...poranna
kawa podnosi powieki...jakoś zbieram się do pracy....dużo tego na
dziś...Świerszcz obudził trzepotem skrzydeł....za oknem kikuty
gałęzi giną w szarości...trzeba wstać obmyć twarz z resztek
snu...przykleić uśmiech...pozbierać rozrzucone po podłodze
skrawki sił...żyć...i dobry będzie ten dzień bo kolejny
dany...bo mimo uczulenia na ludzka głupotę zbieram siły...tak...to
musi być dobry dzień...innej opcji ne ma...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz