rozpoczął się kolejny dzień w nowym miejscu.....
właściwie to kończy się drugi tydzień jak tu jestem.....
sam dom położony jest na obrzeżach miasta, ale nie jest zacisznie..... bliskie sąsiedztwo kliniki i trasa przelotowa, oraz zjazd na autostradę nie sprzyjają ciszy..... mimo to jednak potrafię tu odpocząć..... trafiłam do życzliwych ludzi, u których mam dobre warunki i mieszkaniowe i pracowe.....
a rankiem, tak jak dzisiaj, kosy podchodzą niemal pod moje stopy, kiedy siedzę na tarasie i oddycham rozpoczynającym się dniem i wyśpiewują swoje trele morele..... małe obserwatorium ornitologiczne na tarasie..... sikorki, rudziki, kosy, gołębie, nawet trafił się dzięcioł..... czasami tylko tę sielankę zakłóca gęganie gęsi u sąsiada.....
kiedy robię remanent moich miejsc pracy, to prócz mojej pierwszej Frały, tylko to miejsce jest tak przyjazne człowiekowi ( tfu,tfu, na razie póki co)..... zupełnie inaczej się pracuje, kiedy ludzie dookoła szanują Ciebie i twoją pracę, to co robisz i nie wyrażają tego w postaci prezentów czy kieszonkowego, ale tak po ludzku, traktując mnie jak członka rodziny, z szacunkiem, który się wyraża we wszystkim, od miejsca które jest mi przeznaczone do egzystowania przez poszanowanie tego co jem a czego nie jem.....
mam niewielki pokoik na poddaszu, tak sprytnie urządzony, że mam w nim miejsce na wszystko..... drewniane ogromne łóżko do spania, drewniane biurko do pisania, dwie nocne szafki, szafę na ubrania, regał z książkami, coś a'la komodę z witrynką i nawet znalazło się miejsce na kącik herbaciano kawowy..... okrągły ratanowy stolik i fotele ( jeden podwójny i dwa pojedyncze), ale tym co mnie najbardziej zachwyca jest fotel bujany..... meble z surowego drewna wyglądają bardzo na miejscu w tym moim skromnym apartamenciku, w którym wzrok przykuwają dwie ogromne, ciemne więźbowe belki..... dodatki są zachowane w stylistyce afrykańsko indonezyjskiej..... i gdyby ktoś mi powiedział wcześniej, nie uwierzyłabym, że ten wystrój to dzieło osoby, która dzisiaj ma 80lat i Altzheimera, a zaprojektowała go będąc już chorą.....
moja podopieczna..... kobieta tak pogodna i uśmiechnięta, że nikt na pierwszy rzut oka nie pomyślałby,że coś jej jest..... i często tak się zdarza, kiedy wybieramy się z jej córką na mrożoną kawę z lodami, do bistro nad Elbą..... Ula jest jak duże, szczęśliwe dziecko..... oczywiście wiele rzeczy robi sama, a ja ją do nich zachęcam, ale też i uczę się od niej..... uczę się od niej cieszyć wszystkim co jest dookoła..... w mojej pracy tak łatwo o tym zapomnieć, kiedy się spiętrzy kilka rzeczy do zrobienia w jednym momencie, a spiętrza się, bo taki owej pracy charakter.....
no i jeszcze mam czas dla siebie, a prócz tego jak nigdzie dotąd, mogę przyjmować swoich przyjaciół z wizytą..... i korzystam z tego..... ostatnio doszłam do wniosku, że z Leśną to się będę widywała częściej w barbarzyńskim kraju, niż w swojskiej polandii ;) to dopiero atrakcja, w końcu mieć siostrę niemal na wyciągnięcie ręki i to tutaj! na obczyźnie! Już się nie mogę doczekać kolejnej wizyty :)
i to by było na dzisiaj tyle..... zmykam popracować, a Wam życzę udanego weekendu :) a w obrazku tym razem coś do popływania w dźwiękach :)

To dobrze ,że spotkałaś się w swojej pracy z życzliwością i szacunkiem.Zupełnie inaczej się wtedy pracuje .I jeszcze spotkania z przyjaciółmi ...miłe to miłe .A do tego zaraz lato ,cieplutki wiaterek ,zieleń , woda .
OdpowiedzUsuńTo chyba często się uśmiechasz ..? Życzę pogody wewnętrznej i tej na zewnątrz .
Myślę że ta notka poprawi nie tylko mój humor.
OdpowiedzUsuńEr ma rację. Cieszę się bardzo, że tak Ci się ułożyło tym razem :)
OdpowiedzUsuńjezu jak się cieszę jak fajnie trafiłaś z tą pracą;)))) wydaje mi isę że to najlepsze miejsce ze wszystkich
OdpowiedzUsuńTu mam do Ciebie bliżej -raptem 40 km i samochód do dyspozycji ;)
OdpowiedzUsuńCieszę się Twoją radością i zadowoleniem, tym ,że znalazłaś spokój , że łapiesz chwile ,błyski słońca i śpiew ptaków ...do zobaczenia w sobotę siostro :)
bezapelacyjnie :)
Usuńcieszę się, że trafiłaś do dobrych ludzi, którzy doceniają i szanują Twoją pracę i Ciebie:) dzięki temu i bliskości Leśnej czas płynie Ci milej i szybciej. 40 km to akurat tyle ile mam z Krakowa do Słodyszkowa:) a kosy to towarzyskie i niezbyt płochliwe ptaki, też teraz rankami okupują słodyszkowskie trawniki i w ubiegłym tygodniu miałam przyjemność pić poranną kawę w ich towarzystwie:)
OdpowiedzUsuńtrzymaj się Sza!
bardzo się cieszę, że nareszcie trafiło Ci się, to co powinno trafiać się zawsze.
OdpowiedzUsuńno i, że masz tam blisko Bliską osobę :)
kosy cudownie śpiewają. przez chwilę w niedzielę słuchałam koncertu na jeden dziób, dziób którego właściciel siedział na gałązce tuż na wyciągnięcie mej ręki i trelował ile sił :)
Cieszę się ,że trafiłas wreszcie na ludzi, anie parapety. Tak jak napisał Er, od razu mi lepiej :)
OdpowiedzUsuńDzięki za podpowiedzi dietetyczne, zbieram informacje i staram się wprowadzać w zycie.
Jak cudownie czyta się tak optymistyczny wpis :) Cieszę się, że Ci dobrze, że jesteś u dobrych ludzi i odwiedzają Cię skrzydlaci przyjaciele :)
OdpowiedzUsuńOby jak najwiecej dobra w Twoim życiu :)))
A Top Gear uwielbiamy! Oglądaliśmy wszystkie odcinki z Liwką - Liwka mówiła, że ożeni się z Clarksonem ;) Kocham to poczucie humoru, po prostu uwielbiam!!! Teraz są na Amazonie -nie poddali się i kręcą nadal pod inną nazwą: "The Grand Tour". Polecam Ci bardzo jego ostatnią książkę "Tak jak mówiłem". Rewelacja!!!