…..
tej nocy sny nie spełniły się ale to nic….. otworzyłam oczy i
choć za oknem szaruga to jednak jest w tym coś pięknego….. w
oddali na nagiej od chłodu brzozie siedzi stado skulonych wron…..
jakby tańczyły poruszając gałęziami w rytm wiatru….. za chwilę
zrywają się do lotu po to by znowu przysiąść na nagich ramionach
drzewa….. są jak pocałunki nieśmiałego kochanka….. idę do
kuchni….. nastawiam czajnik….. dziś nawet kawa będzie
świąteczna….. bo świeżo zmielona….. zaparzona w porcelanowym
dzbanku….. tak rzadko piję ją z filiżanki….. to chyba
najbardziej cenna rzecz jaką posiadam….. serwis kawowy lub
herbaciany….. jak kto woli….. i nie jest to jakiś Rosenthal czy
swojska Miśnia….. zwykłe w swojej niezwykłości filiżanki marki
„ jakieś tam” w ręcznie malowane róże….. wyglądają jak
żywe….. nawet kolce na nich są tak wyraźne jakby za chwilę
miały ukłuć….. a każda z nich wręcz zalotnie kusi uszkiem by
pochwycić ją w palce….. podnieść do ust….. zachwycić się
aromatem chwili i skosztować….. rozchylam wargi w oczekiwaniu na
ten pierwszy niepowtarzalny łyk….. i niby nie ma w tym nic
niezwykłego poza tym że już jedenasta a ja wciąż łażę po domu
nie ubrana w jakieś kościołowe lub niedzielne ubranie….. hmm…..
siadam w fotelu z filiżanką w dłoni aromat rozchodzi się niemal
wszędzie….. przymykam oczy i próbuję dostrzec Twoją minę kiedy
widzisz jak napawam się chwilą profanując od święta kawowy
poranek….. ale tak bardzo lubię pić kawę w Twojej błękitnej
koszuli….. która jest przesiąknięta zapachem ciała….. który
tak miękko mnie otula i sprawia że ma ona bardziej wyrazisty
smak…..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz