tak sobie pomyślałam rano, że się obudziłam " w nowej rzeczywistości" i chociaż nie politykuję prawie wcale, to trochę ogarnął mnie strach... znowu się zaczną rozliczenia, święty Smoleńsk itp., itd.... normalnie "rzygam tęczą"... a chwilę później pomyślałam, że w sumie to nie moja wina, bo owszem głosowałam, ale ani na PiS, ani na PO, więc chociaż w tej materii mam czyste sumienie... trzeba to przetrwać, chociaż lepiej to raczej nie będzie, ale się nie łamiemy (tz. ja i mój majestat), nie z takiego rewersu wychodziliśmy...
więc wstałam o ósmej, zadbałam o Nestorkę i czem prędzej zaparzyłam kawę... no jakiż to cudowny moment, kiedy czuć ten pierwszy łyk na języku... jakże dawno tego nie czułam, tylko pośpiech, szrość i burość... może to tylko chwilowe, ale cieszę się, że w ogóle się pojawiło... jak onegdaj:)
na froncie cyrkowym rodziną zwanym, bez zmian, ale jakby z miłym akcentem niedzielnym, albowiem Adams średni z koleżanką małżonką nawiedzili rezydencje naszą, obładowani jak juczne zwierzęta zakupami... czasami jednak spotyka się ze swoim rozumem, więc jest nadzieja, światełko w tunelu, że za którymś razem mu to spotkanie na zawsze zostanie;)...
a i kandydat na absztyfikanta się był odezwał... no dooobra, bardziej straszyłam i byłam zła, niż wykonałam, ale pogadać trzeba było i parę rzeczy wyjaśnić... przynajmniej wie, że jest na cenzurowanym... a na jego szczęście złość mi trochę przeszła;)
no i jeszcze tytułem wyjaśnienia dla Era naszego przewspaniałego, czołem biję o trotuar i przynaję się bez bicia, nie godzi się bez słowa zaniepisać blogowo... mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa... żółtą kartkę przyjmuję z pokorą i następną razą uprzedzę, że zmierzam z pielgrzymką do jaskini jak do Mekki, co by mnie Eru drogi za "straceńca" jużnie uznawał;)
no i ubolewam... straszecznie ubolewam, że nie mam czasu na pstryki... bo mogłabym w drodze po zakup, albo inny wybór powszechny zabrać z sobą pstrykadło, tyle że to ogromne ryzyko... bo mnie prze Państwa to tak wciąga i odmóżdża, że tracę poczucie mijającego czasu... i latam wtedy, i pstrykam, i czasoprzestrzeń mi się tak okrutnie zakrzywia, że godziny to jeno minuty i nijak się wtedy nie umiem w tym pstrykaniu zatrzymać... ale kiedyś się wezmę, zepnę i znajdę chwil kilka spokojnych i pójdę w świat, jak Pyza wędrowniczka... i będę pstrykać racjonalnie irracjonalnie... a Państwo niech trzyma kciuki, żeby mi się udało, bo wbrew pozorom, to wcale proste nie jest...
poniedziałek... to taki dzień, kiedy się układa plan... plan na dzień, tydzień, na... życie?... eee na życie nie, bo mi to zdecydowanie nie wychodzi... to ja już zostanę przy dniu i tygodniu, a wygląda to tak... poniedziałek - lenistwo i ogarnięcie planu bloga plus codzienne obowiązki, oczywiście lenistwo jest sprawą priorytetową, bo człowiek leniwy to człowiek szczęśliwy (prawda, że pięknie tłumaczę swoją jakże cudną acz wrodzoną zaletę?)... wtorek - pokonać urzedowstręt, załatwić sprawy administracyjne, nie rzucić się urzędnikom do aorty, a nawet się uśmiechnąć do nich na złość o!... plus codzienne obowiązki oczywista... środa... e niee, na środę to ja pomysłu nie mam, bo jak znam swoje kozackie szczęście, to coś bumnie i trzeba będzie zmieniać plan, więc lepiej dmuchać na zimne, żeby nie bumnęło;)...
i coś to ja jeszcze miałam... aaa już wiem! te pstryki moje... bo tak korci mnie, żeby je tu mówiąc kolokwialnie wrypać, ale się zastanawiam, czy to dobry pomysł... jakoś tak ogólnodostępne będą i co jak mi je ktoś jakiś podstępem skradnie?... a, że się tak pochwalę kilka z nich to mi zacnie wyszło, bez żadnych retuszów i takich tam, i szkoda by było, żeby mi te perełki tak o sobie, bez pardonu ktoś jakiś wziął bez zapytania... no niby mogę się jakoś zahasłować, ale wtedy jakby z automatu drogę dla zgub blogowych odetnę, a mam cichą nadzieję, że się znajdą jakimś cudem,bo szkoda żeby się nie znalazły...
i tu potrzeba mi Waszego zdania, a może i wiedzy tajemnej jak zrobić, żeby był i wilk syty i wilk syty;)
i tak sobie pobajdurzyłam, przy słonecznym poniedziałku, zatem tygodniowo Wam wszelakiego dobra życzę i oczywista w obrazkach nuty zostawiam, żeby wam się kuperki trzęsły, rewersy machały i co tam sobie stryjenka winszuje;)
...bo w bjerki to ja lubię grać...


Przyjęte.
OdpowiedzUsuńOsobiście to chętnie bym pooglądał. Może załuż drugiego bloga zahasłowanego i tam se poużywaj.
Wybory to nie dla mnie co zresztą kultywuje od lat i nie uczestniczę. A gdzieś tam na wcześniejszych ścieżkach wyjaśnione jest.
Wolałbym żyć w królestwie a jakby dało żebym był królem to byłoby wręcz idealnie.
Jaka fucha dla ciebie damo?
Absztyfikant - rozwiń trochę temat bo niezmiernim ciekawy
Witaj Sza. Jak miło, że mnie znalazłaś;) Powoli, wszyscy się odnajdziemy. Dziękuję i serdecznie pozdrawiam. Piotr.
OdpowiedzUsuńMoze sa jakieś blogosfery gdzie nie mozna nic z monitora zrobić "kopiuj"? Cos mi się kojarzy, że chciałam sobie kiedys przepis na jakieś danie wkopiuj-wklej i duupa.. przepisac musiałam! tylko nie pamiętam też adresu.. A chętnie bym Twoje pstryki zobaczyła:)
OdpowiedzUsuńPrawda, ze taki promyk, nic nie zmieniając w rzeczywistości, tak sam w sobie..to jednak daje siłę i chęc i pozytywnego kopa do zycia!
loonei.blog.pl
Wszelki duch! Co za niespodzianka, najmilsza w ostatnim czasie:) juz prawie stracilam nadzieje, ze pojawisz sie w blogowym swiecie Sza:) naprawde ciesze sie, ze mnie znalazlas:) nie wiem czy jestem 'sloneczna' ale majaczaca na pewno;) widze, ze i ja mam u Cie pewne zaleglosci. U mnie swego czasu duzo bylo-uwaga!-o kotach:) w imieniu Padrony dziekuje za zyczenia:)
OdpowiedzUsuń