr.

    OdpowiedzUsuń
  2. W Assel wieje i zimno ale dzisiaj od czasu do czasu słoneczko błyska...wiosna z każdym dniem bliżej...Też wrócę do wyziębionego mieszkania, ale to nie pierwszy raz, więc dam radę...A teraz łap słoneczny uśmiech :)

    OdpowiedzUsuń