czwartek, 7 stycznia 2016

No przesz cuda się nie zdarzają.....

W końcu przewaliły się te wolne dni i można cokolwiek jak człowiek załatwić..... i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie ludzka ignorancja, która mnie szarpnęła za nerw dwa dni temu..... myślałam, że odpuści, ale siedzi w sercu jak zadra..... i właściwie nic nie mogę zrobić, chociaż nie..... mogę, ale nie chcę, bo mam odwieczną alergię na chamstwo i nieludzkie zachowanie..... nie mówię, że jestem pępkiem świata i teraz każdy ma na mnie chuchać i dmuchać jak na jajko bez skorupki, ale wymagam odrobiny taktu i wyobraźni, skoro za osobę takową ktoś się ma..... nie będę się rozwodzić co się podziało, ale nieprzyjemnie mi się bardzo zrobiło, kiedy w sytuacji dla mnie niełatwej zostałam potraktowana, jak nic nieznaczący ktoś, na kogo można od tak, bez dzień dobry ani pocałuj mnie w stokrotkę, rozedrzeć twarz i czegoś się domagać (przy czym domagania się nie neguję, a jeno styl w jakim się to robi)..... poczułam się gorzej niż petent za komuny..... i chyba zawsze będę reagowała na takie zachowania alergicznie..... no ale na co ja liczę, przecież cuda się nie zdarzają i zawsze wylezie szydło z worka i to w najtrudniejszym, najgorszym momencie..... na szczęście mam dużo taktu tam, gdzie u niektórych zaczyna się tupet, to sobie wyczekam na odpowiedni moment, żeby załatwić to z honorem i gracją..... 


a dzisiaj ogarnęłam kolejne dwie sprawy po Nestorce i jakoś mi tak było, sama nie wiem jak..... bo z jednej strony staram się żyć dalej, pamiętając o Niej, a z drugiej kiedy po raz kolejny wyciągam akt zgonu do skserowania robi mi się smutno..... staram się wtedy nie rozpłakać, zamieniam te myśli na inne, na te radosne kiedy była.....  i przechodzi..... może to dobra metoda, skoro działa..... 


w powietrzu czuć, że mróz zelżał, bo jest wilgotniejsze, ale nocą i tak nieźle mrozi..... czuję to kiedy wstaję rano i zaparzam kawę, krok po kroku planując dzień..... złapałam się na tym, że mam energię, której nijak nie mogę rozładować, bo pomimo tego że chcę, moje lumbago mnie skutecznie ogranicza..... na szczęście tfu, tfu, przechodzi..... sprawdziłam to dzisiaj, bo było trochę chodzenia po metropolii powiatowej..... na szczęście nie zmarzłam, bo stania też trochę było w ciepłych biurach i urzędach..... chciałabym już coś zrobić, zadziałać, no chociaż poodkurzać, albo cuś, ale się jeszcze boję, bo jak sobie znowu coś spsuję, to nie wyjadę do pracy i dopiero wtedy będzie kłopot, bo te same urzędy i biura co miesiąc łapkę po pieniądze wyciągają i pogróżki do skrzynki wrzucają, że nada zapłacić tyle to a tyle..... 


dalej miewam głoda..... dzisiaj dla odmiany się rozpieszczałam lazanią ( coś lotkę mam ostatnio na pomidory, żarłabym kilogramami w sosach, zupach, broń boże na surowo)..... no a jak juz się najem, to trzeba koniecznie pół godzinki dla słoninki wykonać i na kanapce z kołderką zalec..... i wtedy staje się coś, co mię spotykało tylko przy nawrotach paskudy, a mianowicie zasypiam w środku dnia, popołudnia czy o każdej dowolnej porze (w sytuacjach paskudowych spanie w nocy odpada) ..... i nie ma siły która podtrzyma powieki..... zamykają się tak niepostrzeżenie, że sama nie wiem kiedy odpływam w niebyt..... w normalnych okolicznościach za cholerę nie umiem zasnąć w dzień, mogę być nie wiem jak zmęczona i obolała, ale nie zasnę..... a tu proszę, tadam i śpimy my i nasz majestat..... może w ten sposób się szybciej zregeneruję po ostatnich wydarzeniach i całym tym ostatnim, bądź co bądź męczącym i trudnym roku.....


i tak sobie spałam jak osesek po obiadku, kiedy zadzwonił średni adams i przemówił ludzkim głosem..... aż mnie z łóżeczka na równe nogi postawiło, ale rozmowa przebiegała normalnie.....NORMALNIE..... ucywilizował się czy jak?..... bo w to, że się stęsknił nie uwierzę..... i powiem Wam jakoś dziwnie się z nim gada, bez podniesionego głosu, krzyków w słuchawce..... normalnie jakby go podmienili..... może przez ten ostatni czas wydoroślał, może nieco przemyślał..... na razie nie popadam w hura optymizm, trzeba trochę ochłonąć i się poprzyglądać..... tak wiecie w razie W, asekuracyjnie..... no bo przesz cuda się nie zdarzają, a życie jest jak pudełko czelokadek.....


dzisiaj w obrazku spokojne plumkanie, a że jestem od dawna zachwycona Porcupinami, to i Wam ichnego bakcyla sprzedaję;)






.....kołysze cudnie.....


9 komentarzy:

  1. Dobrze inputuję że Mała Mi rządzi? Jeżeli tak to wiedz, sama mi tłumaczyłaś dlaczego ee akurat taki a nie inny ma pseudo, zresztą śląska gorąca krew, a jeżeli źle inputuję to więcej szczegółów bom bardzo ciekaw co na cię tak podziałało
    zdrowia życzę, a mróz taki czy inny to zawsze mróz i go nie lubimy, lubimy temperatury od 17 wzwyż ( czy wzwyż tak się pisze ? )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. słownik języka polskiego podaje, że dokłądnie tak się pisze "wzwyż" ;)

      Usuń
  2. Kto wie Kaś, może to zwiastun nowych relacji z braćmi... Życzę Ci tego z serca. A tamto...zrób tak jak rozmawiałyśmy a będzie honorowo i z gracją:))

    OdpowiedzUsuń
  3. A ze nie jestem na biezaco, czy moge zapytac, Nestorka to...

    Czy wracasz do zdrowka, to sie chwali, nie ma co chorowac zima, moje corki cos przestaly i bardzo dobrze, pewnie dlatego ze po kryjomu jedza snieg! Hahahahahahaha
    Zarazki wymrozone! ;)

    Jak ladnie napisalas z tym taktem i tupetem... Czasem mi samej go brakowalo... Chyba nadal czasem brakuje... Hmmm..
    Piboha

    OdpowiedzUsuń
  4. winszuję i zazdroszczę tego pałera:) i współczuję wciąż nieodpuszczającego dupobólu:( no i mam kłopot z tą śliwką...bo, że w kompot to tak ale w herbatę?
    rozpieszczaj się, moja droga, rozpieszczaj:) bo kto to lepiej zrobi i lepiej zadba o Cię jeśli nie Ty sama?:)
    dobrego łykendu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no suszoną taką, aromatycznie uwędzoną nawet;)

      Usuń
  5. Mama... Skarb najwiekszy! Mam takie szczescie, ze moja mamina jeszcze zyje. Tato odszedl 4 lata temu, ale mama jest, oby jak najdluzej.
    Wczoraj naszly mnie refleksje, ja jako osoba wierzaca, mam swiadomosc, ze zycie nie konczy sie na tym ziemskim padole, ze jedyne co tu mamy to tych ludzi ktorych kochamy...
    Zmienilo sie moje patrzenie na moje dzieci, na moja mame, na pare spraw...
    Oby mi to zostalo, bo to jest patrzenie sercem.
    Pozdrawiam cieplo. I wspolczuje... Wyczulam, ze to raczej bolesne wspomnienia... Jak kazde zreszta o smierci, z naszego ludzkiego pogladu...
    Piboha

    OdpowiedzUsuń
  6. Moja droga, pięknie wygrzebujesz się z dołka. Chodź, do cioci Kabanowej, zjemy sobie kiełbaski, co?:-)))

    OdpowiedzUsuń
  7. Witaj cicho sza. Teraz przyszedł czas, kiedy wreszcie możesz pomyśleć o sobie i tak czyń:) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń