kilka notek temu wspominałam, że znowu obudził się we mnie muzyczny głód... może nie taki jak kiedyś, ale coś tam drgnęło (żeby nie rzec w gaciach, rzeknę że pod kalepuszem)... bo ja tak mam, że albo mam lotkę na czytanie, albo na muzykę... czasami całe miesiące nie czytam zupełnie nic z pozycji książkowych, ale jak już mi się te moje trzy zwoje na krzyż uruchomią, to ślęczę z knigami po blady świt... tak samo mam z muzyką... o ile słucham na okrągło, bo jak nie radio, to mp3, jak nie to, to jutubka,a jak nie jutubka to jedna płyta, albo kawałek, na którym zawisnę do "wyrzygania", a jak nie kawałek, to tysiąc innych możliwości, a jak nie to są ciche dni... zupełnie ciche, bezmuzyczne... bo nie wiem czego słuchać... nic mi nie podchodzi, dźwięki jakiekolwiek by nie były mnie wkurzają... z resztą Ci z Was, którzy słuchali Herbaciarni wiedzą to najlepiej, że jak była audycja, to wykopywałam różne cuda z muzycznej czasoprzestrzeni, a jak audycja z tzw."nienacka" to niebanalne utwory sypały się "z partyzanta"... jak z magicznego rękawa... jak się coś było we mnie wypaliło to audycję szlag trafiał na jakiś czas... no tak już mam, taka wada genetyczna....
no i ostatnio kilka notek temu zauważyłam, że zaczyna coś odżywać w tych moich zwojach i jakby Eustachiusz głodny... no to co robić?... najsampierw wrzucić na tapetę stare dobre baloniki ( dla niewtajemniczonych Led Zeppelin), albowiem nie ma to jak klasyk... i pojawiło się pierwsze ale... nie wiem czy też tak macie, ale ja tak mam, że totalna demencja do tytułów i wykonawców mnie czasami nachodzi i nijak znaleźć nie mogę utworu, na który aktualnie mam ochotę, na który mnie jakieś licho czy olśnienie nagłe porwie, albo w którym pamiętam jakiś detal, kawałek klipu, melodii, czasem strzępki słów i zaćma, total eclipse of my mind (że tak sobie sparafrazuję Bonnie Tyler)... i przecież wiem, pamiętam że to Led Zeppelin, że Plant, że kawałek z tych bardziej bluesowych, że się jąkał śpiewając, jakby go nagła chuć ogarnęła na widok gigantycznego mlecznego cyca, rodem z filmu Woody Allena... i nawet nuciłam to jego "ccccome to me now", a tytułu za cholerę nie pamiętam, a co nie odnajdę to nie ten!... a przesz słyszałam to tysiąc razy i grałam w audycji z pińcet!... w desperacji swej zaczęłam znajomych "muzycznych postrzeleńców" pytać i moleścić, czy może coś kojarzą... a i owszem kojarzą tylko nie to co trzeba i ryją razem ze mną wszelkie dostępne, i sobie tylko znane muzyczne zasoby, wpisując frazy, tytuły i inne cuda... i nic!... stanęło na tym, że mam urojenia.... no to odpuściłam, nóż-widelec się samo wspomni....
no to co teraz? myślę sobie ( bo ja czasem myślę, ale nie popadajcie w zachwyt, bo niezbyt intensywnie) ano może by tak porządek w zakładkach, bo artystyczny nieład to mało powiedziane... w tych moich folderach i innych cudach, które Leny w pamięci swej posiada to i dziad gołębny i baba z wozu się znajdzie... no to zabrałam się za porządkowanie, jak rasowy archeolog ( taka se konotacja z historią, Egipty i te sprawy)... uzbrojona w narząd słuchu i odsłuchu... trochę czasu mi to zajęło, ale jakie tam mniód-malyny znalazłam, jakie przypomniałam sobie to nie opiszę, bo słów brak... ale kopałam, grzebałam, przerzucałam gruz taczkami, wokół najróżniejszych dinozaurów (apropos T-Rexów też odgrzebałam) i się nawet nie spostrzegłam, że to już po-północ ciemna... w to mi graj!... i tak nie śpię...
zrobiłam kolejny kubek herbaty, który z góry spisałam na wystygnięcie, bo tak mnie wciągnęło to odsłuchiwanie (bo kto by myślał o porządkach), że przymknęłam oczy i dałam się ponieść Lounatic Soulom...
a później otworzyłam kolejny link i.... pach!!!! jak mnie walnęło w potyliczkę, jak nie przydzwoniło młoteczkiem w kowadełko, to aż mi się strzemiączko odpięło.... co to do cholery gra?!!!! przesz to znam!... no ale jak znam, jak nazwa inna?... i co do kroćset ta kojąca me zmysły muza robi w linkach i zakładkach samotna(w ilości linków jeden)? ... toć to profanacja wręcz karygodna! jak babo mogłaś posłać to cudo w niepamięć, skoro to tak bliskie twojej ulubionej "pomidorowej", którą konsumujesz mniej lub bardziej od lat... no doprawdy niezbadane są pokrętne ścieżki mojego umysłu, ale czem prędzej chciałam owo niedopatrzenie naprawić i polazłam z wiaderkiem, grabkami i szpadelkiem na łów... wygrzebywałam, kopałam, buszowałam w różnych informacjach i się zdziwiłam, że grupa owa( a mianowicie Vib Gyor) istniała tak krótko (bo zaledwie od 2004 do 2010 roku, następnie się przeobraziła w Fossil Collective ) i przeszła zupełnie bez echa... w sensie mojego echa, bo jej rozkwit przypadł akurat na czas, w którym jak najbardziej przechodziłam nagły powrót zainteresowania muzyką, która mnie niesie, która nie jest pisana dla milionów plastikowych lal i złotemwiszących lalusiów.... dojrzewałam sobie muzycznie, grzebałam w różnych gatunkach, odgrzebywałam prócz świętych graali (czytaj DCD, Clannad,Steve Hackett, Cocteau Twins itp) i nasiejsze Collage czy Believe, rozpływałam się w Riversideach, a porzucając nasze podwórko wlazłam do Archive(niekoniecznie X)Gazpacho ( i długo u nich mi zeszło), kochałam się w Toolach i wszystkich projektach Majnarda Jamesa Keenana, Karnivoolach i Hakenach i całym mnóstwie inszych wykonawców, a To jakoś mi umknęło... jak? ja się pytam jak? jakim cudem? skoro przeczesywałam ten muzyczny misz masz ziarenko po ziarenku, w dodatku wykałaczką!?... ano takim to cudem, że nastąpiło przeżarcie, Eustachiusz był zwymiotował i wrócił do klasycznego rocka,co to jest lekki łatwy i przyjemny, zaczął nurzać się w jazzie i bluesie, i rządzić mną zaczęła muzyczna niepamięć.... a później znowu stan rycia i odgrzewania powrócił na chwilę wraz z pojawieniem się Druida... ponowne zachłyśnięcie się dźwiękami i... drastyczne cięcie.... i odesłanie wszystkich takich klimatów do szuflady z napisem "zakazane"....
kilka notek temu, pojawił się głód muzyki... coś tam drgnęło pod kapeluszem, jakby kanarki odżyły, a że ostatnio spaceruję po blogowisku, tu spojrzę, tam zajrzę, a jeszcze gdzie indziej przycupnę na chwilę, to zupełnie nie wiem jak i gdzie wpadłam na człowieka, co to muzyką po potwarzy tłucze... ale jak on tłucze mówię Wam!... z jaką gracją, z jaką elegancją, i z jaką wiedzą!!! ( szczerze zazdraszczam, ale demencja muzyczna od lat mnie zjada, więc ja takiej wiedzy niestety nie posiądę).... i znowu mi się klapki otwierają i pamięć wraca, i coraz to nowe dźwięki docierają, i znowu mam ochotę ryć, buszować odkopywać i słuchać... i wiecie co?... cholernie dobrze mi z tym!... odnajduję w tej "gościnie" to co znam od lat, przy okazji poznaję to co nowe i ciągle wisi na liście do odsłuchu.... i coś Wam powiem;) o muzyce to ja nigdy dobrze pisać nie będę, nigdy nie zapamiętam kto, skąd, jaki tytuł i wykonawca... ale póki będę mogła poczytać napisane smacznie recenzje, póki będę mogła słuchać i chłonąć dźwięki... póki będzie ktoś, ktokolwiek i nikt znikąd, kto będzie chciał się podzielić muzyką, poopowiadać... to ja chcę.... ja chcę łazić po muzycznej czasoprzestrzeni ze szpadelkiem i grabkami, chcę kopać i dłubać, zbierać do wiaderka te cuda choćby noce całe... chcę mieć burdel w Archeo, bo to sprawia, że czasami odnajduję takie perełki jak Te i jestem z tego dumna.... i spotykam ludzi muzycznie kopniętych, dzięki którym mogę się rozwijać, którzy coś wnoszą w mój skromny żywot małego żuczka na pomorzu zachodnim... mogę dojrzewać i zwyczajnie cieszyć, bo jak mawiał klasyk ( sparafrazowany przeze mnie ofkoz) " muzyka to nie wszystko, ale wszystko bez muzyki to ciul" ;)
oczywista w obrazku jedna z perełek, a dla odmiany w tekście linkowania, co by Wam się nie nudziło nosić tego wiaderka, szpadelka i grabków razem ze mną;)
...tak sobie mnie pokołysało przed snem...
Ps. notkę opublikowałam już dzisiaj, bo nocne słuchanie i pisanie skończyło się przyśnięciem "sprawiedliwej" na klawikordzie Lenego, a sen sponsorowały literki n,b,v,f,g,t,r i e...
Ps.2. a na deser nowe wcielenie perełki
Ps.3. Mam nadzieję, że nie zgwałciłam Wam Eustachiusza;)
Pozdrawiam...
Sza...

okrutnie mi się spodobały te Twoje 'wykopki':) ale poszłyby Ci łatwiej gdybyś miała dziubadełko:) to niezbędny sprzęt każdego archeologa-wiem od siostry:) muzykę lubię (chociaż się na niej nie znam) i słucham chętnie ale nie za wiele i nie za głośno bo mam łeb migrenowaty i jak przesadzę to mnie napierdala przez kilka dni. więc i tu u Ciebie będę sobie tak słuchać co by mój Eustachiusz nie zamachał Ci przed nosem pozwem;))) burdel to ja mam straszny wszędzie. ale gdybym posprzątała...to dopiero byłaby katastrofa!;)
OdpowiedzUsuńdobrego łykendu Sza:) "zapomnij o stresie, niech muzyka Cię niesie"!
Się napracowałaś nieźle przy tej notce.
OdpowiedzUsuńAle .... Ale ja się kompletnie w tym nie odnajduję. To niestety nie moje klimaty.
Wynika z tego że jednak nie do końca tak wszystko papugujesz ode mnie.
Co by nie było gratulacje za notkę, powodzenia z grabkami i łopatką i dobrego słuchania od złotemwiszącego lalusia.
Eru no ty i złotemwiszący lalus?... to jednak nie uwierzę, miłośnik innych gatunków to już prędzej, a wcale się nie napracowałam, tak jakoś samo wyjszło;)
UsuńFajne, chociaż zajęło mi sporo czasu wysłuchanie wszystkiego:-)
OdpowiedzUsuńOłowianych zawsze lubiłem, nieraz do nich wracam, chociaż Floydów jakoś lepiej mi się słucha i dociera bardziej niż "mędrca szkiełko i oko":) DCD też może być - dobre na remix'y, ale trzeba się nieźle natrudzić (wiem, że pewnie świętokradztwo, lecz cóż na to poradzić; sorry, taki mamy klimat). Pozostałe: przybyłem, posłuchałem, gitara ładnie gra:)
OdpowiedzUsuńBezsenność to słaba przypadłość; nigdy (nie)stety nie miałem, więc wszystko jeszcze przede mną, wtedy się dowiem jakie odczucia otrzymam. Ty się mocno nie przepracowuj, bo na Gwiazdkę zbyt zmęczona będziesz i nie wstaniesz z łóżka:) Miłego tygodnia pożyczam!
Miło wspominam środowe wieczory...Zatęskniłam za Herbaciarnią...nie da się jej wznowić? Sprowokowałaś mnie notką i muzyką do tego,żebym i ja powłóczyła się swoimi muzycznymi ścieżkami.I tak słuchając trochę Twoich propozycji, trochę swoich ulubionych nutek (ach te boskie saksofony ;) wyzdrowiałam, no prawie wyzdrowiałam:) Pozdrawiam ciepło.Asia:)
OdpowiedzUsuń