poniedziałek, 1 lipca 2013

.....chmury zasnuwają zaokienne 18 stopni,a ja w zapachu kawy foteluję i próbuję odnaleźć drogę do własnego ja, do sedna tego, co od lat stanowi problem..... i chociaż nazwałam go i wiem w czym rzecz, to czuję się tak jakbym stała pod coraz wyższym murem, którego nie jestem w stanie pokonać, mimo prób, mimo różnych sposobów..... bo jak pokonać samą siebie..... kolejne zmiany, które wymusza na mnie życie, a wymusza, bo nie potrafiłam zmienić sama..... i niby mam teorię opanowaną do niemal perfekcji, tylko praktyka kuleje jak nigdy dotąd..... stary ogon się za mną ciągnie i kiedy już myślę, że skutecznie go odcięłam, on odrasta jak za dotknięciem czarodziejskiej rużdżki, a w tym wszystkim chyba najsmutniejsze (chociaż to może nieodpowiednie słowo) jest to, że nie potrafię się zmusić do działania..... gdzieś się poblokowałam wewnętrznie i mimo całej swojej otwartości na siebie samą i wiedzy,że zmiana jest konieczna, ja nie robię nic.....kiedyś sposobem było spalić się do cna, spaść na samo dno odchłani i wynurzyć się, wstać z popiołów..... a teraz..... jak to zrobić nie tracąc nic z własnej wrażliwości, a nie być blaszanym rycerzykiem..... kiedy nawet nie potrafię o tym rozmawiać..... jak derwisz kręcę się w kółko, aż do mdłości, a słowa mantry to bełkot, który donikąd nie prowadzi..... i stoję obok siebie i patrzę na to wszystko i chce mi się nad sobą rozpłakać, ale nie potrafię..... z jednej strony mój wewnętrzny krytyk krzyczy, a z drugiej mała dziewczynka chce żeby ją przytulić, a gdzieś pośrodku tego ja, sterczę jak pajac, który traci wiarę w sztukę..... i mogę to zrzucić na zmęczenie, na bezsen, na zbieg okoliczności nie-łagodzących, ale już nie potrafię, bo nie ma wytłumaczenia, bo gdzieś z tyłu głowy dzwoni "maszeruj, albo giń!"..... zbyt duża wiedza jest kalectwem, mgłą..... która zasnuwa drogę, do catarsis..... potrzebny mi.....  wiatr.....




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz