…..przespałam
noc, a kiedy o 8 zadzwonił budzik, z pełna świadomością
nastawiłam budzenie na godzinę później….. ciepło pościeli i
jasność za oknem wcale nie nastrajały mnie do wstania…..
przecież za kilka dni ruszam w obce landy….. nie wiem dokąd, nie
wiem na ile i jak się okazuje nie wiem za ile….. poranna kawa
nadal bez smaku odkleiła powieki, a dzień kazał wejść w siebie z
podniesiona przyłbicą….. moja firma znowu mnie okradła i dzisiaj
jak nigdy mnie to zwyczajnie rozśmieszyło….. to taki bezradny
śmiech klauna, jak łabędzi śpiew, albo krzyk….. kolejna
cegiełka ku podjęciu decyzji o rozstaniu z pracodawcą….. a co
dalej….. jak mawiała Scarlet „jutro się tym pomartwię”…..
szłam w zaokiennym -5, białymi ścieżkami, wydeptanymi przez
autochtonów, bo jak zawsze nikt tutaj nie odśnieża i złapałam
się na tym, że mam w sobie jakiś spokój….. miłe i przyjemne
uczucie….. może nie będzie tak źle w tych germańskich
ostępach….. nie wiem czy wstaję, czy jeszcze leżę i dogorywam,
ale jakoś się tym nie martwię….. dzisiaj zwalniam siebie z
obowiązku martwienia się o wszystko, bo….. nie chce mi się
myśleć….. koń ma duży łeb, niech się martwi….. chyba dobrze
mi zrobił jeden dzień bez telefonu i wcale nie dlatego, że go
wyłączyłam, a dlatego, że jaśnie Orange coś majstruje…..
miałam jeden dzień na czytanie książek i zastanowienie się co
mogę i chcę ogarnąć przed wyjazdem….. dzisiaj mam luz….. a
jutro, może po jutrze pora iść do fryzjera, bo mój czupurek woła
o pomstę do nieba….. kiedy wróciłam do domu usiadłam na chwilę
z kubkiem kawy i muzyką….. golden
brown, midnight summer dream i coś jeszcze na deser….. wspomniało
mi się dwóch fantastycznych mężczyzn, aż się uśmiechnęłam,
na myśl o nich….. muszę przyznać, że nieco ubogacili moją
egzystencję swoją „nie-obecnością”, czas temu jakiś…..
czasami zastanawiam się co u nich, czasami mam jakąś wiadomość
co też im tam w trawie piszczy….. w ogóle ten dzisiejszy dzień
jest jakiś inny, nawet zajrzałam do archiwum, co też porabiałam
rok temu i chociaż pamiętam, że wesoło nie było - to miałam w
sobie jakąś „iskrę” do życia….. może ona się odradza…..
kto wie….. w każdym razie chce mi się do słońca i ciepła, w
uszach dalej rozbrzmiewają dźwięki i cytat ” bo ty jesteś…..
za fajna…..” , „ nie chcę dwóch słów, bo….. zasługujesz
na więcej”….. i mam na twarzy ogromny uśmiech….. i poczucie,
że jest miejsce na „coś więcej”….. może jeszcze nie mam
planu na później, ale….. mam wrażenie, ze nie mam już balastu,
który ciągnie mnie w dół….. przynajmniej dziś….. nie chcę
rewidować” siebie”, bo do żadnych nowych wniosków nie dojdę…..
ot turlam się jak wagoniki kolejki Piko w całkiem nieznane…..
i….. zaczyna mi się to podobać….. przynajmniej teraz,
przynajmniej tu….. mała namiastka poczucia „wolności”…..

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz