niedziela, 6 grudnia 2009

Edward Grieg... Poranek 2009.12.06 14:33

….. tej nocy sny nie spełniły się ale to nic….. otworzyłam oczy i choć za oknem szaruga to jednak jest w tym coś pięknego….. w oddali na nagiej od chłodu brzozie siedzi stado skulonych wron….. jakby tańczyły poruszając gałęziami w rytm wiatru….. za chwilę zrywają się do lotu po to by znowu przysiąść na nagich ramionach drzewa….. są jak pocałunki nieśmiałego kochanka….. idę do kuchni….. nastawiam czajnik….. dziś nawet kawa będzie świąteczna….. bo świeżo zmielona….. zaparzona w porcelanowym dzbanku….. tak rzadko piję ją z filiżanki….. to chyba najbardziej cenna rzecz jaką posiadam….. serwis kawowy lub herbaciany….. jak kto woli….. i nie jest to jakiś Rosenthal czy swojska Miśnia….. zwykłe w swojej niezwykłości filiżanki marki „ jakieś tam” w ręcznie malowane róże….. wyglądają jak żywe….. nawet kolce na nich są tak wyraźne jakby za chwilę miały ukłuć….. a każda z nich wręcz zalotnie kusi uszkiem by pochwycić ją w palce….. podnieść do ust….. zachwycić się aromatem chwili i skosztować….. rozchylam wargi w oczekiwaniu na ten pierwszy niepowtarzalny łyk….. i niby nie ma w tym nic niezwykłego poza tym że już jedenasta a ja wciąż łażę po domu nie ubrana w jakieś kościołowe lub niedzielne ubranie….. hmm….. siadam w fotelu z filiżanką w dłoni aromat rozchodzi się niemal wszędzie….. przymykam oczy i próbuję dostrzec Twoją minę kiedy widzisz jak napawam się chwilą profanując od święta kawowy poranek….. ale tak bardzo lubię pić kawę w Twojej błękitnej koszuli….. która jest przesiąknięta zapachem ciała….. który tak miękko mnie otula i sprawia że ma ona bardziej wyrazisty smak…..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz