czwartek, 26 maja 2016

No to czas.....

I nadszedł ten dzień, kiedy trzeba dopiąć walizkę, wywietrzyć chatynkę i popołudniem ruszać w świat..... i powiem Wam, że tym razem się jakoś nie lękam, chociaż jadę w nowe miejsce, do pacjentów w dość ciężkim stanie..... może dlatego, że na miejscu będzie nas dwie, przez cały czas tegoż kontraktu.....


oczywiście w dalszym ciągu mam lenia i niechcieja, ale ustalmy sobie coś raz na zawsze..... to moje najsympatyczniejsze cechy pozytywne, wrodzone i nierozłączne ze mną od dziecka.....


z innej beczki.....


wczoraj pojechałam do wielkiego miasta odwiedzić ciotuchnę, w sensie siostrę Królowej Matki i kuzynkę ( synową owej siostry)..... ubrałam sobie moje przecudnej urody sandałki nabyte drogą kupna w Elblągowie i..... myślałam, że po 500metrach, będę szła na boso..... tak mnie łajzy uwierały, tak mi stopy nagniotły przez cały dzień, że mało wścieku nie dostałam, a przecież mierzyłam je, sprawdzałam czy gniotą i z dużą ostrożnością do nich podchodziłam, jak do wszystkich butów, które mam zamiar nabyć i ich uroda nie ma nic do rzeczy, albowiem istotnym jest dla mnie by były wygodne..... efekt końcowy jest taki, że w sandałkach owych do domu wróciła moja kuzynka,która się ulitowała i odwiozła mnie samochodem z powiatu, oraz pożyczyła mi swoje sandały na wyjazd, a ja doznałam potwornych odcisków krwią cieknących i ogromnego wkurzenia.....


dzisiaj dzień matki.....


wczoraj miałam iść na cmentarz, ale nie dałam rady..... kuzynka obiecała postawić znicz ode mnie..... nie lubię tak, no ale wyjścia nie było.....


z inszych inszości, to u kuzynki trafiłam na najstarszego adamsa i chociaż absolutnie nie mam ochoty żadnego z nich ( w sensie adamsów) widywać, to jakoś byłam ponad to..... oczywiście wytknęłam powitanie pt. " cześć siostra", bo tak mnie kocha i pamięta o mnie, że nawet życzeń wielkanocnych mi nie złożył i kiedy usłyszałam odpowiedź " zapomniałem" ( a innej się nie spodziewałam) to poczułam ulgę, że chociaż to jest rzeczą stałą, że się nie pomyliłam, nie przesłyszałam itp, itd.....


i tak sobie wróciłam wczoraj do domu, ściągnęłam te pożyczone sandały i usiłowałam łazić na boso ( przy czym zapaciałam sobie krwią podłogi) i chociaż miałam coś tam jeszcze w domu zrobić, to odpuściłam..... spakowałam tylko 3/4 zawartości walizki i pomyślałam, że właściwie jak wrócę to i tak będę musiała w końcu zrobić te gruntowne porządki w szafach i w szato, więc co ja się będę nadwyrężać?.....


a że w lipcu, zaraz na początku wracam i chwilę później spodziewam się wizyty dosyć ważnej dla mnie ( ale o tym sza, żeby nie zapeszyć) to zrobię to wszystko na fali powrotowej energii jednym cięgiem.....


odmalowywanie szato jednak odpuszczam do następnej wiosny..... przemyślałam sprawę no i nie ma mocnych..... jak ruszę cokolwiek, to trzeba będzie odmalować całe mieszkanie, a jak wiadomo w trakcie zaczną wyłazić różne kwiatki, a to odpadnie kawałek tynku tu, a to coś się odłamie tam, a to rurka, a to kranik, a to jakieś gniazdko, z resztą wiecie jak to jest, jak długo odświeżania nie było..... więc się wstrzymuję..... jakiś czas jeszcze wytrzymam, ale za to później zrobię tak jak chcę i tak jak mi będzie wygodnie, bez pośpiechu i fuszerki nim spowodowanej.....


i coś to ja jeszcze miałam.....


aaaa, już wiem..... podobno tam gdzie jadę jest internet, więc znowu będę miała z wami kontakt, co już mnie cieszy, tyle że lenny zaczyna mi kuźlować i proszę trzymać kciuki, żeby "dożył" mego powrotu..... o ile kiedyś sama potrafiłam swoje sprzęty zdiagnozować ( nie żebym się aż tak bardzo znała, ale zawsze jakoś trafiałam z diagnozą) o tyle teraz, zupełnie nie wiem o co biega..... na pierwszy rzut oka to problem z grafiką, ale to by było za proste, bo kolejnym objawem jest "umarcie" zainstalowanych programów..... wygląda to trochę tak jakby mózg odcinał sam pracę poszczególnych organów w ciałku na zasadzie ręka jest? jest! ale się nie rusza, nie podnosi, nie macha..... i tak samo jest z lennym kiedy go włączam..... komunikator jest? jest i nawet się włącza, ale na tym się jego rola kończy, bo kiedy chcę coś napisać, albo zrobić coś innego to ten ów komunikator jest "umarnięty", nie wydaje żadnych oznak życia, pracy czy czego tam jeszcze, ot włącza się i na tym się jego rola kończy..... i tak jest z kilkoma innymi programami, bo co jakiś czas stadko tych "umarniętych" się powiększa..... więc trzymajcie kciuki, żebym nie straciła cierpliwości i nie wyrzuciła lennego przez okno;)


no i właściwie, to by było na tyle z relacji na dzisiaj i jak tylko dotrę na miejsce to się odezwę, żem dojechała w całku i wrażenia swoje opiszę..... a jadę już dzisiaj o 16:30 więc krótko po 16 wybywam z domku.....


trzymajcie za mnie kciuki oraz się trzymajcie elegancko i zdrowo, a w obrazku znowu muzyka :)





.....fiufiufiu, fiufiufiu, fiufiu.....

noooo, to sobie pogwizdałam ;)




9 komentarzy:

  1. Szczęśliwej podrózy, niech tam będzie miło. Prawdopodobnie mamy odmienne nastroje. Ja jutro lecę do domu:-))))

    OdpowiedzUsuń
  2. łó matko współczuje rzeźni z tymi sandałami

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak ten czas leci... wyjechała... wróciła...znów wyjeżdża... czas jakoś nie pyta się czy za nim nadążamy i pędzi jak szalony.
    Szczęśliwej drogi i niech tam będzie po prostu dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiedzmo ☺ jedz i dojedz szczęśliwie. Czas leci a Ty i strach ? Pfff. .. oczywiście że wszystko będzie dobrze oczywiście że sobie poradzisz i oczywiście potowarzysze Ci wieczorami. Ot magia XXI Wieku.

    OdpowiedzUsuń
  5. Taka rzeźnia z butami, to i mi się zdarza, chociaż wybieram zgodnie z podobnymi kryteriami, ale często okazuje się po czasie, że coś jest nie tak po prostu.

    A tymczasem trzymam kciuki za bezpieczną podróż i lennego. No i za internet tam, żebyś z nami kontaktu nie utraciła. Swoją drogą, to chyba fajnie, że będziecie tam we dwie. Niech moc będzie z Tobą!

    OdpowiedzUsuń
  6. No to już jesteś wyjechana, a nawet może dojechana?
    A bo buty to złośliwe bestie! potrafią się w sklepie kamuflować! A nawet mają humory, bo szpilki w których przetańczyłam w styczniu całą imprezę nie pozwoliły mi ostatnio spokojnie stać przez godzinę na mszy rocznicowej za mamę!

    OdpowiedzUsuń
  7. No, proszę, Ty już w nowej pracy! Podziwiam, że nie boisz się kłopotów, a obowiązków masz bardzo wiele. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Komu w drogę, temu czas:) powodzenia Sza i niech stópki szybko sie wygoją:) no i miło wiedzieć, że nie tylko ja mam lenia i niechcieja w bios wpisanych:) elegancko trzymam się zawsze, gorzej ze 'zdrowo'. ze zdrowiem to ostatnio...przegwizdane;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wyspałaś się już Kaś? Poznajesz nowe miejsce? Życzę Ci, żebyście się umiały dogadać z Tą Drugą. I bądź asertywna. Przytulas i jak to napisała Kania - niech moc będzie z Tobą :)

    OdpowiedzUsuń