dzień za dniem się toczy..... po ponad 15 latach w tej robocie, w końcu mam spokojne miejsce, pełne ciepłych ludzi i dobrej atmosfery.....
u moich Ludzi też w miarę dobrze.....
wczoraj minęły dwa lata od ostatniego nawrotu depresji, od tego załamania, które niemal mnie złamało..... i wiem, że nie wstałabym gdyby nie moi Ludzie..... to Oni trzymali mnie za warkoczyki, żebym nie utonęła w bezbrzeżnym smutku, zbierali mnie każdego dnia, trzymali w ostatnie dni roboty, żebym się całkiem nie rozsypała na milion okruchów.....
i pamiętam każdego człowieka, który powiedział mi choć jedno dobre słowo w tamtym czasie, postawił chociaż jedną kropkę pod moimi słowami..... nie oceniali, byli tak po prostu, nawet kiedy dzieliły nas setki kilometrów..... czasem wystarczyło tylko zapewnienie, że nie jestem sama, czasem świadomość że mają gotowość do rozmowy o każdej porze, a czasem dali tylko uśmiech i proste trzymaj się, dasz radę.....
od kilku lat wiem, jak wielu z nich zmaga się z depresją i najpierw byłam zaskoczona, że jest ich tak dużo..... po kilku latach zupełnie mnie to nie dziwi..... czasy w jakich żyjemy nie są łatwe dla trzeźwo myślących ludzi, a kiedy dodać do tego codzienne "niespodzianki" od losu, zdrady, rozejścia, choroby, powolne umieranie w ludziach wartości takich jak szacunek, lojalność, prawda, to mamy istny koktajl mołotowa i tylko kwestią czasu jest kiedy się odpali.....
niektórzy mówią mi zapomnij, nie myśl o depresji..... ale ja wolę pamiętać..... pamiętać że przychodzi cholernie cicho, że daje jakieś sygnały, ale tak znikome, że można ich nie rozpoznać i wtedy spadasz w dół jak śnieżna kula i wystarczy moment, żeby się zatracić.....
dlatego pamiętam i staram się być również dla nich, kiedy tego potrzebują.....
już nie kosztem siebie, a mądrze, bo również z myślą o sobie.....
przez lata nauczyłam się, nie mieć byle jakich relacji, nie otaczać głośnymi ludźmi, doceniać każdy przejaw szczerego dobra w tym porąbanym świecie..... nauczyłam się czerpać radość z ich radości, wspierać w smutku i cieszyć każdym, nawet najmniejszym osiągnięciem, bo wiem ile to znaczy, zwłaszcza wtedy gdy depresja zakłada maski spełnienia i sukcesu.....
Robin Williams kiedyś powiedział coś w stylu, że za największym uśmiechem chowa się największy smutek i wiedział co mówi, przecież sam zmagał się z depresją..... i to prawda..... ileż to razy śmiałam się najgłośniej jak się da, żeby tylko nikt nie zauważył bólu, żeby nie pokazać jak bardzo mam wszystko na wierzchu, żeby nikt nie zranił jeszcze bardziej, żeby nie słyszeć "weź się w garść".....
dlatego pamiętam i jednocześnie jestem wdzięczna, że chociaż w życiu nie wiodło mi się na bogato i w dostatkach, to zawsze miałam szczęście do dobrych ludzi..... bo niezależnie od tego co masz, w jakie dobra obrastasz, nic z tego nie da ci wsparcia, jeśli jesteś w życiu sam, a ludzie wokól zamiast być i wspierać, tylko oceniają i rozliczają z porażek.....
dzisiaj jestem w miejscu, w którym jestem, w moim życiu dzieją się małe cuda codzienności, mam obok cudownych, dobrych ludzi i przepełnia mnie wdzięczność za to wszystko co mam, bo kasa dzisiaj jest jutro jej może nie być, ale jeśli masz w swoim życiu chociaż jednego dobrego człowieka to jesteś cholernie bogaty.....
dobrych ludzi Wam życzę, niech i u Was się dobrze dzieje, w zdrowiu i spokoju..... miłego dnia!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz