poniedziałek, 28 grudnia 2015

Bez tytułu...

No bo jak dać jakiś tytuł, kiedy łeb pęka od nadmiaru....myśli, przeżytych emocji.... bycia w byciu..... budzik zadzwonił o 5:30 i od samego rana galop..... prawie do 18stej.... i ciągle coś, ciągle bieg, ciągle jakaś gonitwa..... zakład pogrzebowy, usc i dwie godziny czekania na akt zgonu.... akuracik wysiadł w całym kraju system.... godzina zanim wypluło protokół zgonu, następna godzina drukowała akt zgonu, następne pół produkowało z uporem maniaka pozwolenie na pochówek..... w międzyczasie drukowanie zdjęcia mamy, zamawianie wieńców..... nawet w taki dzień musi być u mnie nienormalnie..... a później jeszcze problemy z farorzem, a raczej jego brakiem tam gdzie powinien być.... do godziny 15:30 nie było wiadomo o której godzinie msza żałobna i czy w ogóle będzie jakiś pogrzeb, bo bez zgody proboszcza nikt nie pochowa mamy poza parafią.... usrać się z nimi można..... jakoś dało radę i dzisiaj o 15stej pożegnaliśmy mamę..... i oczywiście też nie było normalnie, bo nie dość że dźwigałam swój ból i emocje to przypadło mi znowu wykazać się tą pieprzoną dorosłością emocjonalną i ogarnąć siostrę mamy.... bo ktoś się okazał 50letnim dzieckiem..... i tak sobie pomyślałam skąd ja biorę tę siłę..... przecież na ryj padam, trzęsie mnie, telepie, ledwie teraz siedzę i nie ma mowy o śnie..... w domu 20stopni, a ja drżę jak osika, bo adrenalina schodzi..... 

pogrzeb w środę, jutro kremacja..... i do załatwienia już tylko dwie sprawy..... ale nie będę sama..... Biedrony już jadą, a i dzisiaj była ze mną Renia..... jutro dojedzie Złośka i Wędrowiec..... a później cała reszta..... mama byłaby szczęśliwa..... wracając do domu rozwiesiłam we wsi mej klepsydry..... nie minęła godzina i weszła sąsiadka..... i kiedy usłyszałam "zadbaj o siebie i poskładaj się, niech se wyłączają prąd i co tam chcą jeszcze, to nic... z głodu nie umrzesz, bo masz sąsiadów, a my ci pomożemy", to mnie znowu od środka rozwaliło..... właściwie jak rozmawiałam z Wędrowcem to stwierdziłam, że w tym całym moim życiowym nieszczęściu mam szczęście.... dostaję na swojej drodze ludzkich ludzi, dla których jestem ważna, którzy mnie wspierają i są nawet jak ich nie ma....


W sumie to Wszystkim Wam dziękuję..... za słowa otuchy, uściski, choćby za zwykłą kropkę.... nie umiem tego jakoś sensownie napisać, bo łzy gdzieś mi napływają do oczu, ale wiecie o co kaman...... ktoś by mógł powiedzieć, że marudzę, bo tak wypada innym pisać,że to grzecznościowo itp., ale jakoś w dupie to mam co mówią inni ktosie.... nie chcę się zastanawiać nad pobudkami..... chcę wierzyć w ludzi, w ludzkich ludzi..... zwłaszcza teraz..... bo to daje nadzieję której się mogę chwycić i jakoś przetrwać ten czas..... bardzo ważny czas..... 

dzisiaj niemal mogłam dotknąć tego, jak ważne było to, że codziennie chodziłam do mamy, że głaskałam jej ręce, po cichu mówiłam co u mnie, u jej siostry, od kogo ma pozdrowienia.... chyba dzięki temu nie rozpieprzyło mnie dzisiaj na milion ziarenek..... złapałam się na tym, że dotykałam dzisiaj jej zimnych dłoni i się uśmiechałam patrząc na nią..... miała taką spokojną twarz..... zupełnie inną niż w szpitalu, ale nie bałam się, nie było widać na niej tego całego strasznego cierpienia..... ładnie wyglądała.... i kiedy stojąc obok jej niewidomej siostry mówiłam jak jest ubrana, jakiego koloru ma garsonkę i bluzkę, a jakie buty był we mnie jakiś spokój..... czułam że na ten moment zwyczajnie muszę się ogarnąć, żeby ciocia mogła się wypłakać, oprzeć na moim ramieniu, wyobrazić sobie jak mama wygląda, bo przecież same jej dłonie to za mało by "widzieć"..... to było jakoś tak cholernie naturalne, coś ważnego się w tym momencie stało..... i z pewnością zapamiętam to na zawsze..... 





.....dzisiaj trudne dźwięki, te z gatunku "zakazanych", ale pewnie wybrzmią nie raz tej nocy.....

10 komentarzy:

  1. Słucham...wspominam...jestem...
    Asia

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytam i łzy mam w oczach. Wiem co czujesz kochana...
    Trzymaj się ciepło, są ludzie, którzy są z Tobą!

    OdpowiedzUsuń
  3. Chciałam już wcześniej coś mądrego napisać. Ale wszystko jest takie miałkie, a słowa nie niosą odpowiednich emocji. Niestety, we mnie jest ciągle żywy dzień sprzed 3 lat. I chyba dlatego wiem, że nie ma odpowiednich słów otuchy. Życzę Ci spokoju.

    OdpowiedzUsuń
  4. ta siła jest w tobie, ale kiedy znajdziesz się w bezpiecznym otoczeniu, w azylu swoim, sama lub z Kimś.. to pozwól wtedy sobie na rozsypanie się choć na chwilę, potem poskładasz się, a to napięcie nie rozwali cię w najmniej oczekiwanym momencie!
    To cudownie, ze masz na kogo liczyc! bezcenne!
    Mysli wysyłam wzmacniające!

    OdpowiedzUsuń
  5. Chociaż często ostatnio brakuje mi słów tutaj u Ciebie, to cały czas jestem. I cieszę się, że nie przestajesz wierzyć w ludzi. Siły masz w sobie mnóstwo, więc ja teraz życzę Ci odrobiny spokoju i oddechu...

    OdpowiedzUsuń
  6. Żadne słowa wypowiedziane czy też napisane nie ukoją bólu, ani nie wypełnią pustki. Dlatego pomilczę sobie i tylko myśli pełne otuchy wyślę. Trzymaj się Kochana...
    wróciłam...

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja uderzę w inny ton. Jak już pisałem u siebie nie raz. Źle podchodzimy do tematu śmierci. I z tego biorą się nasze problemy. A co jakby pomyśleć że Królowa Matka jest już w miejscu gdzie nie cierpi? A co jakby pomyśleć że właśnie ogląda oblicze Boga albo poznaje tą inną Moc od której pochodzi? A co jakby pomyśleć że właśnie zakończyła tą ziemską próbę i na macie można powiedzieć że była wspaniałym, dobrym i uczciwym człowiekiem? A co jakby sobie pomyśleć że jest teraz zdrowa, szczęśliwa i spokojna i że patrzy sobie z góry na Ciebie i się uśmiecha bo wie że teraz ona będzie mogła się tobą opikować. Rozumiem Cię że strata boli, że teraz pustka. Ale jeżeli chcesz to uśmiechnij się do Niej, powiedz jak Ją kochasz i że cieszysz się że jest już w niebie czy też innym wspaniałym miejscu. Myślę że wówczas to wszystko co teraz musisz robić, wszystkie sprawy do załatwienia i smutek nabiorą przynajmnię trochę innego wymiaru.
    Pozdrawiam Cię.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałem tak samo w lipcu, kiedy odszedł mój dziadek. Nic niestety o tym nie napisałem u siebie na blogu, ponieważ uznałem, że po 1. to sprawa prywatna, a po 2. wciąż nie mogę uwierzyć. Całe szczęście, że babcia ma 3 normalne córki, więc się nią zajęły oraz zaopiekowały; no i wnuki (w tym ludzik sklejający ten tekst) naturalnie też, a jakże.
      Ludzie czasami piszą albo mówią, że wiedzą co ten ktoś inny czuje po utracie bliskiej osoby z rodziny, ale czasem to wcale nieprawda, bo guzik doświadczyli na własnej skórze. Sam osobiście zatem potwierdzam: ROZUMIEM i WSPÓŁCZUJĘ Tobie. Pożyczam dużo wolnego czasu w celu nabrania sił i do poukładania myśli z chaosu w jakąś sensowną całość. Pzdr.

      Usuń