wtorek, 22 lutego 2022

Orkany, straty, podróże i powroty.....

 

Wieje ostatnimi czasy.....


.....w sumie na nasze własne życzenie, bo na nic badania i fakty znane od lat..... że klimat nam się ociepla, lodowce na biegunach roztapiają,  wody pitnej ubywa z każdym dniem, a śmieci zalewają i nas, i całą planetę milionami ton.....

..... my..... zdobywcy świata, czyniący ziemię sobie poddaną, prześcigający się w tworzeniu nowych technologii, ścigający się w zbrojeniach, opracowujący jeszcze doskonalszą broń biologiczną, chemiczną i cholera wie jaką "iczną" jeszcze.....

 gatunek podobno homo sapiens, egoistyczny do cna i niszczycielski bardziej niż huragany, powodzie i pożary..... doskonały w uśmiercaniu swoich przyszłych pokoleń zanim się narodzą..... gatunek "największy pasożyt w galaktyce", który jak już się pobawił i naniszczył tak, że ciężko będzie cokolwiek uratować dla potomnych, mówi " poczekajmy, zaróbmy więcej, może świat się odwróci..... w cudowny sposób na pstryknięcie milionami palców, zły sen zniknie..... tyle, że to nie sen..... to nasza rzeczywistość..... gatunek doskonały w wynajdowaniu sposobów na produkcję i kumulację energii z natury, a nie potrafiący od dziesięcioleci skutecznie zutylizować zwykłej małej  baterii, by nie stanowiła zagrożenia dla natury.....

..... rzeczywistość, w której nie ma czasu na czekanie..... a każda chwila oczekiwania na cud, będzie owocowała kataklizmami rozszalałych żywiołów..... spalonymi setkami hektarów lasów, domów, zagród, ludzi..... zalanymi w falach tsunami kontynentów..... będzie owocowała stratami, których nikt ani nic nie odbuduje..... bo planeta i natura wygrają, poradzą sobie bez nas, jak pradawne lasy, oceany, góry i zwierzęta.....

..... już dawno nie widziałam takich nawałnic, w zasadzie chyba nigdy nie widziałam ich i nie doświadczałam z aż taką częstotliwością..... owszem czasem powiało, czasem popadał śnieg nawet w maju, czasem latem przywaliło z zaskoczenia gradem, ale to były raczej anomalie pogodowe..... dzisiaj to niemal codzienność..... i tak sobie myślę, że nam ludziom nie trzeba wojen żeby się pozabijać, wystarczy nam brak prądu, żebyśmy poczuli się bezradni jak dzieci..... bez światła elektrycznego, bez wody pitnej, bo przecież ta w rzekach i strumieniach to jeden wielki ściek, a kranówki nagle brakuje, bo bez prądu hydrofory nie działają..... wymrzemy po kolejnych nawałnicach, które odetną nas od pomocy, bo bez prądu nie będzie tak jak i teraz zasięgu w sieciach komórkowych..... bo jak wezwać ratowników do wypadku, zawału czy jakiejkolwiek awarii..... przeżyją tylko ci, którzy jak kiedyś dinozaury, będą potrafili się dostosować..... i paradoksalnie nie będą to preppersi czy jak ich tam zwą..... to będą tylko ci, którzy będą potrafili nakrzesać ognia, uzdatnić wodę i wyżywić się tym co daje las, niekoniecznie mięsem dzikich zwierząt..... i puszkami z wołowiną zakonserwowaną na lata.....

..... tyle o naturze, a teraz podróże..... wróciłam do pracy..... właściwie trudno powiedzieć, że wróciłam, skoro to dopiero pierwszy dzień po zwolnieniu..... od jutra zacznę wchodzić w jakiś dobowy rytm..... kilka dni na tym zejdzie, ale najważniejsze jest to, że nie jechałam z lękiem..... a ludzie u których jestem, w zasadzie jeden ludź w wieku pięknym ponad 90 lat, jest bardzo miły, otwarty i jednoczesnie wrażliwy..... 

trochę przypomina mi Tatula, z tą wrażliwością..... są momenty, że jest zupełnie zagubiony od natłoku rzeczy, które go otaczają, spraw, które bierze sobie na głowę..... dożył pięknego wieku, w małżeństwie z ponad 60 letnim stażem i zachował jasność umysłu.....

..... póki co na razie się obserwujemy, bo tak samo jak dla mnie jest to zupełnie obca osoba, tak samo ja dla niego jestem osobą od której w pewnych kawałkach codzienności jest zależny..... nie jest to łatwe dla obu stron, ale mam nadzieję, że będzie tylko lepiej.....

.....wyjechałam z domu ciemną nocą, kiedy wiatry jeszcze pohukiwały swoją siłą..... czasem na postoju było czuć jak buja samochodem, a przecież to nie jakiś tam  maluch, tylko  9-cio osobowy bus z zawartością.....

noc była jeszcze chłodna, ale za to przedpołudnie uraczyło odrobiną słońca, śpiewem ptaków i pierwszymi w tym roku krokusami i rannikami zimowymi..... wiosna coraz szybciej daje o sobie znać..... oby tylko huraganowych wiatrów było dużo mniej.....






źródło zdjęcia Internet.....



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz