W ciemności i pustce, którą czułam od kilku dni.....
Miałam tyle do opowiedzenia, kiedy tu wejdę, a dzisiaj jedyne co mam to ten dziwny stan i brak słów by nazywać to co było tak niezwykłe w swojej codziennej zwykłosci.....
A teraz stoję na balkonie życia i wiem tyle, że nic nie wiem..... rozglądam się dookoła, w rześkości wieczoru i chyba gubię to co odnalazłam w szronie traw, zapachu kawy o poranku.....
Pamiętam tamten dzień. To było jak powrót do domu, po wiecznej nieobecności.
To nie była iskra. Wszystko we mnie ucichło i ułożyło się na swoim miejscu, jak ostatni element układanki, o którym nawet nie wiedziałam, że go noszę.....
A dzisiaj , kiedy jestem w obcym miejscu, w zupełnie nieodpowiedniej chwili, blizny otwierają się, a życie mówi sprawdzam.....
I nie czuję strachu..... czuję nie wiem co.....
Ja która lata całe uczyłam się nazywać i odróżniać emocje i uczucia dzisiaj nie wiem co czuję.....
I jest mi z tym źle, bo po raz pierwszy od dawna czuję się jakbym traciła grunt pod nogami i pewność siebie..... jakby to co mówi moja intuicja odbierało mi spokój..... tamten spokój i pewność chwili.....
A w głowie dzwoni mi echo pytania "po co?"..... po co zdarza się to wszystko.....
Co jakiś czas obcy ludzie mówią mi, że jestem aniołem..... tyle że anioły cierpią najbardziej..... mówią mi o moich zasługach, tyle że ja ich nie widzę..... mówią |" nie umniejszaj sobie", a ja naprawdę nie robię nic wielkiego.....
staram się być..... na tyle ile mogę, na tyle ile świat i okoliczności pozwalają.....
Owszem, to miłe słyszeć takie rzeczy, ale czy to rzeczywiście prawda? .....
Dzisiaj życie sprawdza mnie i sprawdza moje otoczenie, a to co mi pokazuje to nie środkowy palec do którego przywykłam, ale coś zupełnie innego. Pokazuje swego rodzaju dysonans, który mnie nie tyle przeraża, co sprawia, że tracę skrzydła..... obijam się nimi o ściany mego serca a każde złamane pióro to kolejne złudzenie, które podsuwa świat i mówi uwierz..... zobacz, będzie tak cudownie, pozwól sobie, przecież chcesz..... tyle, że kiedy zaczynam chcieć, zaczynam się gubić i cierpieć..... bo chcę za bardzo..... więc łatwiej nie chcieć chcenia.....
To minie, kiedy wrócę do Szato, usiądę w ciszy z samą sobą i malinową herbatą, ale na tu i teraz jest kiepsko.....

Twój tekst ma w sobie coś bardzo prawdziwego – tę mieszankę zmęczenia, intuicyjnego niepokoju i poczucia, że świat nagle zadaje pytania, na które nie ma prostych odpowiedzi. Czytając to, miałem wrażenie, że opisujesz moment zawieszenia, kiedy człowiek stoi w pół drogi między tym, co już zrozumiał, a tym, czego dopiero ma się o sobie dowiedzieć. I to jest chyba najbardziej ludzkie doświadczenie, jakie można mieć.
OdpowiedzUsuńUderzyło mnie to, co piszesz o „braku słów”, bo paradoksalnie – właśnie z tego braku powstała bardzo dojrzała refleksja. Czasem ten stan, w którym nic nie umyka definicjom, jest jedyną szczerą odpowiedzią, jaką można dać. Nie każde uczucie trzeba od razu nazywać. Nie każde trzeba rozumieć na bieżąco.
Kiedy wspominasz o „bliznach, które się otwierają”, to brzmi jak moment, w którym życie testuje nie Twoją siłę, ale Twoją uważność na siebie. A to, że potrafisz to zauważyć i nie uciekasz w udawany spokój – jest dowodem, że ta praca, którą wykonywałaś przez lata, nie poszła na marne. Po prostu w tym momencie nie działa tak gładko, jakbyś chciała.
I wiesz, to co piszesz o byciu „aniołem” i o tym, że nie robisz nic wielkiego… Znam ten dysonans. Czasem ludzie widzą w nas coś, czego my nigdy nie zobaczymy w lustrze, bo patrzymy zbyt blisko, zbyt krytycznie. Ale samo to, że ktoś odbiera Cię w tak ciepły sposób, nie jest przypadkiem – to zostaje po drodze, którą idziesz, nawet jeśli Ty sama widzisz tylko zmęczenie.
Masz prawo chcieć „nie chcieć”, kiedy robi się gęsto. Masz prawo zatrzymać się i zgubić w sobie na chwilę. Żaden spokój nie jest perpetual motion – każdy trzeba odzyskać, czasem wielokrotnie.
Brzmi to jak trudny moment, ale jednocześnie taki, po którym będzie coś nowego. Powrót do siebie, do „Szato”, do tej malinowej herbaty, do ciszy – to chyba właśnie to miejsce, gdzie rzeczy zaczynają wracać na swoje miejsce.
Czasem najważniejsze jest po prostu przetrwać tę chwilę, nie uciekając od własnego głosu. I mam wrażenie, że dokładnie to teraz robisz.
Dziękuję za te słowa i przepraszam że tak późno odpisuję. Dokładnie tak jest. Już ponad 2 tygodnie w Szato, opita malinową herbatą , napakowana antybiotykami i witaminami, patrzę na to z dystansem. Tak już jakoś mam, że staję z otwartą przyłbicą gotowa do rozmowy z sobą. Czasem to co słyszę nie jest fajne, ale przecież to ja. Dzisiaj mam nowe pytania i nowe poszukiwania siebie w sobie,ale to dobrze. Życie dalej mówi sprawdzam,a każdy dzień daje nowe odpowiedzi.w ogóle mam wrażenie że ta końcówka roku jest inna od wszystkich... pozdrawiam serdecznie i pogody ducha życzę.
Usuń