czwartek, 10 grudnia 2015

"Niezły burdel macie w tym Archeo..." czyli Sza i jej wykopaliska;)

Odkąd pamiętam, zawsze interesowała mnie historia, muzyka, brojenie i jeszcze kilka różnych rzeczy... ale zacznę od początku...

kilka notek temu wspominałam, że znowu obudził się we mnie muzyczny głód... może nie taki jak kiedyś, ale coś tam drgnęło (żeby nie rzec w gaciach, rzeknę że pod kalepuszem)... bo ja tak mam, że albo mam lotkę na czytanie, albo na muzykę... czasami całe miesiące nie czytam zupełnie nic z pozycji książkowych, ale jak już mi się te moje trzy zwoje na krzyż uruchomią, to ślęczę z knigami po blady świt... tak samo mam z muzyką... o ile słucham na okrągło, bo jak nie radio, to mp3, jak nie to, to jutubka,a  jak nie jutubka to jedna płyta, albo kawałek, na którym zawisnę do "wyrzygania", a jak nie kawałek, to tysiąc innych możliwości, a jak nie to są ciche dni... zupełnie ciche, bezmuzyczne... bo nie wiem czego słuchać... nic mi nie podchodzi, dźwięki jakiekolwiek by nie były mnie wkurzają... z resztą Ci z Was, którzy słuchali Herbaciarni wiedzą to najlepiej, że jak była audycja, to wykopywałam różne cuda z muzycznej czasoprzestrzeni, a jak audycja z tzw."nienacka" to niebanalne utwory sypały się "z partyzanta"... jak z magicznego rękawa...  jak się coś było we mnie wypaliło to audycję szlag trafiał na jakiś czas... no tak już mam, taka wada genetyczna.... 


no i ostatnio kilka notek temu zauważyłam, że zaczyna coś odżywać w tych moich zwojach i jakby Eustachiusz głodny... no to co robić?... najsampierw wrzucić na tapetę stare dobre baloniki ( dla niewtajemniczonych Led Zeppelin), albowiem nie ma to jak klasyk... i pojawiło się pierwsze ale... nie wiem czy też tak macie, ale ja tak mam, że totalna demencja do tytułów i wykonawców mnie czasami nachodzi i nijak znaleźć nie mogę utworu, na który aktualnie mam ochotę, na który mnie jakieś licho czy olśnienie nagłe porwie, albo w którym pamiętam jakiś detal, kawałek klipu, melodii, czasem strzępki słów i zaćma, total eclipse of my mind (że tak sobie sparafrazuję Bonnie Tyler)... i przecież wiem, pamiętam że to Led Zeppelin, że Plant, że kawałek z tych bardziej bluesowych, że się jąkał śpiewając, jakby go nagła chuć ogarnęła na widok gigantycznego mlecznego cyca, rodem z filmu Woody Allena... i nawet nuciłam to  jego "ccccome to me now", a tytułu za cholerę nie pamiętam, a co nie odnajdę to nie ten!... a przesz słyszałam to tysiąc razy i grałam w audycji z pińcet!... w desperacji swej zaczęłam znajomych "muzycznych postrzeleńców" pytać i moleścić, czy może coś kojarzą... a i owszem kojarzą tylko nie to co trzeba i ryją razem ze mną wszelkie dostępne, i sobie tylko znane muzyczne zasoby, wpisując frazy, tytuły i inne cuda... i nic!... stanęło na tym, że mam urojenia.... no to odpuściłam, nóż-widelec się samo wspomni....


 no to co teraz? myślę sobie ( bo ja czasem myślę, ale nie popadajcie w zachwyt, bo niezbyt intensywnie) ano może by tak porządek w zakładkach, bo artystyczny nieład to mało powiedziane... w tych moich folderach i innych cudach, które Leny w pamięci swej posiada to i dziad gołębny i baba z wozu się znajdzie... no to zabrałam się za porządkowanie, jak rasowy archeolog ( taka se konotacja z historią, Egipty i te sprawy)... uzbrojona w narząd słuchu i odsłuchu... trochę czasu mi to zajęło, ale jakie tam mniód-malyny znalazłam, jakie przypomniałam sobie to nie opiszę, bo słów brak... ale kopałam, grzebałam, przerzucałam  gruz taczkami, wokół najróżniejszych dinozaurów (apropos T-Rexów też odgrzebałam) i się nawet nie spostrzegłam, że to już po-północ ciemna... w to mi graj!...  i tak nie śpię... 
zrobiłam kolejny kubek herbaty, który z góry spisałam na wystygnięcie, bo tak mnie wciągnęło to odsłuchiwanie (bo kto by myślał o porządkach), że przymknęłam oczy i dałam się ponieść Lounatic Soulom... 

a później otworzyłam kolejny link i.... pach!!!! jak mnie walnęło w potyliczkę, jak nie przydzwoniło młoteczkiem w kowadełko, to aż mi się strzemiączko odpięło.... co to do cholery gra?!!!! przesz to znam!... no ale jak znam, jak nazwa inna?... i co do kroćset ta kojąca me zmysły muza robi w linkach i zakładkach samotna(w ilości linków jeden)? ... toć to profanacja wręcz karygodna! jak babo mogłaś posłać to cudo w niepamięć, skoro to  tak bliskie twojej ulubionej "pomidorowej", którą konsumujesz mniej lub bardziej od lat... no doprawdy niezbadane są pokrętne ścieżki mojego umysłu, ale czem prędzej chciałam owo niedopatrzenie naprawić i polazłam z wiaderkiem, grabkami i szpadelkiem na łów... wygrzebywałam, kopałam, buszowałam w różnych informacjach i się zdziwiłam, że grupa owa( a mianowicie Vib Gyor) istniała tak krótko (bo zaledwie od 2004 do 2010 roku, następnie się przeobraziła w Fossil Collective ) i przeszła zupełnie bez echa... w sensie mojego echa, bo jej rozkwit przypadł akurat na czas, w którym jak najbardziej przechodziłam nagły powrót zainteresowania muzyką, która mnie niesie, która nie jest pisana dla milionów plastikowych lal i złotemwiszących lalusiów....  dojrzewałam sobie muzycznie, grzebałam w różnych gatunkach, odgrzebywałam prócz świętych graali (czytaj DCD, Clannad,Steve Hackett, Cocteau Twins itp) i nasiejsze Collage czy Believe, rozpływałam się w Riversideach, a porzucając nasze podwórko wlazłam do  Archive(niekoniecznie X)Gazpacho ( i długo u nich mi zeszło), kochałam się w Toolach i wszystkich projektach Majnarda Jamesa Keenana, Karnivoolach i Hakenach i całym mnóstwie inszych wykonawców, a To jakoś mi umknęło... jak? ja się pytam jak? jakim cudem? skoro przeczesywałam ten muzyczny misz masz ziarenko po ziarenku, w dodatku wykałaczką!?... ano takim to cudem, że nastąpiło przeżarcie, Eustachiusz był zwymiotował i wrócił do klasycznego rocka,co to jest lekki łatwy i przyjemny, zaczął nurzać się w jazzie i bluesie, i rządzić mną zaczęła muzyczna niepamięć.... a później znowu stan rycia i odgrzewania powrócił na chwilę wraz z pojawieniem się Druida... ponowne zachłyśnięcie się dźwiękami i... drastyczne cięcie....  i odesłanie wszystkich takich klimatów do szuflady z napisem "zakazane".... 

kilka notek temu, pojawił się głód muzyki... coś tam drgnęło pod kapeluszem, jakby kanarki odżyły, a że ostatnio spaceruję po blogowisku, tu spojrzę, tam zajrzę, a jeszcze gdzie indziej przycupnę na chwilę, to zupełnie nie wiem jak i gdzie wpadłam na człowieka, co to muzyką po potwarzy tłucze... ale jak on tłucze mówię Wam!... z jaką gracją, z jaką elegancją, i z jaką wiedzą!!! ( szczerze zazdraszczam, ale demencja muzyczna od lat mnie zjada, więc ja takiej wiedzy niestety nie posiądę)....    i znowu mi się klapki otwierają i pamięć wraca, i coraz to nowe dźwięki docierają, i znowu mam ochotę ryć, buszować odkopywać i słuchać... i wiecie co?... cholernie dobrze mi z tym!... odnajduję  w tej "gościnie" to co znam od lat, przy okazji poznaję to co nowe i ciągle wisi na liście do odsłuchu.... i coś Wam powiem;)  o muzyce to ja nigdy dobrze pisać nie będę, nigdy nie zapamiętam kto, skąd, jaki tytuł i wykonawca... ale póki będę mogła poczytać napisane smacznie recenzje, póki będę mogła słuchać i chłonąć dźwięki... póki będzie ktoś, ktokolwiek i nikt znikąd, kto będzie chciał się podzielić muzyką, poopowiadać... to ja chcę.... ja chcę łazić po muzycznej czasoprzestrzeni ze szpadelkiem i grabkami, chcę kopać i dłubać, zbierać do wiaderka te cuda choćby noce całe...  chcę mieć burdel w Archeo, bo to sprawia, że czasami odnajduję takie perełki jak Te i jestem z tego dumna.... i spotykam ludzi muzycznie kopniętych, dzięki którym mogę się rozwijać, którzy coś wnoszą w mój skromny żywot małego żuczka na pomorzu zachodnim...  mogę dojrzewać i zwyczajnie cieszyć, bo jak mawiał klasyk ( sparafrazowany przeze mnie ofkoz) " muzyka to nie wszystko, ale wszystko bez muzyki to ciul" ;)


oczywista w obrazku jedna z perełek, a dla odmiany w tekście linkowania, co by Wam się nie nudziło nosić tego wiaderka, szpadelka i grabków razem ze mną;)





...tak sobie mnie pokołysało przed snem...


Ps. notkę opublikowałam już dzisiaj, bo nocne słuchanie i pisanie skończyło się przyśnięciem "sprawiedliwej" na klawikordzie Lenego, a sen sponsorowały literki n,b,v,f,g,t,r   i   e...

Ps.2. a na deser nowe wcielenie perełki 

Ps.3. Mam nadzieję, że nie zgwałciłam Wam Eustachiusza;) 

Pozdrawiam...
Sza...




6 komentarzy:

  1. okrutnie mi się spodobały te Twoje 'wykopki':) ale poszłyby Ci łatwiej gdybyś miała dziubadełko:) to niezbędny sprzęt każdego archeologa-wiem od siostry:) muzykę lubię (chociaż się na niej nie znam) i słucham chętnie ale nie za wiele i nie za głośno bo mam łeb migrenowaty i jak przesadzę to mnie napierdala przez kilka dni. więc i tu u Ciebie będę sobie tak słuchać co by mój Eustachiusz nie zamachał Ci przed nosem pozwem;))) burdel to ja mam straszny wszędzie. ale gdybym posprzątała...to dopiero byłaby katastrofa!;)
    dobrego łykendu Sza:) "zapomnij o stresie, niech muzyka Cię niesie"!

    OdpowiedzUsuń
  2. Się napracowałaś nieźle przy tej notce.
    Ale .... Ale ja się kompletnie w tym nie odnajduję. To niestety nie moje klimaty.
    Wynika z tego że jednak nie do końca tak wszystko papugujesz ode mnie.
    Co by nie było gratulacje za notkę, powodzenia z grabkami i łopatką i dobrego słuchania od złotemwiszącego lalusia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eru no ty i złotemwiszący lalus?... to jednak nie uwierzę, miłośnik innych gatunków to już prędzej, a wcale się nie napracowałam, tak jakoś samo wyjszło;)

      Usuń
  3. Fajne, chociaż zajęło mi sporo czasu wysłuchanie wszystkiego:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ołowianych zawsze lubiłem, nieraz do nich wracam, chociaż Floydów jakoś lepiej mi się słucha i dociera bardziej niż "mędrca szkiełko i oko":) DCD też może być - dobre na remix'y, ale trzeba się nieźle natrudzić (wiem, że pewnie świętokradztwo, lecz cóż na to poradzić; sorry, taki mamy klimat). Pozostałe: przybyłem, posłuchałem, gitara ładnie gra:)
    Bezsenność to słaba przypadłość; nigdy (nie)stety nie miałem, więc wszystko jeszcze przede mną, wtedy się dowiem jakie odczucia otrzymam. Ty się mocno nie przepracowuj, bo na Gwiazdkę zbyt zmęczona będziesz i nie wstaniesz z łóżka:) Miłego tygodnia pożyczam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Miło wspominam środowe wieczory...Zatęskniłam za Herbaciarnią...nie da się jej wznowić? Sprowokowałaś mnie notką i muzyką do tego,żebym i ja powłóczyła się swoimi muzycznymi ścieżkami.I tak słuchając trochę Twoich propozycji, trochę swoich ulubionych nutek (ach te boskie saksofony ;) wyzdrowiałam, no prawie wyzdrowiałam:) Pozdrawiam ciepło.Asia:)

    OdpowiedzUsuń