przeraźliwie donośny dzwonek zaraz po zgaszeniu światła i oczy Nestorki pełne strachu... "duszno mi, koszmar mi się śnił, że pogotowie przyjechało"..... zareagowałam, zrobiłam to co zrobić należy i czuwałam, warowałam za ścianą z książką w ręku(żeby uspokoić myśli i dla odmiany swoje serce), póki nie usłyszałam w miarę spokojnego oddechu.... a kiedy już udało mi się zasnąć usłyszałam kolejny dzwonek... kilka minut po siódmej rano...
i znowu jej oczy pełne strachu.... i ten płytki,rzężący oddech.... kolejna tabletka, ciśnienie, cukier i chwila na zadziałanie.... i już wiedziałam, że to się skończy wezwaniem karetki..... przyjechało dwóch ratowników ( i chwała Bogu za to, bo pewnie gdyby byli z lekarzem, skończyłoby się jak zawsze daniem zastrzyku na uspokojenie i pretensjami, po co wzywam karetkę do zwykłej duszności)..... wstępne rozpoznanie obrzęk serca, niewykluczona zatorowość.....
zabrali mamę, a ja siadłam i próbowałam złapać własne myśli, dokumentacja medyczna, reczniki, koszula, szlafrok, glukometr, insuliny, na razie chyba wystarczy.... przecież nie wiem, czy jej nie wrócą z SORU.... i telefony do adamsów...... nie, nie mam siły..... do najstarszego, niech kuźwa on też coś ogarnie..... niech zmusi najmłodszego, żeby ruszył dupę do szpitala, w końcu jest na miejscu.... ech.... i co z tego, skoro i tak lekarz dzwonił do mnie, bo ta pierdoła nic nie wie..... tak mocno zainteresowana stanem własnej rodzicielki..... i spanikowana wstępną diagnozą pt zawał..... i zainteresowany tym, o której przyjadę, bo z żoną na zakupy musi o 14stej..... strach zajrzał mu w dupę, a stał tylko 30minut pod OIOM-em.... i te pytania o której będę.... no tak, zapomniałam on ma zakupy, ja mogę warować do 18stej na sorze, czy gdziekolwiek.... ja mam psi obowiązek....
dojechałam w totalnej rozsypce wewnętrznej, ale w tym burdelu, nie mogę sobie pozwolić na słabość, niejasność umysłu.... krótka rozmowa z lekarzem..... pierwszym od dawna, dla którego wiek ponad 80lat nie przeszkadza w traktowaniu pacjenta i jego rodziny jak człowieka.... rozmowa szczera do bólu, bez gwarancji poprawy, ale konkretna..... trzeba przekonać Nestorkę do koronarogafii, biorąc pod uwagę ryzyko..... fak!..... lekarz zapewnia mnie że warto spróbować, chociaż na dwoje babka wróżyła przy tak zaawansowanej cukrzycy..... to ten sam oddział, na którym robili to inwazyjne badanie mojej znajomej, zaraz po zawale..... i co ja mam kurwa zrobić?
może będę tego żałowała, ale nie mam wyjścia..... to co mnie zaskoczyło, to taki zabieg dla tak wiekowej osoby..... nosz chyba gdyby nie było żadnych szans, to by tego nie proponował.... znam niechęć lekarzy do krojenia osób w podeszłym wieku i leczenia ich..... stary to niech poleży 3 dni i do domu, aby się ustabilizował i już nie nasz problem.....
koronarografia w czwartek, chyba że się coś zadzieje.... to będą informować na bieżąco..... oddział kardiologiczny, sala "R",przyjęcie, kolejny wywiad, czytanie dokumentacji, dodatkowe pytania o leki, dawki.... nie rozsyp się, nie teraz.... kurwa musisz mieć jasny umysł.... to ważne....
najstarszy adams w szpitalu chwilę po 15stej..... telefon do średniego adamsa..... 15:30 wychodzimy ze szpitala..... jeszcze 500metrów.... dasz radę.... zadzwoń do Reni.... trzymaj się..... za chwilę przyjedzie autobus.....
czuję jak adrenalina mnie trzyma..... głodna, wystraszona, ale już nie sama.... z Renią..... i pytanie pt. "dobra a co z wigilią, skoro mama w szpitalu?"..... nic - odpowiadam.... nikt się mnie o to nie pyta, prócz obcych ludzi..... prócz sąsiadki, dzięki której mogłam onegdaj jeżdzić do pracy, bo na ile było to możliwe pomagała mamie i mnie..... nikt prócz Reni, która zostaje na święta w domu..... nikt prócz mamy, która tam leży, walczy o zycie i sie martwi, że bede sama w święta.... i wiecie co? nigdy nie byłam z nią blisko, czasem mnie wkurza na maksa, czasem mnie sytuacja wkurza na maksa, bo zupełnie nie chce być tu gdzie jestem i nosić tego sama na sobie.... ale ją kocham na swój popieprzony sposób i mogę spojrzeć sobie i jej w oczy.....
19:30 bus do domu.... otwieram drzwi i wchodzę w tę ciszę..... i czuję jak puszcza..... robię herbatę na uspokojenie..... podwójną..... żeby znowu nie pierdolnęło po zaworach, tak że padnę na glebę..... chwila rozmowy z Leśną.... tysiące mysli.....
22:44.... herbata zaczęła działać, a ja ryczę..... dopiero puściło..... pierdolona adrenalina..... jakieś pranie się dopiera..... w tle muzyka leci, żebym nie zwariowała.....
i chciałabym jak co roku złożyć Wam wyjątkowe życzenia, ale.... nie potrafię..... napiszę tylko..... bądźcie zdrowi jak najdłużej..... szanujcie i kochajcie swoich bliskich.....
a teraz muszę jakoś zasnąć..... rano trzeba wstać, dokleić uśmiech, zabrać kilka rzeczy do szpitala, ogarnąć ten bigos świąteczny zanim się do końca zmarnuje i dosłowny i w przenośni.... i przeżyć..... kolejny, spierdolony dzień....
a tego z obrazka posłucham..... żeby nie zwariować.....

smutna, bardzo smutna ta Twoja przedświąteczna opowieść... Mama to mama. jak by nie była, jedyna na świecie. zdrówka dla Niej.
OdpowiedzUsuńi Tobie kochana mocy i spokoju na wszystkie, nie tylko świąteczne, dni. bądź dobrej myśli. ściskam:)*
p.s.to w obrazku-przednie...w sam raz na mój dzisiejszy chu..wy nastrój.
Bardzo Ci współczuję takich wydarzeń i to w takim momencie. Wiem, że jesteś silna. Szkoda tylko, że czasem ta siła wymagana jest od jednej osoby, zamiast wspierać się nawzajem tak, jak to w rodzinie powinno być. Pewnie jeszcze nieraz w czasie tych Świąt pomyślę o Tobie i Twojej mamie, bo takich historii nie da się od tak pozbyć z głowy. A pomyślę na pewno ciepło i z troską. Trzymaj się i życzę Ci, aby było lepiej.
OdpowiedzUsuńKurde. Nie dobrze że się tak porobiło.
OdpowiedzUsuńSmutno mi.
Kurde, szkoda że nie mieszkam bliżej Ciebie to bym przyjechał na wigilję. Jaka ona nie będzie to wolne miejsce dla zbłąkanego wędrowca by się znalazło.
Ściskam Cię mocno. Trzymaj się. Pamiętaj że w życiu wszystko co się dzieje, dzieje się po coś. I zawsze to coś jestem tym co jest dla nas dobre choć w chwili gdy się dzieje nie zdajemy sobie z tego sprawy, a nawet tego się boimy. Dopiero po czasie dostrzegamy prawdziwy sens. Masz siłę. Wytrwasz. A za jakiś czas opowiesz mi o tym jak dużo lepsza jesteś dzięki tym doświadczeniom.
Życie,wciąz spotyka nas to,czego nie chcemy a juz na pewno nie w takich momentach.Ale to wszystko,ten cały cieżar to część tej naszej drogi.Sciskam i trzymam mocno kciuki i tez jestem z Tobą duchowo w tych dniach,bo inaczej niestety trudno..(
OdpowiedzUsuńPrzytulam!! Z daleka i wirtualnie, ale przytulam myslami! Trzymaj się!! Kciuki trzymam! Święta to wszystko jeszcze utrudniają, potęgują..
OdpowiedzUsuńNIE ŻYCZĘ WESOŁYCH, ALE ŻEBY NIE BYŁY JUŻ PEŁNE STRACHU! NIECH BĘDĄ SPOKOJNE JAK SIĘ DA NAJBARDZIEJ!!
Czyli jednak paskudny, pierdolony grudzień... Ehhh... I masz już jakieś plany na tę wigilię? Mam nadzieję, że nie będziesz sama. Trzymaj się!
OdpowiedzUsuńPrzytulam mocno, cokolwiek powiem zabrzmi trywialnie.
OdpowiedzUsuńWitaj Cicho Sza. Twoja sytuacja nie sprzyja świątecznemu nastrojowi, bardzo mi przykro. Jednak, może to właśnie ta chwila w której mogę tobie życzyć, byś wreszcie zaznała spokoju duszy, wyciszenia jak i by zniknęły twoje wszystkie troski. Może wreszcie, to ta chwila w której, mogę tobie życzyć by odnalazła ciebie radość a uśmiech nie znikał z twej twarzy. Życzę tobie dużo ciepełka. Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńMimo, iż koniec roku przyniósł Ci takie zawirowania, niepokój w sercu, w duszy, oraz zamęt w głowie i zmęczenie w ciele, to mam nadzieję, że początek Nowego jak i cały rok przyniesie ze sobą wszystko to co dobre, oraz lekki oddech, spokój i samą radość. :)... buziaki dla Ciebie, wróciłam ;)
OdpowiedzUsuńMimo, iż koniec roku przyniósł Ci takie zawirowania, niepokój w sercu, w duszy, oraz zamęt w głowie i zmęczenie w ciele, to mam nadzieję, że początek Nowego jak i cały rok przyniesie ze sobą wszystko to co dobre, oraz lekki oddech, spokój i samą radość. :)... buziaki dla Ciebie, wróciłam ;)
OdpowiedzUsuńale kto wrócil?
UsuńFuck. No po prostu fuck! Nic więcej nie mogę zrobić, tylko przytulić wirtualnie i bardzo mocno!!! Wiesz, mamy chyba idealnie te same stosunki z naszymi matkami, z moją nie mam też wspólnego języka, ale kocham ją na swój sposób i to bardzo, tak bardzo, że aż boli.
OdpowiedzUsuńŻyczę Ci siły, cokolwiek by się miało dziać.Pisz o sobie, o tym co czujesz, to pomaga.