1:40
Siedzę, gapię się w ekran, a kursor miga..... w okienku komunikatora opis, a w nim link do muzyki..... ale kurwa jak to możliwe? - myślę na głos..... od wczorajszej nocy zadaję sobie to pytanie..... przecież ludzie nie zmartwychwstają..... a jednak..... w głowie mam totalną pustkę od galopady myśli, a w sercu chciałabym się zezłościć, wygarnąć wszystko, nawciskać kurwów, ciulów i czego tylko można, ale nie potrafię..... nie umiem się na niego gniewać, może dlatego, że nigdy nie byłam przekonana o jego śmierci, może dlatego, że informacja nie była ani jasna, ani bezpośrednia do mnie.....
to nawet nie jest matrix..... matrixowi towarzyszą skrajne emocje, a ja się czuję tak jakby umarły..... chociaż nie, bo z jednej strony się cieszę, że warto było wierzyć, a z drugiej powinien mi teraz runąć cały świat, chociaż.... co ja tam wiem, nie codziennie przeżywam czyjeś zmartwychwstanie..... idiotyczna sytuacja..... bo nawet żeby kogoś opierdolić, to trzeba mieć wewnętrzne przekonanie, że to jest słuszne..... a ja tego przekonania nie mam..... jedyne co mogłam od wczoraj, a właściwie dzisiaj w nocy zrobić, to potwierdzić, że nie popadłam w obłęd, a to co widzę jest prawdą.....
nawet nie wiem jak powinnam zareagować i czy w ogóle powinnam..... z jednej strony chcę, z drugiej wiem, że nawet jeśli to zrobię to bez przekonania, bo nie wiem co w takiej sytuacji powiedzieć, nawet nie czuję złości..... może odrobinę żalu..... i akceptacja..... ta akceptacja, która najpierw mnie uwierała, która była wymuszona szacunkiem, tym, że to nie moja decyzja, tym że ode mnie nic nie zależy, tym, że to jego wybory..... i teraz wiem, że cokolwiek będzie, to też zaakceptuję.....
*****
minęło już kilka godzin.....
a to co czuję to niewymowna radość..... że żyje..... no nie byłabym sobą jakbym się nie odezwała..... no żesz fak!..... bałam się, że nie będę potrafiła normalnie rozmawiać, że będą jakieś skrajne emocje, że jakaś zgniła atmosfera zawiśnie w powietrzu między, jakieś oskarżenia i wyrzuty..... ale nie..... ja jakby dalej mimo faktów, które się dokonały nie wierzę..... o mam! wpadłam w stupor..... ja pierdolę, no nawet żalu nie ma..... nie umiem tego nazwać, na tu i teraz nie ważne jest tzw."co dalej?"..... przecież to wszystko co dookoła w takiej sytuacji, to co się dzieje jakby pobocznie, to tak na prawdę pikuś..... i to dokładnie miesiąc po śmierci mamy..... co do minuty.....
normalnie puszczę totolotka..... sorry Eru, ale muszę, bo może tak wrócę na ziemię..... bo inaczej ni cholery nie potrafię.....
*****
i znowu minęło kilka godzin, a ja dalej nie wierzę..... stupor trwa, chociaż coś w powietrzu drgnęło i już nie jestem jak sparaliżowana, już mogę swobodnie oddychać, chociaż dalej wyglądam jak wiejski głupek..... z wytrzeszczem na twarzy i dziwnym grymasem niedowierzania..... i wykrzywem, który gdyby nie uszy oplatałby moją głowę dookoła sznurem zębów..... a to co mam w głowie, to już w ogóle mnie nie tyle co rozwala, ale..... cuda Pani, cuda..... wychodzi na to, że wiara czyni cuda..... i są na tym świecie rzeczy, które się fizolofom nie śniły.....
*****
minęła noc i przyszedł pochmurny, wietrzny poranek..... kawa ma dzisiaj zupełnie inny smak..... i nie jest to smak nadziei..... to smak z gatunku "bo dobrze jest"..... nocą trochę mruczało echo emocji, które w końcu się pojawiły..... zasnęłam szybko, bo około 21-szej chrapałam jak osesek, ale było cosik po 1:00 w nocy, jak się obudziłam, z uczuciem, że za chwilę mnie rozsadzi od środka..... i nie było to moje serduszko, ani nic z tych rzeczy, tylko wrażenie jakbym była cała elektryczna i gwałtownie zmieniał się potencjał we mnie, takie wrażenie jakbym była zegarem, który nagle zaczyna chodzić w odwrotną stronę, jak jakieś perpetum mobile, które ma nagle tyle energii, że nie bardzo wie co z nią zrobić, a coś zrobić musi, bo inaczej się rozpadnie z nadmiaru..... parametry życiowe w normie, ciśnienie 125/75 puls 60, brawo ja..... oddech miarowy, głęboki, praca serca wyrównana, wyładowań elektrycznych w okolicy brak, przepięcia w mózgu też nie stwierdzono..... ja i mój majestat wracamy do łóżka i śpimy, zasypiamy na siłę przy włączonym tv.....
a rano..... rano kawa i rzut oka za okno..... niby ciemno i deszcz, wiatr goni chmury jak małe szczenię za piłką, a ja już wiem, że wszystko się uda..... cokolwiek by nie było, wszystko się uda..... tylko jeszcze muszę zrobić jedną rzecz, tak dawno tego nie robiłam, a szkoda..... powoli się ubieram, zakładam gumowaną kurtkę z kapturem, ciepły szalik, rękawiczki i wychodzę do lasu, żeby zostawić tam mój przeraźliwy, wyjący prosto z trzewi pierwotny krzyk, który siedział skulony w środku ponad dwa lata.....
.....Matrix Reloaded.....

Kurna! O coo tu chodzi? Czytam i czytam i pojąć nie mogę?
OdpowiedzUsuńKurna! Ale to pokręcone!
Jacie! Niezła jazda. No już się doczekać nie mogę na ciąg dalszy.
Supa klima!
I co będzie dalej? I co będzie dalej?
Druid????
OdpowiedzUsuńJaciekręcę!!!
Jak się dowiedziałaś? Odezwał się? Przez przypadek gdzieś natrafiłaś??
Tez jak Eru zapytam: co dalej??
Zamiast spać zajrzałam do Ciebie...mimo naszej rozmowy i Twojej pewności proszę uważaj na siebie...a teraz idę po Kamila, i do łóżka. Padam na twarz.
OdpowiedzUsuńnie wiem ile zrozumiałam i czy w ogóle coś zrozumiałam. ale cuda się zdarzają i jeśli właśnie uczestniczysz w takim cudzie to ciesz się nim, a ja będę się cieszyć razem z Tobą i kibicować Ci/Wam nie pytając 'co dalej'.
OdpowiedzUsuńWitaj cicho Sza. Bij katuj, ale za nic nie zgadnę o co chodzi:) Krzyk rozpaczy, czy krzyk nadziei, to zresztą nieważne. Ważne by pomogło. Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńWitaj cicho Sza. Bij katuj, ale za nic nie zgadnę o co chodzi:) Krzyk rozpaczy, czy krzyk nadziei, to zresztą nieważne. Ważne by pomogło. Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńNie wiem, czy to się nada, ale warto może zgłosić Twój dziwny przypadek do archiwum X. Oni lubią takie klimaty jak opisane powyżej, a poza tym ostatnio uaktywnili się ponownie po kilkunastu latach przerwy. Jednakże trzeba było to wszystko nagrać jakoś, tylko czym? Ciekawe, co byłoby widać wtedy na video. Zainwestować w kamerę internetową przydałoby się albo monitoring chałupy i otoczenia z zewnątrz stworzyć lub książkę napisać od razu, bo wena twórcza jest - takie oto mam propozycje.
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńzmartwychwstanie? różnie się życie plecie nawet po śmierci
OdpowiedzUsuńtemu ,,zmartwychwstałemu,, chyba plotło się niekoniecznie ciekawie skoro zmartwychwstał ;)... a tu świat się nie zawalił, życie toczy się dalej, tylko te emocje tak żywe
czytam Twój post i w każdym słowie widać ile emocji kłębi się w Tobie, mimo iż piszesz, że one umarły, potrzebują czasu by wybuchnąć w krzyku?
wybuchły i minęły z wiatrem:)
UsuńHmm...post pełen emocji, i chyba marzeń o czymś. Uważaj na siebie:-)
OdpowiedzUsuńJa pierniczę Sza. Całe szczęście, że zerknęłam na komentarze, bo już myślałam, że to tylko ja jestem jakaś durna, że tak nic nie kumam. Widzę, że to jakaś nieźle zakręcona historia, ale mam nadzieję, że będzie miała ona dla Ciebie szczęśliwe zakończenie. Życzę powodzenia i czekam na ciąg dalszy.
OdpowiedzUsuńnawet nie wiesz,jak zazdroszcze Tobie tego porannego,lesnego spaceru
OdpowiedzUsuńpozdrawiam ulka
to raczej nie był spacer a ostre wycie:)
Usuń