niedziela, 14 lutego 2016

Szarlotka na śniadanie.....

Piątkowe popołudnie było, takie sobie ot..... wysłałam słoneczko, zjadłam obiad, coś tam pozałatwiałam i nadejszła jak grom z jasnego nieba godzina szesnasta z groszami..... jak wcześniej pisałam, dzień miałam marudny i rozwleczony, pogoda nie nastrajała, a do tego baniból znowu się rozszalał, bo niestety reaguje on strasznie ( w sensie czerep mój czasem posępny) na pogodowe fochy..... 


już sjestę miałam zacząć, spokojną, poobiednią, może nawet położyć swe członki nadobne pod kocyk, może nawet złapać w ręce swe świeżuśką jeszcze książkę Agathy Christie, taką wiecie pachnącą świeżodrukiem, może nawet zanurzyć się w smaku kawy z odrobiną kardamonu, żeby sjestę jeszcze bardziej swoim upodobaniem "celebrowania drobiazgów" naznaczyć, kiedy przyszła wiadomość.....


no powiem Wam, że do piątku myślałam, że zadaję się z rozumnymi ludźmi, że w większości tylko tacy mogą się znaleźć w moim dosyć niekoniecznie bliskim, ale raczej zaufanym ( z dozą marginesu zaufania ofkoz) towarzystwie..... bo wiadomo, że nie o wszystkim ze wszystkimi ludźmi dookoła się rozmawia..... że po całych latach znajomości, ma się ugruntowaną opinię w wielu kwestiach i nawet jeśli pojawia się jakaś wątpliwość, co do faktów i okoliczności to człowiek rozumny najpierw pyta, a nie z góry ferruje wyroki (skądinąd na podstawie informacji z palca wyssanych, lub źródeł niewiadomego pochodzenia), bynajmniej mnie tak całe lata uczono, że zanim się kamieniem rzuci, to trzeba okoliczności wszystkie zbadać..... i pal licho, gdyby mnie odsądzał od czci i wiary ktoś zupełnie obcy, ale zupełnie nie pojmuję, jak z niewinną miną mógł zrobić to ktoś kogo znam dobrych 7-8lat, a mimo to że go znam, on nie znając faktów sieje zamęt (na zasadzie bo wiesz mnie to gniecie, że ktoś (nieistotne kto) rzuca na ciebie oskarżenia i mnie to uwiera, bo zniknęłaś, bo coś musi być na rzeczy..... no żesz kurwa! jak to nieistotne kto?skoro ktoś plecie, to dla mnie jak najbardziej istotnym jest to, kto to taki, mało tego, skoro byłoby to nieistotne dla ciebie  nie zawracałabyś mi dupy, bo nie podałabyś w wątpliwość ani tego co mówię, ani tego co czynię lata całe i na co masz dowody potwierdzone moim zachowaniem i spójnością moją w myśleniu i działaniu tylko dlatego, że jakiś nikt znikąd tak powiedział..... no żesz fak! mało tego, jak i czym mam się bronić przed kalumniami, jeśli to "nieistotne kto" skutecznie możliwość obrony mi odcina, no albo mówisz prawdę kto  to i co dokładnie plecie, albo mi nie zawracaj dupy i uszanuj to, że mam prawo zniknąć ze świata, bo jakbyś zapomniała przechodzę żałobę i nie mam ochoty na zabawy w tłumach i durne żarty, w miejscach gdzie nic dobrego mnie nie spotka, że mam prawo przeżyć i przejść ten czas, tak jak dla mnie jest dobrze i wygodnie..... i mało tego, nie  mogę pojąć, że ktoś kogo znam lata całe, znając fakty bezdyskusyjne ( bo czy ze śmiercią i chorobą można dyskutować) i ma tę przewagę nad tym "nieistotnym nikim znikąd", to jeszcze powtarza te bzdury i pozwala na to, żeby inni również takowe bzdury powtarzali)..... no i co ja teraz mam z tym zrobić? no się kuźwa pytam co? udowadniać, że nie jestem wielbłądem i nie mam garba?a może chodzić i wszystkim podtykać pod nos akt zgonu Królowej Matki..... ciebie gniecie?, a co ja mam powiedzieć? nie dość, że ktoś mi rewers ryje wśród "znajomych", to jeszcze nie mam komu za to po ryju dać, chociaż się należy?, a może mam profanować pamięć o własnej matce, tylko po to, żeby się wdać w bezowocną dyskusję z jakimś niespełna rozumu osobnikiem, który "wie lepiej" od Ciebie kim jestem, jak żyję, z kim śpię bądź nie i co komu jestem winna lub nie..... pytam się Ciebie teraz, co mam zrobić?..... nie wiesz?..... to wyjmij watę z uszu, a wsadź ją do gęby, bo może wtedy do ciebie dotrze, że nie byłabyś w kręgu ludzi, którym w jakiś sposób ufałam, nie wiedziałabyś tego, co dane ci było poznać, gdybym nie uważała Cię za istotę rozumną, potrafiącą czuć,myśleć samodzielnie i wyciągać wnioski.....


i po raz kolejny doszłam do tego, że albo ja mam w myśleniu jakieś braki, albo otoczenie ze sposobem słuchania prostych komunikatów werbalnych, obserwacją faktów i znajomością życia ma problem..... zatrzęsło mną tak, że się sypały ze mnie różne epitety z prędkością światła..... i nie żeby pod jakimś adresem specjalnym, bo winien nie tyle człowiek, co szeroko pojęta głupota i bezmyślność, ale zatelepało mną tak, że obudziła się we mnie ta Sza, która biega w glanach i ma chęć dokopać całemu światu, której z uszu idzie para, a wzrok wkurwionego bazyliszka w rui zabija wszystko i wszystkich na jej drodze..... normalnie, olałabym sprawę zamiast się wściekać, ale byłam tak nabuzowana, że z tego wszystkiego połamałam kij od mopa..... nawet Eru dzisiaj wspomniałam,że tak mną szarpnęło, że mogłabym w ryj dać, za samo stanięcie na mojej wycieraczce ( i jak widać, to trochę mnie trzepie, na samo wspomnienie)..... przypomniałam sobie ile w takiej niewielkiej istocie jak ja, jest siły fizycznej, którą uwalnia złość, a zdarzyło mi się onegdaj z jej powodu, porzucać trochę po podłodze, ważącym ponad setkę mężczyzną ( w ramach zajęć nazwijmy to terapeutycznych).....


na szczęście olśnienie mnie jakieś naszło, bo w tej całej "gównoburzy", w którą jeszcze kogoś (tym razem bliskich mi osób) uwikłano sięgnęłam po telefon i zadzwoniłam do dobrego ludzia porozmawiać o przysłowiowej pietruszce ( co mnie odrobinę wyciszyło i refleksja mnie naszła, że przesz z głupotą nie ma ani jak, ani czym walczyć, bo jak durniowi wytłumaczyć, że jest durny? przesz i tak nie zrozumie), a następnie ochoty nabrałam na szarlotkę..... powszechnie wiadomym jest, że ciast nie piekę, bo zwyczajnie mi nie wychodzą, z jedynym wyjątkiem, SZARLOTA!..... ciasto, które zawsze mi wychodzi, którego nie zagniatam, bo nie mam na to siły, więc opatentowałam jego wykonanie tak, żeby się bez sensu nie męczyć, a żeby było kruche i smaczne za każdym razem, niezależnie od sposobu wykonania.....


wzięłam potrzebne wiktuały i jak nigdy zaczęłam siekać, mieszać, zagniatać, rzucać ciastem po kuchennym blacie, okładać je pięściami, że aż pot po rewersie mi ciekł cienką stróżką, a com się przy tym naklęła i gróźb karalnych nakrzyczała ( pod adresem ciasta ofkoz) to już moje..... już ja cię spulchnię ty taka owaka, już ty będziesz mi smakować, a tylko spróbuj nie wyrosnąć, to cię do śmieci wyrzucę i klapą przykryję, smaku ty nie zaznasz i rozpływać się w ustach nie będziesz, a jak mnie co podkurzy bardziej, to już więcej cię nigdy nie upiekę, ty surowizno wredna..... 


i śmieję się teraz pod nosem, bo scenka taka rodzajowa zakrawa zdecydowanie na głęboką chorobę psychiczną, ale pomogło w rozładowaniu emocji i o dziwo Szarlota się udała..... wyrosła nad wyraz bardzo, a wyszło jej tyle, jakbym z podwójnej porcji składników robiła i "za karę" mam teraz Szarlotę na śniadanie, obiad i kolację, bo przecież nie wyrzucę jak mi się przeje co  nie?


Ps. a tak już pomijając wszystko, to zobaczyłam ile jeszcze mam przed sobą pracy w temacie własnej złości, jak szybko właśnie w tych momentach kiedy jestem słaba, niemalże "odkryta" wewnętrznie, wkręcam się w "spiralę" złości, chociaż i tak po całych latach pracy nad tym ( a jak widać bywa to orka na ugorze) mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że jest dużo lepiej niż było 13 z kawałkiem lat temu.....


muzycznie dzisiaj adekwatnie, a kto ma ochotę niech się częstuje kawulcem i SZARLOTĄ;)




.....ktoś, ponoć, gdzieś.....



Ps.2 fotka z netu, nie mam do niej żadnych praw, jak się ktoś na nią nie zgadzuje, bo prawa autorskie do niej ma, to usunę:)

8 komentarzy:

  1. Pięknie wykorzystałaś swoją złość :D Szarlotkę poproszę i kawusię bo dzisiaj mam ochotę:)Sama najlepiej wiesz jaka jesteś, co robiłaś a czego nie wiec to co plotą różni gadacze miej w rewersie;) pozdrawiam ciepło i nabrałam chęci na pogawędkę z Tobą wiec idę po telefon i mam nadzieję, że nie śpisz;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytając Twój wpis to samo pomyślałam nim doszłam do piosenki- ktoś mu powiedział, że ktoś inny powiedział.... wiesz jak jest, głupich nie sieją, a urodzaj zawsze jest obfity ;).
    szarlotka? uwielbiam w każdej ilości :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Aha, to już wiem, kto mi zabrał ładną pogodę na dzisiaj. Proszę się przyznać, dokąd wysłałaś słońce?:) Każdy ma nieraz taki wstrętny dzień, więc nic dziwnego, że trzeba było jakoś cały stres odreagować. Jedni jedzą (tak, zgadłaś, że czeko), drudzy piją (wiadomo z jakiej buteleczki oraz jaka jej zawartość), a inni pracują, tzn. np. sprzątają chałupę i/lub auto, majsterkują, naprawiają, uprawiają sport, pieką ciasto albo coś upichcą na obiad, itd. W sumie bilans wychodzi na zero, bo w końcu gdy się człowiek tak solidnie zmęczy, wówczas ma na twarzy banana, że nie poszło w gwizdek, tylko pożytecznie. Pożyczam kubek melisy na dobranoc, a ciastem się poczęstuję, jeśli zachęcasz:) Pzdr.

    OdpowiedzUsuń
  4. szarlotkę zostawię sobie do południowej kawy albo na deser bo na śniadanie jogurt z musli i świeży soczek.
    gdyby mnie doszły 'takie słuchy' też dobrze sponiewierałabym to ciasto, zaklinając ostro pod nosem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja tak możesz zaczynać notkę że piątkowe popołudnie było takie sobie ... wysłałam słoneczko. Toć to najważniejsza sprawa szemrana panienko! Wysyłanie słoneczka to żadne tam takie sobie!
    Nie wiem czy to te fale grawitacyjne co to ponoć się dwie czarne dziury zderzyły ale chyba jakaś zła energia na nad spadła i ty i ja mieliśmy wścicz pod koniec ubiegłego tygodnia. Tak sobie pomyślałem że może by uruchomić jakiś telefon odgromnikowy gdzie można by dzwonić i kląć, bluzgać, złożeczyć w chwilach jak te nasze ostatnie. Jakbym do ciebie w najbliższym czasie dzwonił i rzucał mięsem to nie odkładaj słuchawki, dobra?
    A pomówienia to najgorsze chamstwo jakie można komuś wyrządzić. Współczuję ci. Tłumaczenie nic nie daje. To nie ma co gadać, to trzeba lać. Bierz Karolka i wjerzdżaj do delikwentki na kwadrat.

    OdpowiedzUsuń
  6. Witaj cicho Sza. Rewelacja, po prostu rewelacja, to chyba najodpowiedniejsze słowo. Tak namataczyłaś, tak nakręciłaś, że nic nie wiem. W końcu jednak nie chodzi o to, by złapać króliczka, tylko by go gonić:) Rzucanie stu kilowym facetem, mnie prawie też powaliło na kolana. W razie czego, poznając twój charakterek. Gdybym w czymś tobie podpadł, z góry przepraszam:) A szarlotki mi żal. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  7. dobrze, ze znalazłaś sposób na rozładowanie złości. taki sposób. bo niekrzywdzący ani Ciebie ani żadnych sprzętów :)
    plotki, gadanie za plecami głupot niesamowicie mnie wkurwia. nie wiem czy niektórzy nie zdają sobie sprawy ile krzywdy mogą taką plotką czy powtarzaną nieprawdziwością wyrządzić.
    szarlotkę bardzo lubię. zazwyczaj pożeram w schroniskach :) a w weekend pożerałam na stoku, to znaczy w karczmie na stoku, a właściwie przed karczmą czyli przy ławie w pełnym słońcu. ach.
    i ani się waż wyrzucać szarlotki :)

    OdpowiedzUsuń
  8. ja już się parę razy zdążyłam przekonać jak bardzo można zawieśc się na ludziach których dużo lat się zna i niby można im ufać.

    szarlotka powiadasz......jakbym zmiksowała i wypiła z kawą to może by było;)))))) zastanawiam się czy mój żołądek przyzwyczajony do ton mięcha ton warzy ton owoców i ton słodyczy to wytrzyma

    OdpowiedzUsuń