skoroświt dziewiąta..... po pięciu godzinach snu otworzyłam oczęta na słoneczny świat..... zaparzyłam kawę i uśmiechnęłam się do siebie..... ciągle jeszcze jestem pod wrażeniem soboty, a raczej filmu..... i nie napiszę o nim tak dobrze, jak to robi Zawieszona, dlatego napiszę o swoich wrażeniach właśnie.....
Pitbull.....
po pierwsze primo, to ważnym jest z kim się idzie na dany film, bo nie dość że jak dla mnie to musi być osoba błyskotliwa, to jeszcze taka, która nie zrobi dziwnej miny kiedy wrzasnę ze stracha, albo się roześmieję w głos aż po "potencjalnego osiołka" *.....
wyobraźcie sobie małą kruszynę, malizna 160cm wzrostu z postawionym na sztorc czerwonym czupurem, roześmianą potwarzą i błyskiem chichotu we oku..... tak, tak..... tadam, włala oto jestem ja!..... klękajcie narody!..... ;)
do kolekcji wyobraźcie sobie osiłka, 175cm wzrostu i tyleż samo szerokości w barach, rączka jak bochenek chleba, nóżka jak moje dwie, z wyglądu podobny do jednego z głównych bohaterów filmu, z charakteru i obycia, mega uśmiechnięty i zabawny, mistrz ciętej riposty i filmowych dialogów, z dobrym humorem tryskającym z ócz, ot taki grzeczny, poukładany chłopczyk, co drzwi kobiecie otworzy, a kiedy ją niestrawność nagła z symptomami bólowymi najdzie ( pizza była dobra, ale niestety chyba zbyt tłusta) natentychmiast do najbliższego sklepu, apteki, kiosku bieży i odpowiednie specyfiki nabywa, co by kruszynka nie cierpiała, bo przecież seans za chwilę, herbatki gorącej nabędzie i dopyta, czy malizna jeszcze cierpiąca.....
no mówię Wam, że przy takim mężczyźnie, to można rzec "bo ja jestem taka mala", a i bezpiecznie się poczuć, no bo cóż mu zrobią pospolite wymoczki, kiedy on samym widokiem odstrasza.....
po secundo(żeby mnie Eru o drugie primo nie posądził), we filmie ważna obsada jest amen!..... no bo jak aktor dobry, to zupełnie inną rolę niż dotychczas zagra, z całą maestrią gatunku, który mu przyszło odtworzyć, a do tego ma się wrażenie lekkości jego gry, jakby się taki urodził, a nie parał się jeno odtwarzaniem..... no i tu muszę stwierdzić "Babcia"- czyli słynny BeLinda był mię zawiódł odrobinę, no bo nie czarujmy się!..... pierwszą młodość to już dawno zostawił za Psami, chociaż jak na jegomościa, który spędza wieczory przy lampce Geriavitu, to i tak dał radę..... no ok. na obronę powiem, że brutalny typ do odegrania, to i uwierać mogło, albowiem zawsze bardziej się lubi tych co grają bohaterów pozytywnych.....
cała reszta obsady, jak dla mnie trafiona w punkt, całkiem miło ich zobaczyć w rolach innych niż przylizane lalusie i plastikowe lalunie..... no bo wyobraźcie sobie słynną Nianię Agnieszkę Dygant, w roli zrytoberetnej socjopatki-prostytutki, która morduje dzieci..... potraficie?..... super, ja nie potrafiłabym, gdybym nie zobaczyła;)
po tercjo(czy jak tam sobie czytelnik winszuje) muzyka..... od pierwszych dźwięków nie pozostawia złudzeń, że to nie będzie słodka popierdółka o egzaltowanej miłości i zabójczo ckliwych romansach..... na dzień dobry, jako że stare pokolenie kinowe jestem, zostałam wgnieciona w fotel kwadrofonią, albo i sześciofonią, bo z sufitu też grało, i nie miałam czasu zauważyć, że brakuje mi kroniki filmowej, jak to onegdaj bywało, że bywała.....
po quarto..... akcja!. .... no umówmy się, to nie mogą być flaki z olejem, kiedy rzecz się tyczy gangsterki i całkiem zrozumiałe jest, że krew bryzga po oku widza średnio co jeden i pół minuty, trup ściele się gęsto jak krople deszczu na grządkę, w czasie wiosennej ulewy, ( i tu mały wtręt o scenkach walk kiboli z przeciwnych sobie drużyn, a mianowicie wyglądało to tak, jak urywek sceny rodem z bitwy pod grunwaldem).... zwroty akcji mocno okraszone efektami dźwiękowymi, podrywają z fotela nawet najbardziej zatwardziałych filmowych sceptyków, budząc w nich poczucie grozy i strachu..... (cytat z pana dwa rzędy dalej " o żesz kurwa, mało zawału nie dostałem")..... jako niewiasta miałam obawę, żem za delikatna na takie widoki, ale nie! Patryk od Vegów miał rację, że ciążyć mi owe sceny makabryczne nie będą, chociaż nie jestem fanką oglądania ich często i namiętnie.....
no i po kwinto wreszcie ( btw. Kwinto brzmi bardzo filmowo) główny bohater i dialogi.... od pierwszych scen ukazany w pełnej krasie, bo nagutki jak go matula na świat wydała, policjant co się kulom nie kłania, przez jedną z bohaterek określony jako "przystojniacha z gównem na głowie"..... no powiem Wam, że od razu tym "gównem" na głowie przypadł mi do gustu, albowiem sama na głowie niezły bajzel posiadam, to by się całkiem całkiem komponowało i od razu cytacik mi się wspomniał " ty nie możesz mi mówić przez telefon, że my nie pasujemy do siebie, no jak może nie pasować męzczyzna do kobiety, to są ważne sprawy, co ty kurwa w przeznaczenie nie wierzysz"..... no i która z pań mi powie, że nie lubi "niegrzecznych chłopców"?..... a jak jeszcze przystojny i pośladków nie ma jak dwa ząbki czosnku, to normalnie, o rany i aż się micha cieszy, i ten "tatuaż ma duże znaczenie" hyh..... ciekawe który by się wam drogie czytelniczki spodobał ( tatuaż w sensie), ja stawiam na indiański pióropusz, ale to taka moja sentymentalna słabość.....
po sexto ( cholera też się kojarzy) ogólnie całość smaczna..... celowo nie wspomniałam o bohaterze Strach zwanym, albowiem uważam, że to prawdziwy creme de la creme, taka "wisienka na torcie"..... i o ile niektóre sceny i dialogi w filmie były dla mnie zaskoczeniem, o tyle cała postać Stracha, jest dla mnie znana z realnego życia..... nie żebym miała tajne kontakty ze stolicznym gangsterem, bo i ja sama stoliczna nie jestem, ale różnie to w życiu bywało i czarnych charakterów w świecie nie brakuje..... jego dialogi ( Stracha w sensie), zachowania, były dla mnie tak czytelne, że kolega mój stwierdził, że scenariusz napisałam ja i świnia jestem, bo zanim dane słowa padną na ekranie, ja mu je przedstawiam;)..... niestety, aż tak utalentowana nie jestem i na nazwisko nie mam Szu od Vegów, ale kto wie..... może to dobra myśl, zacząć pisać scenariusze z życia i wysyłać do "Panów Rezyserów".....
reasumując wszystko, film udany nawet bardzo, mój odbiór zadowalający, a i wspomnień kilka, przenoszących mnie w czasy, kiedy to Nikosia odstrzelili, pojawiło się..... i refleksję mam taką, że niektórzy z widzów traktowali ten film jako fikcyjną opowiastkę okraszoną dobrym humorem, momentami czarnym, zakąszali popcorn, popijali wyskokowe trunki, śmiecąc przy tym i chrumkając jakby w chlewiku seansowali, a dla mnie to kawałek życia na "dzielni" ( teraz się mówi na parafii) w jednej z większych aglomeracji, czas w którym trzeba było uważać dokąd się idzie i z kim, gdzie się przystaje i kogo widać zza węgła..... i świat w którym tak na prawdę niewiele się zmieniło mimo upływu lat, świat w którym dalej jest bród, korupcja i gangsterka..... i powiem Wam, że się cieszę, straszecznie się cieszę, że po latach zmieniło mi się światopołożenie, że żyjąc tu gdzie żyję, żyję spokojnie, nie oglądam dramatycznych scen, nie wyją mi pod oknem syreny radiowozów, jak to onegdaj bywało, do drzwi po sąsiedzku nie pukają panowie z CBŚ-u, a kiedy wychodząc z kina, widzę przyklejony do szyby samochodu kolegi mandat ( bo nieopatrznie zaparkował był na postoju taxi), to uśmiecham się mówiąc z przekąsem i odpowiednim akcentem " o popatrz, Pies ci mandat za film o psach dopieprzył, taka sytuacja;)"
i gapię się przez okno, i wystawiam potwarz do słonka, bo świeci przecudnie i uśmiecham się do siebie..... i tak sobie myślę, że dobrze jest pamiętać o tym, jaki świat ludzi potrafi być paskudny i zły, po to by jeszcze bardziej cieszyć się tym co się ma:)
muzycznie na dzisiaj, coś czego u mnie nie znajdujecie często, a przyznam się bez bicia, że lubię od czasu do czasu;) no i pewne podobieństwo znalazłam w postaci głównych bohaterów, tyle że ten tu nie jest taki przystojny, chociaż z równie "malowniczym gównem na głowie" ;)
a na cały tydzień, życzę Wam ciepełka, słonka i pogody ducha, z indiańskim pozdrowieniem..... Sza.....
HOUK! ;)
* potencjalny osiołek- stan w którym autorka, zapowietrza się od śmiacia, a brzmi to mniej więcej tak ..... w tym miejscu klikamy całkiem niedyskretnie myszką.....
P.S. Eru czekam na Twoje wrażenia z filma:)

jak tak polecasz to trza obejrzeć;)))))))))
OdpowiedzUsuńPS...nie wiedziałam że Er taki wielki.....;))
to nie Eru, to Pawełek;)
UsuńTak opisałaś, że mam chęć zobaczyć ten film, mimo iż ten gatunek filmu mi jakoś nie po drodze ;).... jednak pewnie szybciej pojawi się w necie, niż ja dotrę do polskiego kina :D. Ostatnio byłam na Gwiezdnych Wojnach z synem... i ja się wynudziłam, może dlatego, że napisy po norwesku heh i zanim przełożyłam sobie z ichniego na nasze to już była inna scena i ja wątek traciłam :P...
OdpowiedzUsuńSłonko? choruję na jego chroniczny brak, a ta ponurość za oknem mnie dobija... byle do wiosny, byle do lata i dni bez nocy...oooo :)
Witaj cicho Sza. Dziękuję za recenzję. na film już iść nie muszę:):):) Na odreagowanie, troszkę słońca się przyda. Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńrozbawiłaś mnie tym 'skoroświt dziewiąta'bo o tej porze to ja jestem od...3,5 godziny na nogach:) i pochłonęła mnie ta pasjonująca notka po lekturze której czuję, jakbym obejrzała ten film:) ale...choćbym nawet znalazła takiego 'rycerza trochę niegrzecznego', który wydaje się nieodzowny do wspólnego oglądania to na ten film się nie skuszę, nie lubię takich. byłam ostatnio na 2 innych, jeden podobał mi się bardziej, drugi mniej ale w recenzenta czy krytyka filmowego się nie zabawię:)
OdpowiedzUsuńgrunt, że dobrze się bawiłaś i kwiczołów nałapałaś:)
p.s. też kiedyś miałam czerwone włosy:) a przed świętami sprawiłam sobie...czerwoną perukę.
Co powie eru? Co powie eru? Co eru mi powie, co na to odpowie mi dziś?
OdpowiedzUsuńEru mówi że myślał że z ciebie jakaś tam prowincjonalna myszka a tu proszę szemrana lala. No no. Muszę teraz uważać co mówię i piszę. I jeszcze z pakierami się prowadzasz. No no.
Beczkę soli zjesz a na ludziach się nie poznasz ale muszę przyznać że nieźle się przykamuflowałaś.
A film? Mnie trochę zawiódł.
a bo to widzisz Eru, człowiek po różnych ścieżkach chadza i z różnych pieców chleb je zanim swoje miejsce znajdzie, a "szemraną lalą" toś mnie do porannej kawy urzekł haha. No mnie film nie zawiódł, bo poszłam na niego bez żadnych oczekiwań i chyba dobrze jest, jak się człowiek nie sugeruje zwiastunami, zapowiedziami i opiniami innych:)
UsuńCzasem faktycznie mniej ważne NA CO a ważniejsze Z KIM :)
OdpowiedzUsuńPo pierwsze primo: Zawieszona nie pisuje już o filmach.
OdpowiedzUsuńPo drugie primo (a jednak ;) ): teraz to ja muszę napisać, że nie pozostaje mi nic innego, jak film obejrzeć.
Po trzecie primo: a propos towarzystwa... Mój mąż, na szczęście, nie dziwi się żadnym moim reakcjom na filmach. A bywają naprawdę dziiiwne :)
no i właśnie szkoda, że o fimach już nie piszesz buuuuuu
Usuń