aromat liścia laurowego z czerwonej zupy buraczanej rozlał się po zaciszu... już dawno po obiedzie i w końcu mogę usiąść i złapać wdech z poobiednią kawą... dzień na świętowanie przeminął w dość spokojnej atmosferze(i dziękuję wszystkim za życzenia), chociaż nie obyło się bez łez... ale fuck it!... w ramach prezentu wydałam dychę na lotto, no bo co się cieszyć z oszukanego lizaka, którego chciałam nabyć, a okazał się podpuchą, plastikową piłeczką z zawartością kilku małych lizaczków o smaku mniej więcej nieokreślonym... no to się oddałam hazardowi, z jakąś taką dziecięcą nadzieją w to, że może tym razem szczęście się do mnie uśmiechnie... no i się "uśmiechło" wygrałam 5 zeta w extra pensji, czyli się zwróciło za kupon... a dzisiaj wygram 11 milionów, no bo co się będę ograniczać?... chociaż pomarzę z rozmachem, skoro więcej za bardzo nic nie mogę... wieczorem pogadałam z Leśną z Chatki i jakoś tak nam się w tej biedzie zgadało, że obie się rozryczałyśmy, ja z bezradności, a ona z niemocy... jedna z niewielu osób, która rozumie z jakich powodów nie składam wniosku do sądu o alimenty od adamsów... i chyba tego zrozumienia najbardziej mi brak wśród ludzi, których mam gdzieś tu obok... a może raczej miałam... bo jakimś dziwnym trafem, coś nagle nie odbierają telefonu... poniekąd rozumiem, bo kto lubi w swoim pierdolniku słuchać narzekania innych?... lepiej wydać osąd, nie siedząc w centrum wydarzeń i ustawiać komuś życie z dystansu, nie czując nawet 1/8 tego co się dzieje z danym podmiotem lyrycznym... przecież nie każdy ma zdolność do współodczuwania i rozumienia... trochę przykre, ale fuck it!... kawa jest i kawałek makowca z wczoraja...
a tak bajdełej (btw) wczoraja, to się wystrachałam... chyba jednak dostaję obłędu... wracałam z zakupów do domu... jak zawsze, dobrze znaną ścieżką... i w pewnym momencie złapałam się na tym, że droga pod nogami jakaś inna, że ten zakręt kiedy się idzie wgapionym we własne stopy, wygląda zupełnie inaczej, że coś mi nie pasuje... podniosłam głowę i stwierdziłam, że zamiast pod domem jestem... właśnie, gdzie ja jestem?... przecież szłam jak zawsze, dobrze znaną ścieżką, a tego miejsca nie pamiętam... inny dom, inny zakręt, asfalt bardziej dziurawy niż zwykle i elewacja jakaś nie taka... dobrych kilka sekund trwało, nim się odnalazłam w tej zakrzywionej czasoprzestrzeni... znam ten budynek, często go mijam jak idę do banku... choć tyle dobrego, że jestem na tej samej ulicy, na której mieszkam... nie wiem co to było, czy totalny bezmysł, czy aż tak się zamyśliłam i wyłączyłam, czy tracę orientację w terenie, ale przez chwilę było mi gorąco... nie tyle, że spanikowałam, ale nie było to przyjemne... i może zrozumiałabym to co się dzieje, gdybym jak zawsze szła z muzyką w uchach... pewnie bym to wytłumaczyła, że ot zasłuchałam się... a tak?... nie pierwszy raz złapałam się na tym, że nie myślę, albo co bardziej pasuje do sytuacji, nie rejestruję tego co się dzieje chociaż widzę, że np. to nie ten lek, albo nie ten rodzaj insuliny, który muszę podać, ale jakoś na to reagowałam choćby z opóźnieniem... a tym razem poczułam się tak, jakby ktoś mi wyciął kawałek drogi... szłam od punktu A przez wycięte BC i znalazłam się w D... fuck it! w końcu od dawna siedzę w D!... tylko jakoś tak głupio mi się wtedy zrobiło...
a dzisiaj już czwartek... tak trochę mam jak dzień świstaka, tylko miasteczko się nie nazywa Pensksatoni(czy jak mu tam było) no i świstak śpi, bo zima i dzień do dnia podobny tak bardzo, że czasem je gubię (dni w sensie)... i nawet kilka dni temu, buszując w jutubce znalazłam kawałek "sytuacyjny", sobie wisi do odsłuchu u góry w obrazku... zauważyłam, że znowu się budzi z letargu głód na muzykę... może jeszcze nie taki jak kiedyś, ale jest jakaś namiastka na szukanie dziwnych brzmień, nadrabianie zaległości muzycznych i szukanie "starych nowych" kawałków, z których niewiele pamiętam poza jakąś frazą, bo tytuł i wykonawca przeleciały przez durszlak mózgu... to dobrze, że coś mi się chce... a i przy okazji sobie przypominam parę fajnych scenek z żywota mego, że nie zawsze było do punktu D... może dzięki temu się obudzi siła i nadzieja... ale jakby ktoś miał na zbyciu małą żółtą kopareczkę, do zakopywania dołów, za free to ja reflektuję!...
no i jeszcze te prawa autorskie... no jakoś tak się porobiło, żem czasami strasznie podobna w postrzeganiu i oddawaniu klimatu, no ale cóż ja na to mogę?... taka wada genetyczna... i chyba jakoś tak jest, że im mniej we mnie spokoju i dystansu do tego co wokół i co w środku, tym bardziej to ze mnie wyłazi... tyle że drzewiej wyłaziło ze złością i czarnym humorem, a teraz wyłazi na czarno... i jakoś bezhumornie... trochę żałuję, że w porę nie zaimporciłam treści z Tam do Tu... miałabym jakieś odniesienie i porównanie, na zasadzie jeden klik i już... mam je spisane w dużej większości, ale jeszcze nie wiem czy chcę je wrzucić do Starej Skrzyni, czy może lepiej się od nich odciąć... chociaż odciąć to raczej nie, przecież to też ja... tyle, że trochę "inna", bardziej uśmiechnięta, czasem bardziej wkurzona, a innym razem szalona do wypęku... no ale ja... a fuck it!... może mi się coś poodmienia i wrzucę jak znajdę wenę, pewnie i tak nie całość, bo niestety dużo z tego mojego bazgrolenia zostało na umarniętym już złomku i nie skopiowałam tego w porę, ale jest dostęp do chyba ostatnich trzech lat... kawał czasu...
i coś to ja jeszcze miałam... ale mi umknęło... może to przez te 11 milionów, na które czekam jak na zbawienie... no ok nie musi być całe jedenaście, może być chociaż jeden, a 11 tysiącami też nie pogardzę jak się trafią... póki coś tam się zwraca za kupon, to chyba będę się hazardować, w końcu mówią, że szczęściu trzeba pomóc i że kto nie ma szczęścia w kartach to ma je w miłości... a że u mnie jak u rasowego raka wszystko na opak, to może zamiast w tej miłości do której szczęścia nie mam poszczęści mi się z wygraną... w końcu skoro kandydat na Absztyfikanta się sam był zwodował, to jakaś rekompensata mi się za to należy ( se chociaż tak potłumaczę, bo ponoć nikomu nic się nie należy jak na to nie zasłuży)...
i to by było na "i znowu mamy czwartek"... a żeby trochę spokoju sobie dodać, to w obrazku kolejne z wykopalisk muzycznych(się państwo częstują, na żądanie raz można)... pamiętam jak na mnie chłopaki zadziałali 11 lat temu, ale chyba byłam za niedojrzała żeby docenić rodzime i nasiejsze produkcje... to się rozpisałam, a i te 11 stki jakoś się podobierały same z się;)
...no to tak sobie plumka...


Życzenia składam dziś, wczoraj jakoś tak... życzę Tobie by stało się tak, że troski i zmartwienia skurczą się do rozmiarów minimalnych!! I by wrócił humor, nie tylko czarny..
OdpowiedzUsuńKurna! Ale Ty mnie wkurzasz. Wszystko ode mnie papugujesz!
OdpowiedzUsuń1 styl
2 teraz jeszcze chcesz mi zabrać moją wygraną w totolotka
3 fuck it to nic innego jak moje "a pieprzyć to wszystko"
Nooooo!!!!!!
A numer do mnie masz więc nie marudź że nie ma komu i że nie ma gdzie szukać zrozumienia.
Wiesz że wszystkie Raki to najlepsze znaki na świecie.
Nie wiem czy zauważyłaś ale to już drugie "najlepsze" jakie w ostatnim czasie tu padło z ust moich.
Eru toć lotto mi zwinąłeś sprzed nosa bo trafiłam po jednym w zwykłym i w plusie bububu, a fuck it jest moje i" się nie kóć!", Twoje jest" a pieprzyć to wszystko"... tylko te naj mnie niepokoją i w ogóle to, aż normalnie się zezłoszczę i w Starą Szufladę zapisek wrzucę o! będę dochodzić praw autorskich swoich co było pryndzej?! ;) i nic nie papuguję!
UsuńPs. a jak wygram to się podzielę, kupię motór i pojadymy na balet hyh;)
Ha, nie orientowałam się wcześniej, ile "tu" moich imienniczek :) Więc spóźnione, ale życzę - wszystkiego najlepszego! No i oczywiście 11 milionów w lotto.
OdpowiedzUsuńA z ludźmi... Tak to jest niestety. Dlatego ja za nimi nie przepadam, bo za bardzo wąską grupę, na której (przynajmniej jak do tej pory) zawsze mogłam polegać.
Kawałek jak zawsze na plus - plumkał przez cały czas czytania notki :)
zacznę od mocno, mocno spóźnionego; wszystkiego dobrego z imieninowej okazji :)
OdpowiedzUsuńa później się pochwalę, ze ostatnio wysłałam trzy zakłady w totka i trafiłam trzy trójki. i na tym koniec. pewnie na długo, bo ja w wygrywaniu czegokolwiek to nie mam szczęścia. ale to i lepiej, bo dzięki mojemu niemieniu, Ty będziesz go miała więcej :)
a na koniec napiszę, ze nigdy aż tak mnie nie zamyśliło abym zbłądziła, i mam nadzieję, że więcej Cię to nie spotka, bo takie wyłączenie się totalne, wydaje mi się niebezpieczne.