...boli
mnie cały człowiek....juz wiem że przeciągnę kolejną noc w
dzień...skulona w fotelu jak kot...i mam cholerną niezgodę na to
jak jest....to takie trudne znieść niemożliwe do
zniesienia...człowiek siedzi sam tym rodzajem samotności który
jest najbardziej dotkliwy....wtedy boli nie tylko ciało...wtedy boli
mnie dusza....a mimo to jak desperatka próbuję wierzyć...że to
minie....że radość jeszcze przyjdzie....choć powoli brakuje mi
sił....i nie ze zmęczenia...chyba starzeje mi się serce i nie umie
się z tym pogodzić...dlaczego na wiele dobrych rzeczy jest już
zwyczajnie za późno....i chociaż jestem wdzięczna za każdą
kolejną chwilę....za każdy dany dzień...to mam ochotę gryźć...
wrzeszczeć... kopać....i stawiać się niepokornie....i zadać to
najgłupsze pytanie na świecie...i powiedzieć że mam w dupie to że
nikt nie obiecał że będzie łątwo...bo rachityczny kikut nadziei
to troche za mało...ale przecież z tego powodu się nie pohlastam
sucha skórką od banana....zacznę kolejny dzień...powiem Dzień
Dobry...poszukam w sobie siły....bo nie chcę umrzeć za
życia...zgorzknieć...zdewocieć....może kiedyś podzielę te
wszystkie chwile dla których warto... ŻYĆ
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz