wtorek, 15 stycznia 2013

.....

…..przespałam noc, a kiedy o 8 zadzwonił budzik, z pełna świadomością nastawiłam budzenie na godzinę później….. ciepło pościeli i jasność za oknem wcale nie nastrajały mnie do wstania….. przecież za kilka dni ruszam w obce landy….. nie wiem dokąd, nie wiem na ile i jak się okazuje nie wiem za ile….. poranna kawa nadal bez smaku odkleiła powieki, a dzień kazał wejść w siebie z podniesiona przyłbicą….. moja firma znowu mnie okradła i dzisiaj jak nigdy mnie to zwyczajnie rozśmieszyło….. to taki bezradny śmiech klauna, jak łabędzi śpiew, albo krzyk….. kolejna cegiełka ku podjęciu decyzji o rozstaniu z pracodawcą….. a co dalej….. jak mawiała Scarlet „jutro się tym pomartwię”….. szłam w zaokiennym -5, białymi ścieżkami, wydeptanymi przez autochtonów, bo jak zawsze nikt tutaj nie odśnieża i złapałam się na tym, że mam w sobie jakiś spokój….. miłe i przyjemne uczucie….. może nie będzie tak źle w tych germańskich ostępach….. nie wiem czy wstaję, czy jeszcze leżę i dogorywam, ale jakoś się tym nie martwię….. dzisiaj zwalniam siebie z obowiązku martwienia się o wszystko, bo….. nie chce mi się myśleć….. koń ma duży łeb, niech się martwi….. chyba dobrze mi zrobił jeden dzień bez telefonu i wcale nie dlatego, że go wyłączyłam, a dlatego, że jaśnie Orange coś majstruje….. miałam jeden dzień na czytanie książek i zastanowienie się co mogę i chcę ogarnąć przed wyjazdem….. dzisiaj mam luz….. a jutro, może po jutrze pora iść do fryzjera, bo mój czupurek woła o pomstę do nieba….. kiedy wróciłam do domu usiadłam na chwilę z kubkiem kawy i muzyką….. golden brown, midnight summer dream i coś jeszcze na deser….. wspomniało mi się dwóch fantastycznych mężczyzn, aż się uśmiechnęłam, na myśl o nich….. muszę przyznać, że nieco ubogacili moją egzystencję swoją „nie-obecnością”, czas temu jakiś….. czasami zastanawiam się co u nich, czasami mam jakąś wiadomość co też im tam w trawie piszczy….. w ogóle ten dzisiejszy dzień jest jakiś inny, nawet zajrzałam do archiwum, co też porabiałam rok temu i chociaż pamiętam, że wesoło nie było - to miałam w sobie jakąś „iskrę” do życia….. może ona się odradza….. kto wie….. w każdym razie chce mi się do słońca i ciepła, w uszach dalej rozbrzmiewają dźwięki i cytat ” bo ty jesteś….. za fajna…..” , „ nie chcę dwóch słów, bo….. zasługujesz na więcej”….. i mam na twarzy ogromny uśmiech….. i poczucie, że jest miejsce na „coś więcej”….. może jeszcze nie mam planu na później, ale….. mam wrażenie, ze nie mam już balastu, który ciągnie mnie w dół….. przynajmniej dziś….. nie chcę rewidować” siebie”, bo do żadnych nowych wniosków nie dojdę….. ot turlam się jak wagoniki kolejki Piko w całkiem nieznane….. i….. zaczyna mi się to podobać….. przynajmniej teraz, przynajmniej tu….. mała namiastka poczucia „wolności”…..






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz