niedziela, 31 lipca 2016
Czasami.....
czasami są takie chwile, które poruszają.....
które bardzo mnie poruszają, dotykają najciemniejszych zakamarków duszy..... przywołują obrazy i bolą do żywego..... wyobraź sobie, że ktoś wbija ci w sam środek serca, rozżarzony pogrzebacz i świdruje..... rana już od lat nie krwawi, ale to nie znaczy, że nie ma bólu..... on jest, tam głęboko w środku..... ukryty, dokonany, przeżyty, wytrzymany na tysiąc różnych sposobów, czasem dobrych, czasem mniej..... zamierzchły i zakorzeniony jak tysiącletnie drzewo.....
czasami wystarczy jedno słowo, czasami kilka, czasami jedna nietrafiona metafora, czasami idiotyczny domysł, niedopowiedzenie,gdziekolwiek i w czymkolwiek..... w autobusie,w gazecie, w tv, w zdaniach przyjaciół i wrogów..... a on zaczyna znowu żyć, wywleka się z siłą wulkanu na zewnątrz, budząc tysiąc innych emocji, że od nich wszystkich aż wstrzymujesz oddech, by na chwilę przestać czuć..... by się nie udusić od tej krwi, która nagle pulsuje dokładnie tam gdzie boli najbardziej i potęguje to doznanie po tysiąckroć.....
jeśli się łudzisz, że masz inaczej, to wyprowadzam cię z błędu..... masz tak samo, być może jeszcze o tym nie wiesz..... różnimy się tylko wyglądem i cechami charakteru.... cierpienie, ból, radość, strach, pragnienie, złość, niezadowolenie czujemy jednakowo, może być dla nas czymś innym w sposobie opisania tego i wyrażenia, ale czujemy tak samo.....
czasami są takie chwile jak dzisiaj, że coś mnie bardzo porusza, czuję ból, niezgodę, złość, bezradność, bezsilność,niemoc..... i wszystkie te emocje które wylewają się ze mnie są tak silne, że tracę oddech, a za chwilę rośnie we mnie wściekłość, bo wracam gdzieś, gdzie już kiedyś byłam, wracam tam, dokąd nie chcę wracać, widzę obrazy, których nie chcę widzieć..... ale jest coś, co pomaga mi się opanować i widzieć szerzej, inaczej, z innej perspektywy, chociaż nie zawsze mi się to udaje, ale nawet wtedy wiem, że to coś jest.....
to coś to zrozumienie, a przynajmniej próba zrozumienia..... tego co się ze Mną dzieje..... co się ze Mną dzieje w danym momencie, że tak mnie to porusza, to nazwanie tego co czuję po imieniu i konkretnie, ale nie pt. "jestem wkurwiona", bo paradoksalnie, może i taka nazwa oddaje mój stan emocjonalny, ale nie oddaje uczucia które mną tak targa..... dzisiaj czułam złość, gniew, niezgodę, ból,rozgoryczenie,było mi przykro, odczuwałam zawód z powodu niezrozumienia.....
nazwa tego co czuję..... ale nie pt. " bo jesteś ważny", bo to " jesteś ważny" jest cholernie ważne, ale dalej to jest ogólnik..... co jest takiego ważne?..... ano to, co czuję do danej osoby, a nie jaka dla mnie jest w danym momencie..... czy to miłość, czy to żal, czy nienawiść, czy ją lubię, czy może nie, czy jest mi bliska, czy jej pragnę i pożądam, czy może czuję obrzydzenie na jej widok.....
nazwa tego co czuję..... a jeśli to strach, to czego tak się boję..... czy to odrzucenie, czy strach przed wyśmianiem, czy strach przed utratą czegoś lub kogoś, czy tylko lęk, a może to tylko obawa..... i czy na pewno to nie jest panika..... a może to wstyd?..... że się nie spodobam, że jestem za mało kobieca czy męski, że nie potrafię, nie umiem, nie mogę tak jak inni, a może to tylko nieśmiałość, bo nigdy czegoś takiego nie robiłam, a chcę spróbować..... a może niepewność, bo przecież nikt mi w tym nie pomoże i znowu obawa co powiedzą inni.....
i jeszcze ten pieprzony wewnętrzny krytyk, jego też trzeba nazwać po imieniu i zadać mu pytania.....
pytania dlaczego?.....
dlaczego się nie nadaję?..... dlaczego nie zasługuję?..... dlaczego nie jestem?..... a na samym końcu zapytać, kto tak na prawdę to powiedział, że się nie nadaję, że nie zasługuję, że nie jestem..... ktoś czy ty sam?.....
czasami są takie chwile jak dzisiaj, że coś mnie bardzo porusza..... i wtedy tak jak dzisiaj, zadaję sobie pytanie dlaczego?..... dlaczego ludzie nie rozmawiają ze sobą wprost o swoich uczuciach..... dlaczego wszystko roztłumaczają, wszystkie stany emocjonalne pt"wkurwienie" na tysiące możliwych sposobów, a nie wiedzą co czują w danym momencie na prawdę, nie nazywają tego po imieniu, a zamiast tego dalej roztłumaczają wkurwienie za pomocą metafor, niedopowiedzeń ogólników..... dlaczego tak trudno wyłożyć kawę na ławę i powiedzieć kocham-jeśli kochasz, lubię cię- jeśli lubisz, szanuję cię- jeśli szanujesz..... dlaczego?..... bo nie potrafią, bo nikt nas tego nie uczy, bo tracą tę zdolność kiedy dorastają i główną rolę w ich życiu zaczyna odgrywać strach i zdanie otoczenia.....
zapytajcie kiedyś dziecko co czuje, a odpowiedź was zaskoczy, bo powie wam, że albo się cieszy, albo coś je boli, albo jest zmęczone..... jego odpowiedź nigdy nie będzie pełna metafor, ogólników i innych w pizdu niepotrzebnych ozdobników lirycznych..... nie będą intelektualizować, powiedzą to co akurat czują bez zbędnych ceregieli
przyglądam się ludziom od zawsze, a im starsza jestem, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że prostota jest tym czymś co daje z życia więcej..... przyglądam się i widzę, jak bardzo chcą wrócić do dzieciństwa i beztroski, do tej łatwości i prostoty, o której dawno już przestali mieć jakiekolwiek pojęcie, bo skutecznie ją w sobie zabijają intelektualizowaniem, komplikowaniem sobie nawet zwykłego, prostego dzień dobry..... i czasami są takie dni jak dzisiaj, że coś mnie bardzo porusza i mam ochotę krzyczeć..... krzyczeć ile mam siły NAUCZCIE SIĘ WRESZCIE ODRÓŻNIAĆ WŁASNE UCZUCIA, ONE MAJĄ NAZWĘ..... KAŻDE JEDNO!!!!! ..... NIE JAKIŚ PIEPRZONY ZLEPEK OGÓLNIKÓW I METAFOR, KTÓRY WAM SAMYM NIE MÓWI O WAS NIC!!!!!!!! A UCZUCIA!!!!!! PROSTO I WPROST.....
bo jeśli tego nie zrobicie sami dla siebie, to o kant dupy rozbić każdy wasz związek i każdą relację, każdą przyjaźń i każdą więź..... ciągle będziecie się bali..... jak nie siebie to innych ludzi i okoliczności, ciągle będziecie ranili, jak nie siebie to innych, ciągle będzie coś, co tak szybko jak was wzniosło pod niebo, pierdolnie wami o glebę i przygniecie ciężarem słów, metafor, ogólników, niedopowiedzeń, domysłów, wielokropków i przecinków.....
są takie chwile jak dzisiaj, które mnie bardzo poruszają..... i wtedy czuję jak wzbiera we mnie złość, niezgoda, żal, irytacja, ból, lęk, obawa, ale wtedy..... wtedy próbuję zrozumieć, każde słowo, każdy gest, każdą wypowiedź..... i kiedy nie rozumiem jestem zła, i kiedy budzi to moją niezgodę czuję się bezradna, a jednocześnie zagniewana.....
i kiedy nie rozumiem, to staram się odwrócić sytuację, wziąć głęboki oddech i wtedy "obejrzeć to" jeszcze raz..... z uwagą i spokojem, ale przede wszystkim z uwagą i wiedzą o tym, że odwróciłam sytuację.....
bo zrozumienie innych, to nic innego jak zrozumienie siebie, wyłożenie samemu sobie kawę na ławę tego co w danej sytuacji czuję, nazwanie swoich własnych uczuć, szczerze i uczciwie przed samym sobą..... nie przed ludźmi, nie przed światem, przed sobą..... i odpowiedzenie sobie co mnie w tym tak porusza, co mnie jak wolicie "wkurwia"..... czego ja tak na prawdę chcę, jakie mam oczekiwania, czego się BOJĘ, a czego PRAGNĘ, kiedy tylko LUBIĘ, a kiedy KOCHAM, czego się SPODZIEWAM, a co KOMUNIKUJĘ otoczeniu.....
kimkolwiek jesteś, jeśli to czytasz, jeśli ci się chciało przez to wszystko przebrnąć to wiedz, że dopóki nie poznasz swoich prawdziwych uczuć, nie zaczniesz prawdziwie żyć, ze wszystkimi tego słowa konsekwencjami, nie raz bolesnymi..... ale wiedz też, że to jest możliwe.....i nie trzeba siedzieć w pierdlu, żeby czuć się zniewolonym i wiedzieć czym jest to uczucie, nie trzeba obciąć sobie ręki żeby wiedzieć co to ból..... nie musisz nic poza tym, żebyś był uczciwy z sobą i odpowiadał sobie na powyższe pytania uczciwie i prosto, najprościej jak się da..... i bez lęku, bo strach w tym przypadku zabija wszystko..... ciebie, ludzi i prawdę.....
czasami są takie chwile,które poruszają..... zbyt mocno poruszają..... ale kiedy wezmę głęboki oddech, kiedy już emocje opadną, a ja poprzyglądam się wszystkiemu z boku i zajrzę w głąb siebie, poruszenie mija..... zostaje kilka refleksji,może trochę bezsilności i wdzięczność..... tak to głęboka wdzięczność, że kiedyś, ktoś nauczył mnie, że jesli kocham- to kocham,nawet jeśli odczuwam czasami do tej osoby złość..... jeśli jest mi żal- to jest mi żal, że dzisiaj nie potrafiłam tego wszystkiego wyjaśnić tym których kocham, lubię i szanuję..... jeśli kogoś lubię- to go lubię, nawet jeżeli go ostro zrugam, a kiedy czuję gniew, to czuję go głównie na siebie, bo jestem słaba i wielu rzeczy nie potrafię..... z uśmiechem i spokojem pójdę spać, bo dzisiaj się nie boję, nie odczuwam lęku, ani innych większych obaw.....
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Przeczytałam.
OdpowiedzUsuńBaaa. .. Nie dość ze przeczytałam to jeszcze chciało mi się przez to przebrnąć jak to okreslilas.
Sama dookoła zawsze wszystkim powtarzam że nazywanie emocji to piorytet. Ze to wiele ułatwia , że pozwala mam jedno myśleć. Trzeźwo oceniać sytuację.
Zawsze to robię i wszystkich chce tego nauczyć. Koniec końców sama o tym zapominam. Mimowolnie uważając moje emocje za mało istotne.
Bo ciągle mam w głowie ze liczą się inni.
Ze to im trzeba pokazać.
To jak z arystokrata, który żeby zagłuszyć swoje sumienie wypisuje czek. Może to zrobić. Wie że może pomóc. A sam nigdy nie był by na tyle odważnym by poczuć co znaczy bieda głód czy nieszczęście.
Nikt tak nie komplikuje sobie życia jak my sami.
Masz racje.
Najczęściej robią to ludzie świadomi siebie.
Swoich wad przywar swojego zla.
Ze strachu przed tym że skrzywdza.
Bo czy nie jest tak ze Ci którzy biorą , i biorą i biorą i czerpią tylko dla siebie uważają że należy im się wszystko co najlepsze dążąc do tego dobra dla siebie zostawiają po drodze ofiary w ludziach?
Podobno karma powraca.
Dajesz dobro dobro dostajesz.
To ze potrafię to dac nie znaczy ze potrafię zbierać.
Więc czekam sobie spokojnie aż znajdzie się wśród tych naucxonych ktoś kto zwyczajnie powie : chodź Ty nauczylas mnie teraz ja nauczę Ciebie.
Tak, masz rację, przeżycia są te same, ale inaczej je nazywamy, albo nie umiemy nazywać! Myślisz podobnie jak moja córka! Może dlatego Cię lubię? Rozumiem?
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie.
dzięki ci za ten post. myślałam że ja tylko tak mam.
OdpowiedzUsuńzawsze mówięwprosty i bezpośrednio o co mi chodzi i nikt mnie nie rozumie...właśnie dlatego.
nie mnie tak nie wkurwia i nie dobija jak moi najbliżsi którzy w swoich zachowaniach - ja widze jak jest a oni nie chcą/niepotrafią się szczerze przyznać do powodów swoich zachowań.
nic mnie tak nie krzywdzi i nie niszczy jak nie mówienie wprost.
wolę szczere spierdalaj, nie lubię cię nie kocjham się...denerwuje mnie w tobie to i to ( i tu wykładają konkretnie co). niż udawanie że jest inaczej a traktowanie mnie w taki sposób. i nie dość że ja w lot wiem o co im chodzi i widze to ini sami też to widzą a za chuja nie umieją się przyznać.
gdyby qwszyscy umieli gadać pworst i wyłożyć kawę na ławę byłby łatwiej. byłoby łatwiej ze wszystkim. i godadaćsię i rozwiązać konflikty i...wiązać się ze sobą.
lata temu byłam zaakochana. nawet dwa razy. po uszy. żadnemu nie umiałam się do tego przznać a w obu przypadkach to byłó obu stronne. była chemia i coś do siebie czuliśmy. w opierwszym przypadku on miał dymelat. zakon czy ja. wybrał zakon. gdybym mu isę przzyanła zanim wybrał byłby mój.
minął jakiś czas parę lat i poznałam kolegę. był przystojn świetnie tańczył lubieliśmy spędzać czas se sobą. wisiało coś w powietrzu. dopiero po kilku latach kierdyś "zgadaliśmy" się na fejsie i wtedy mu isę przyanałam że wtedy czułam coś do niego. on mi wtedy też i szkoda było. objgu nam było szkoda i żal bo oboje byliśmy zbyt nieśmiali by się do tego przyznać a byłoby z tego cos fajnego.
wyszłam za chuja. za chuja który w głębokim poważaniu miał jakiekolwiek uczucia. i w przeświadczeniu że dla mnie się zmieni. ziostawił mnie dopiero po 7 latach bo jakoś nie miał okazji spierdoliś wcześniej.
to w swoim życiu spierdoliłam. miałam dwie zajebiste szanse na kogoś fajnego i spierdoliłam. tego najbardziej żałuję.
trzeciej może już nie być;(((((((((
dlatego obiecałam sobie że nigdy więcej z niczym nie będę się już kryć. że będę łapać każdą szansę jaką da mi życie nawet jak poniosę porażkę. przynajmniej wtedy nie będę mogła sobie powiedzieć że tego nie zrobiłam.
dzięki ci za ten post kocham cię za ten wpis. niby jestem szczęśliwa i mam Gady. bez nich moje życie nie miałoby sensu. ale czasem przychodzi taki czas że nic nie może utulić mojego bolu i żalu. żalu za straconą miłością i niewykorzystaną okazją i nic go nie ugasi.
właśnie wypiłam kawę którą sobie postawiłam.
Uff...ale mnie nastraszyłaś Kaś...już teraz wiem co mi spać nie dawało wczoraj a właściwie dzisiaj nad ranem, siostro czarownico ;)
OdpowiedzUsuńPrawdę napisałaś Kasinku, bez jasnej szczerej komunikacji ciężko zbudować jakikolwiek związek. A, żeby móc się porozumieć, trzeba wiedzieć co się naprawdę czuje. Umieć te uczucia nazwać... nie wstydzić się ich i nie bać...
Przebrnęłam. A Ty trafiłaś w sedno.
OdpowiedzUsuńPrzebrnęłam, choć białe litery, na czerwonym tle, zawsze są wyzwaniem dla moich oczu i obawą czy migrena nie napadnie.. Przebrnęłam, bo zawsze tu warto. Rozumiem o co ci chodzi (chyba) choć dość dzis zapętliłaś, często czytac cię mozna jak poezję, czyli: kwestia zrozumienia zalezy od punktu siedzenia, doświadczeń, tego co akurat nas nurtuje lub jakie UCZUCIA nami akurat miotają. Przyznam sie Tobie, że nie zawsze potrafię zrozumieć swoje uczucia, ani swoje zachowanie czy postepowanie. Nawet gorzej:często nie jestem pewna czego chcę! Zagłębić się w siebie czasem boję, bo zaczynam kopać zbyt głęboko. Bo mam oczywiscie tam zakopane coś co mnie porusza, boleśnie porusza, coś z czym się nie zawsze mam siłę, czy ochotę, zmierzyc. Moje ja zapewne wie jak to nazwac, czym to jest, ale litościwie, albo z samego instynktu samozachowawczego tego nie nazywa.
OdpowiedzUsuńTak ja dziś odebrałam to co napisałaś. Rok temu, albo jutro mogłabym "wyłowić" inne białe litery na tym czerwonym tle :)
Witaj cicho Sza. Obawiam się że poznanie samego siebie do końca, nigdy nie będzie możliwe. To wcale nie znaczy, że mamy z niego zrezygnować. A same uczucia które odkryjesz. Nie zawsze dają tobie szczęście, czy choćby zadowolenie, ulgę, kiedy nie masz się z kim z nimi podzielić. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńTak, wiem, jestem adresatem. Bardzo mi miło. Dziękuję.
OdpowiedzUsuńTo było do mnie. W większej większości.
UsuńReszta do ogółu.
niesamowita notka po prostu się popłakałam dziękuje
OdpowiedzUsuńObczaiłem i chyba wiem, co chciałaś przekazać tzw. otoczeniu. Widzę, że nie tylko ja krzyczę nieraz w otchłań bezdenną, jaką stanowi sieć. Akurat to wiem, że znajomi i kumple, żywi czy zaledwie wirtualni przeczytają, przekażą dobre słowo (na niedzielę też może być). Świat jest taki, a nie inny i trudno, ciężko z nim dyskutować czasami. Dobrze, że się już nie boisz - strach ma jedynie duże oczy. Pzdr.
OdpowiedzUsuńZerknąłem na kilka notek Twoich wcześniej i pożyczam Tobie tego samego, co Ty mnie:) Kobiety czasami mają łatwiej i szybciej otrzymują ofertę zatrudnienia - kosztem zarobków, ale czy naprawdę musi tak być, tego akurat nie wiem; widocznie taki głupi stereotyp jedynie i tyle. W tym przypadku, tzn. prędkości pojawienia się ogłoszenia gdzieśkolwiek, pewnie też tak będzie, bo jakżeby inaczej. Pzdr.
OdpowiedzUsuń