wgapiam się w kursor monitora..... mruga prawie tak samo jak monitor respiratora..... to co się dzieje jest jak matrix..... w nocy z 23 na 24 Nestorka zatrzymała się krążeniowo..... reanimowali ją, ale nie podjęła oddechu..... kiedy w wigilie rano zadzwonił lekarz cały świat się zatrzymał..... rokowania -żadne..... oddycha za nią respirator..... i słowa lekarza "kwestia doby, dwóch"..... chodzę do niej codziennie, na kilka chwil..... trzymam za rękę, każdego dnia widzę coraz to nowe rurki, wężyki, dzisiaj(26.12) doszła sonda w nosie, bo ją tak karmią.... kiedy poszłam do szpitala w czwartek, adamsy już tam były.... spojrzeli na mnie jak na debilkę, kiedy powiedziałam mamie "wstawaj madame, pierogi trzeba kleić"...... bo co mogę więcej?..... na pytanie pielęgniarki, kogo upoważniają do informacji o stanie pacjenta, wsztystkie oczy skierowane na mnie..... jasne..... bo ja jestem ta pierdolona siłaczka, która udźwignie wszystko.... ale to nieważne..... teraz już nic nie jest ważne..... stoję tam przy niej codziennie po kilkanaście minut, gładzę jej dłoń i..... rozpierdala mnie od środka..... widzę jak żyją za nią te wszystkie maszyny i wymiękam..... chcę już, chcę żeby już rozrusznik wysiadł, bo wtedy odłączą respirator..... już nie będzie się męczyła..... wiem, że jest nieprzytomna, ale nie wiem czy czuje..... pewnie tak..... i ma takie gorące dłonie..... albo niech się już obudzi, usiadzie na łóżku i powie swoje "dlaczego nie spakowałaś mi sztućców"..... tylko niech się już skończy to zawiezenie......
odebrałam jej rzeczy z depozytu..... a chwilę później usłyszałam od adamsów pytanie "który zakład pogrzebowy"..... ja pierdolę!..... i ta jebana troska pt"bo wiesz jak ci łowcy skór doliczą koszty, to ci nic nie zostanie z zasiłku pogrzebowego...... jaki kurwa pogrzeb, jaki kurwa zasiłek...... ona jeszcze żyje...... chce mi się wyć..... i pytanie "jedziesz do domu?"..... dzięki ci boże że mam przyjaciół, że mam do kogo pójść w wigilie, że nie muszę jej spędzać z nimi..... troskliwe w chuj, kochające dzieci......
25grudnia..... coś zdechło w lesie, bo dzwonią i pytają się czy byłam u mamy..... a byłam! i na cmentarzu u taty też..... "bo wiesz co robisz jutro?bo o 17 się spotykamy u mnie, będzie młody i najstarszy z synem, tak niezobowiązująco mówię"....... i niby co ja tam mam kurwa z wami robić-myślę..... wypić za zdrowie mamy, czy ustalać menu na stypę...... nosz kurwa, zachciało się integracji po 13latach jak mieli wyjebane po całości na mamę i na mnie..... "do domu jadę - mówię, muszę oprać mamy ciuchy z depozytu, żeby nie śmierdziały, a później nie mam czym dojechać, bo święta są"...... i niech mi bóg wybaczy, ale nie chcę ich widzieć, nie chcę z nimi rozmawiać..... nie mogę..... coś we mnie pękło już na zawsze..... 18:30 dzwoni siostra mamy..... chce informacji, konkretów, wie że coś się dzieje i się denerwuje, a synowa jej nakłamała, żeby jej nie denerwować..... i co ja jej mam kurwa powiedzieć?..... przecież nie jest debilem, potrafi kojarzyć fakty..... skłamałam, ale jeśli zadzwoni jutro, nie będę kłamała, pierdolę.... sami odkręcajcie ten gnój którego narobiliście..... ma prawo do niej iść i trzymać ją za rękę..... mieliście powiedzieć prawdę i z nią być.... za trudne?..... no to się kurwa nauczcie..... pora dorosnąć...... strach dupę ściska, że ciocia się zdenerwuje?..... nie jest dzieckiem, zna sytuację lepiej od was.... była z mamą blisko..... w przeciwieństwie do was..... może jest ślepa, ale nie głupia.....
26grudnia..... dalej matrix..... dzisiaj czuję ciężar na sercu..... im dłużej to trwa, tym bardziej mnie od środka rozrywa..... wykorzystuję ten czas, by być z mamą, tyle ile daję radę..... dzisiaj pierwszy raz odkąd zabrało ją pogotowie uciekłam..... nie od niej, bardziej od ludzi, żeby nie widzieli, jak się rozpadam...... powiedziałam jej tylko tyle, że ja i wszyscy moi przyjaciele jesteśmy z nią, że na cmentarzu u taty jest względny porządek, a ja jakoś daję sobie radę..... i kiedy do oczu napłynęły mi łzy wyszłam..... żeby nie beczeć przy niej...... głupie, ale nie mogłam, nie chciałam.....
a teraz siedzę w tym pustym domu, gdzie dalej pościelone jej łóżko, gdzie za zamkniętymi drzwiami posypałam się jak domek z kart, gdzie pierwszą rzeczą którą zrobiłam po wejściu było snucie się jak błędny rycerz z kąta w kąt..... a drugą włączenie komputera, żeby to wyrzucić, wyryczeć, wypisać..... przeżyć..... za 15minut dawałabym jej insulinę i podwieczorek..... a tak..... chyba herbatę zrobię.....
Nie mądrego napisać nie umiem. Czytam i myślę o moim tacie i wiem jak się czujesz... Szkoda tylko, że rodzina nie wspiera się wzajemnie, jak w takich chwilach przystało...
OdpowiedzUsuńŁepek do góry, nie musisz być silna, wcale a wcale, każdy ma prawo do chwili słabości. m
Przesyłam dobre fluidy i myślę o Tobie teraz, choć ta herbatę już dawno wypiłaś.
Jestem z Tobą i z Królową Matką, tak jak mogę w tej chwili być...Asia
OdpowiedzUsuńDługo gapiłam się na migający kursor, bo zastanawiałam się, co napisać. Jedyne, co przychodzi mi do głowy, to - trzymaj się, jestem z Tobą myślami. Przytulam mocno, choć internetowo.
OdpowiedzUsuńTrudny czas, bardzo trudne takie zawieszenie, to jakby siekiera nad głową wisiała.. Ale żyje i "póty życia póty nadziei" nawet jak ta nadzieja całkiem malutka, wręcz niemożliwa, to .. noszsz te adamsy to naprawdę jakby z innej produkcji niż ty!!
OdpowiedzUsuńWiesz.. w tym wszystkim to cieszy mnie to, że piszesz, ze się wygadać tu przed nami możesz, sama wiem jakie to potrzebne w takich chwilach...
Wiesz, że nie musisz być siłaczką, płakać to rzecz ludzka i zrozumiała! A potem nos wytrzeć i zyć.. Trzymaj się!!!
Sorki jeśli jakies głupoty wygaduję!
loonei
:/ tulę.
OdpowiedzUsuń:( poryczałam się :(
OdpowiedzUsuń