owszem... galopady myśli nie zatrzymam, nawet nie usiłuję, no bo niby jak?... kiedy na ramieniu marznie dusza, strach zagląda w oczy i coraz trudniej z dnia na dzień ten cały pierdolnik ogarnąć... ale... niech sobie będą, niech galopują... przecież najlepsze idee rodzą się w cierpieniu... to znaczy... nie żebym tam zaraz cierpiała, nie, nie, tyle tylko, że niech sobie te myśli płyną, a nuż coś się z nich konstruktywnego wykluje... przecież onegdaj tak właśnie bywało;)
zrobiłam kawę... a że właściwie w zaciszu wszystko ogarnięte, zakupów nie muszę robić, to korzystam i snuję się w piżamie, puchatym szlafroku z bałaganem na głowie... bo któż powiedział, że nie mogę, że nie wypada... ano właśnie nikt, w końcu to mnie ma być dobrze...
zatem zasiadłam z kawą, włączyłam muzykę z gatunku najulubionych i zrobiło mi się jesiennie... przypomniał mi się czas Wiatru i Świerszcza i wiecznie zgubionego szalika... to też była jesień, tyle że ja jakoś z nią jesienniałam... a teraz z perspektywy czasu, chociaż problemów przybyło i siwych włosów na głowie, to ja jakby lżejsza...
hyh dziwne... uśmiecham się do siebie, bo to taki paradoks... i jakby patrzeć z boku, można by rzec "ot, wariatka, cieszy się durna z kłopotów i siedzenia w czarnej dupie, z doszczętem ją pogrzało"... a mnie zwyczajnie lekko... i nie po trzykroć, nie zakochałam się, nie zadurzyłam, a już na pewno nie odurzyłam... chyba że kawą, to tak;)
delektuję się smakiem, z na wpół przymkniętymi powiekami, do uszu płynie harmonia dźwięków, a mnie to moje jesienne klonowo sprzed kilku lat zachwyca... nigdy nie przypuszczałam, że to jak je postrzegałam wtedy, wpłynie na moją percepcję dzisiaj, teraz, w tych momentach kiedy czasami nie można wyjść z domu... przecież nikt mi nie zabroni przymknąć oczu, otworzyć na oścież okna i chłonąć zapachu;)
i już jestem w tych barwnych liściochach, od czerwieni przez złoto i żółcie... i niemal słyszę jak szeleszczą... jest jakaś stała niezmienna w tym wszystkim, bo tak się składa, że kiedy przychodzi jesień, to nawet w największym pośpiechu zauważę, śmiejące się do mnie kasztany... (jesieni nie zauważam a je owszem) gdziekolwiek bym była... jednego to mam nawet z Oldenburga i z tego co pamiętam to był niedobry czas... a kasztan się trafił, jakby na szczęście... wkładam je do kieszeni i tak wędrują ze mną niemal lata całe... poupychane po kieszeniach kurtek ( jeszcze pomyśli kto, że ich nie piorę;)... a później kiedy wychodzę na spacer, trafiam na nie ręką i sama do siebie się uśmiecham... Rodowiczka miała kamyk zielony, a ja mam kasztany ( żeby nie rzec "w tyle")...
i tak oto nie wychodząc z domu, spaceruję przez moje klonowo, odrywam myśli od tego co tu, a kiedy już trafię fizycznie, na od dawna utarte spacerem ścieżki, to się przekonuję, jak wiele się zmieniło nie zmieniając...
czy ja aby na pewno normalna jestem?;)
możecie to rozstrzygnąć, albo i nie;) a na ten piątek mam dla Was moje jesienne, chociaż dobre cały rok dźwięki... jak zawsze w obrazku, chociaż ubolewam, że wraz ze starym blogiem, zniknęło zdjęcie mojego klonowa... (bo może chociaż rąbek mojej jesieni bym Wam nim odkryła), i raczej go nie odzyskam, bo było na twardym dysku złomka, który zmarł śmiercią tragiczną, przeze mnie i moje talenty dłubacze w nim spowodowaną... to się nazywa reanimacja w babskim stylu;)
udanego weekendu nie życzę, bo pewnie jak co roku napiszę... w ten dzień...
...jesienne kołysanie...

i ja dzisiaj o jesieni :)
OdpowiedzUsuńtylko, ze u mnie pełnia słońca. ale reszta... kolory liści, szelesty. podoba mi się ta Twoja notka, tak samo jak nutka, którą do niej załączyłaś.
z kasztanami, to jak może pamiętasz, mam dokładnie tak jak Ty. zbieram co roku (nie na worki, ale ot właśnie jak mi się jakiś trafi) i wpycham do kieszeni, torebek. kasztany mają moc :)
Widzę, że jesteś jedną z niewielu osób, której jesień nie przytłacza a wręcz przeciwnie skłania do większej analizy otaczającej rzeczywistości. Podziwiam:D
OdpowiedzUsuńPewnie, że jesteś normalna! W moich standardach: najnormalniejsza :) tym bardziej, ze w wielu słowach, opisanych emocjach odnajduję siebie jesienną..
OdpowiedzUsuńNajwiększą moc mają te najbardziej kuliste kasztany, uwielbiam dotyk ich jedwabistej skórki...
loonei
coraz lepiej,coraz lepiej....
OdpowiedzUsuń