piątek, 19 sierpnia 2016

Ósma osiem.....

No to wstałam sobie ósma osiem..... oczywiście starym dobrym zwyczajem, zaparzyłam kawę, rozesłałam dzieńdoberki, a teraz siedzę i kontempluję słońce i rześkie powietrze za oknem.....

ostatnie dni upływają pod znakiem lenia piżamowca, bo nawet jeśli wynurzam się z domu do lekarza, czy na zakupy, to i tak wracam i ubieram piżamę, a później jak tylko mnie najdzie ochota, wskakuję hyc,hyc do łóżka i nie ma mnie;)

i wcale nie dlatego, że mam jakiś spadek psychicznej formy czy cuś, a dlatemu, że oczywiście jak to u mnie bywa, nabawiłam się kontuzji..... to już chyba taka norma, że kiedy jadę na biwak, zawsze znajdzie się na nim ktoś, kto nie grzeszy delikatnością i jak mnie ściśnie to albo mi dysk wyskoczy, albo żebra mam zgniecione i zaczynam się zastanawiać, czy to z sympatii tak, z tęsknoty czy raczej z nienawiści, ale skłonna jestem rzec, że oni ( ci zgniatacze) to tak z niemyślenia to robią, że wiecie niby ja taka silna się im wydaję, herod baba;)

i może mam trochę tu i tam, ale wcale herod baba nie jestem!


dzisiaj w końcu słoneczko od rana, więc wielbłąd ze środka pokoju stołowego zniknie w czeluści pralki, bo chociaż wróciłam w poniedziałek, to jeszcze z praniem nie mogę się wyrobić z powodu braku miejsca do suszenia, a nie chce mi się bić z sąsiadkami o sznurki w suszarni, bo to jakby bez sensu, jeden dzień w te czy wew te mnie nie zbawi.....

na dzisiaj mam ambitny plan zgrania zdjęć z aparatu, a narobiłam ich sporo, chociaż więcej ich jest w telefonie, bo jakby szybciej można było nim pstryknąć..... każde z nich wywołuje uśmiech, jakieś wspomnienie..... jest nawet takie jedno, które chciałyśmy ze Smokiem wysłać Ognistej na 3-4 każda ze swego fona..... no to fotografowałyśmy swoje kopytki przy ognisku, jedne obok drugich i na sygnał poszedł mms, tylko nie przewidziałyśmy, że wróci do nas info pt. "nie mogę odbierać mms-ów", no ale nic to, co się odwlecze to nie uciecze;) u mnie się odwlecze nawet trochę bardziej, bo trzeba mi nabyć kabelek do fona, co by dane na Lennego przenieść.....


kawa jeszcze w kubeczku, a mój mózg jeszcze śpi..... leniwy się zrobił i on, a przecież trzeba coś postanowić w sprawie mego pracowania..... rozesłane aplikacje po niemieckich firmach zostają dalej bez odzewu, ojczyste firmy to jedna wielka bujda na resorach, więc chyba jeszcze jakiś czas zostanę ze złodziejami..... nie uśmiecha mi się to, ale jakby nie mam alternatywy, a z czegoś żyć trzeba..... no chyba, żebym się zdecydowała wyjechać na pół roku jednym cięgiem ( do czego się absolutnie raczej nie nadaję) tylko, że to też nie jest rozwiązanie, bo po opłaceniu sobie mieszkania niewiele mi zostanie na życie i jakieś oszczędności..... coś wymyślę, bo jeszcze tak nie było, żeby nie było;)

i jak to zwykle bywa na chwilę po spotkaniu z Biedronami, tęsknię..... i wtedy pojawia się takie ciche marzenie, żeby wygrać w totka, wybudować gdzieś w samym środku lasu dom i zamieszkać tam z nimi, żeby się już nie rozstawać..... a później przychodzi refleksja, że właściwie to bez sensu, bo nasze spotkania i powroty mają swój urok, to już jakaś tradycja, a w międzyczasie przecież można do siebie pojechać, spotkać się i z sobą pobyć.....


dzisiaj już 19sty..... powoli do mnie dociera, że jeszcze 8 dni i będę tuptać na Inorocku, no i się zastanawiam, na cholerę zarezerwowałam sobie pokój w hotelu na dwie doby? cóż ja tam sama w tym Inowrocławiu będę robiła w niedzielę, jak wszyscy festiwalowicze pojadą do domu w sobotnią noc, no chyba mi na mózg padło, albo innej zaćmy dostałam, na szczęście mogę sobie zmienić rezerwację jeszcze bezpłatnie, więc muszę się nad tym zastanowić i logistycznie ogarnąć.....


i właściwie to byłoby na tyle z dzisiejszego poranka, a teraz idę sprawdzić numerki totkowe, bo może jestem milionerką i jeszcze o tym nie wiem;)

udanego piątku i pewnie weekendu, bo nie wiem czy moje flow wróci na tyle, żeby popełnić kolejną notkę;)  a muzycznie na dzisiaj mój ulubieniec z nowej płyty..... kocham ten głos z obrazka w każdym wydaniu, mógłby mi tak co rano śpiewać;)






3 komentarze:

  1. ja po powrocie z urlopu (a było to przecież już prawie dwa tygodnie temu) też się jakoś ogarnąć nie mogę. to znaczy nie chce mi się pracować (bo całą resztę to mi się chce. chociaż wielce zdziwiona byłam kiedy w weekend był plan zdobywania Skrzycznego a ja jakoś tak mało się na to cieszyłam. ale ma szczęście podczas włażenia radocha powróciła, więc chyba ze mną wszystko ok :))
    ten głos z obrazka i mnie mógłby co rano śpiewać :))
    na koniec życzę aby kontuzja ściskaczowa poszła precz, odzewu firm niemieckich i super weekendu. zapowiada się słoneczno ciepły (przynajmniej na południu kraju) więc trzeba jakoś spożytkować aurę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozesłane dzień doberki w tym codzienne budzenie snoczego dziecka.
    Jesteś moim najlepszym budxikiem.

    W pełni zaslugujesz na pizamowe lenistwo bo robotę zrobiłaś wielką ą i kontuzją Twą Cię usprawiedliwia.
    Iść mi do lekarza z tym o to biegiem bo jak rozmow w pokoju zwuerzen podzielonym dykta mi brak tak przebierania z pamersow chyba nie wytrzymie. :)))

    Też tęsknię. Cholera. Jak ja tęsknię.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zastanowię się nad koszulką z hasłem ... Może takim -Przytulać ,,lenciutko'' ;)
    Też mi Was brak- nawet tegoroczny wyciskający łzy dym nie przeszkadzał mi zbytnio :D Tulam ,jako się rzekło ,,lenciutko''

    OdpowiedzUsuń