czwartek, 2 czerwca 2016

Herzlich wilkommen in Krankenhaus.....

tak sobie myślę..... że moim przeznaczeniem jest sprzątać czyjś gnój i niedopatrzenia, przy okazji odwiedzając i zwiedzając coraz to nowe germańskie szpitale..... tym razem tylko 4 godziny i powrót do domu, a tam ciężko przestraszona, gadatliwa pani G, która dyskutuje z każdym słowem, nawet zaleceniem lekarskim, ale od początku.....


nocka z bani, wiadomo..... to już jakby norma..... dziadek walczy z kołdrą, poduszką, łóżkiem i czym tam popadnie, a w szczególości z samym sobą od punkt 12 w  nocy, przy czym dla odmiany babka po nasennych proszkach  i całodniowej obstrukcji śpi jak zabita..... dziadka spacyfikowałam w minut 5, ale nocka z bani, bo wiadomo dyżur czujnym trza być..... 3:02 babka się drze na siku, no to z wyra ją zwlec, na kiblu usadzić, na wyro zawlec i uśpić..... pacyfikacja, 10 minut..... 4:30 kolejny raz babka ląduje na kibelku..... współpraczka chrapie w cholerę..... niech chrapie ja mam przynajmniej spokój..... 


godzina drzemu za jedno oko i dziadek zaczyna znowu walkę z samym sobą..... pacyfikacja 5 minut..... chwila na drzem drugiego oka..... 6:45 piguła babci, 7:15 szpryca w sondę i babka znowu śpi, za to wstaje dziadek, zmienniczka się błąka, ale robi burdel dookoła siebie jak popadnie, z niczym się nie wyrabia..... poświeć latarką bo trzeba babce ślinę oczyścić..... odp współpraczki, no bo było inaczej, inna latarka inne to inne sro ( czytaj. kurwizna w mych oczach bezcenna).....

8:00 babka wyje, chce wstać, dziadek powinien być już po śniadaniu, ale jeszcze nie jest..... dobra targam ją sama z łóżka, myję, ubieram i słyszę " a bo my to ręczniki miałyśmy tu, a to sru"..... a ja mam tu i kurwa podaj go wreszcie bo babka marznie.....
8:45 babka ląduje na fotelu w salonie, chwila na moje śniadanie i kawę..... zjebana uporczywym gadaniem obok.....

9:15 szpryca z żarciem, względny spokój ( czyt, w zamian uporczywe gadanie współpraczki) 11:45 szpryca z lekiem, w międzyczasie wizyta pielęgniarki, rzut jej oka na sondę ( alles  ist gut), 12 obiad, dziadek jeszcze nie siedzi przy stole, babke trzeba zatargać do wyra, współpraczka " ale czemu dziadek ma siadać", no bo kurwa jest pora obiadu, babka za 15min musi dostać szprycę, a ja chcę kurwa zjeść ciepły obiad..... 12:05 babka ląduje w łóżku, ja się odcinam mentalnie, jem w 10minut i idę do niej spowrotem..... chcę dać jedzenie i..... (sonda naderwana bo babka znowu ją tarmosiła, pielęgniarka nawaliła po raz kolejny nie zakładając plastra) krew,telefon, karetka, 15 minut,telefon, wycie babki, czekanie, zbieranie opierdolu za wzystkich po kolei, wkurw maksymalny, wycie babki, trzymanie babki w łóżku..... 13:00 przywieźli babki ubezpieczenie i spierdalają z informacją, że wrócą o 17:30..... 13:30 wycie babki, 14:00 papieros w biegu, 14:10 czekanie z babką, 14:50 rozmowa z lekarzem, czekanie na wyniki, wycie babki, 15:20 rozmowa z pielęgniarką, wycie babki, drzem na kiblowym stołku obok łóżka w każdej wolnej chwili, 15:30kolejne badania, 16:30 wizyta ordynatora,16:40 informacja o transporcie do domu,wycie babki, nowe zalecenia ..... 17:00 dom, wycie babki, 17:05 szpryca z żarciem, leki..... ( i mów co tam, a po co jej dajesz leki, a po co to, po co śmo) powoli robię się czerwona..... chyba chce mi się siku..... ide na fajkę, 17:30 wizyta Uli, przekazanie nowych zaleceń, dalej chce mi się siku..... 18:00 awaryjne odsysanie śliny babce, wycie, ryk, " poświeć mi bo nie widzę gdzie mam odessać..... " a nie ma tej latarki czołowej?" nie pytaj tylko kurwa świeć bo się babka zaraz udusi!!!.... a po co ci ta woda? nie dyskutuj tylko ją kurwa przynieś!!!!..... "to trzymaj latarkę , a ja przyniosę"..... no jasne kurwa a cewnik do odessania to sobie w dupę wsadzę żeby mieć czym trzymać latarkę!.... ja pierdolę jak można być tak tępym? no kurwa jak?..... 18:30 dalej chce mi się siku, już trzeci raz idę i ciągle coś nie tak..... 18:45 wchodzę do łazienki..... cieknie z pralki,, cudnie..... odłączam pralkę od prądu, szmata wiadro..... czyszczenie filtra, diagnoza onej zjebany wężyk..... 19:00 w końcu mogę coś zjeść kiedy slyszę " a wiesz, rano zauważyłam, że woda z pralki cieknie, ale zrobiłam drugie pranie"..... spokojnie sza..... tylko spokój cię uratuje..... kanapki na stole, dziadek znowu spóźniony z posiłkiem, babka wyje..... co ja to miałam, a siku mi się chciało..... biorę papierosa idę na dół, przechodzę korytarz, mijam kibel i wychodzę na taras..... telefon, no kurwa nie!..... idę na górę..... herbata mi wystygła, 19:15 szpryca z lekiem, babka zasnęła..... kanapki, sok ( uporczywe gderanie)..... co ja to miałam? a zapalić i siku..... dziadek nie chce wyjąć protez do mycia..... pacyfikacja 20 sekund..... idę na dół, nosz kuźwa znowu pada..... babka śpi, mimo odessania ślina ją zalewa równo, mnie przy okazji krew,ale ciul z tym..... szybkie przeliczenie ilości podanej wody i jedzenia... " bo wiesz myśmy miały rozpisane na godziny i dawałyśmy 180ml jedzenia i było dobrze", ale to było kurwa dwa miesiące temu tempaku jeden, zanim parkinson sie rozbujał a żółądek babki może pomieścić do 150ml jedzenia i wody na raz inaczej zaleje jej płuca, czy przez 3 godziny to tak trudno pojąć?.... no nie kurwa zeszczę się zaraz..... 20:15  rzut oka w kalendarz, co na jutro zaplanowane zwizyt..... fryzjerka..... nastęona artystka co to bierze kase za nic, no nie no nie zniesę, se zapracuje, albo niech spierdala w chuj..... parę innych atrakcji, 20:45 babka śpi, 21:10 szpryca z żarciem na śpiocha, 21:30 dziadek podsypia ewidentnie ma dośc tego dnia, " ale jeszcze nie bede go kładła" no żesz kurwa! Herr W. wollen Sie schlafen? Ja! So, wie gehen..... prostego pytania sklecić nie umie, ale pierdolić 3/4 dnia po polsku to ma czas..... na ciul jej te książki z językiem?..... pacyfikacja dziadka 15sekund ,21:45 rzut oka na babkę, wycie, poprawienie pozycji jej ciała, 22:00  szpryca z prochem na sen..... wycie babki.....  22:05 a pierdole to wszystko, dzisiaj ona ma nocny dyżur, ręcznik, piżama, schodzę na dół, papieros..... kuźwa nareszcie siku, prysznic.....


a najgorsze jest to, że ja to wszystko kuźwa ogarniam..... czy chociaż raz, dostanę taki kontrakt, kiedy ktoś będzie musiał ogarniać za mnie?a ja się pieprznę z babką na kanapkę i będę podziwiać ogród.....


00:01 publikacja, sen, o ile się da.....

10 komentarzy:

  1. Od dłuższego czasu czytam już Twoj blog , a dzisiaj pozwalam sobie pierwszy raz na skomentowanie.
    Jesteś dzielną , szczerą kobietą , przyjażnie nastawioną do ludzi i świata. Więcej dajesz niż bierzesz.
    Podziwiam umiejętności medyczno - opiekuńcze i wspołczuję partnerki w pracy.Teraz , kiedy sama jestem chora , zaczynam inaczej patrzeć na wiele spraw.Do tej pory , nie widziałam co to fizyczne cierpienie oprócz porodów , bólu zębów i głowy.Teraz wiem .Dlatego cenna jest każda , nawet ta najgorsza , o której piszesz ,praca jeżeli jest w stanie ulżyc cierpieniom drugiego człowieka.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. współczuję ci....... wiem co my przerabiali z dziadkiem. nim umarł rok był w stanie wegetatywnym i ten rok zdołał nas prawie wszystkich wykończyć. to okropnie ciężka praca. ja bym nie dała rady.

    czasem sobie myślę że chciałabym by była eutanazja legalna. bo dla wielu ludzi w takim stanie byłoby to skrócenie ich cierpień na tym ziemskim świecie.

    kiedy ja będę już stara i zacznę robić w pampersy a będę na tyle świadomo że będę jeszcze kontaktować. dam moim dorosłym już synom strzykawe. jedna z powietrzem a drugą z potężną dawką potasu. taką by była wieloktronie przekroczona. i poroszę ich wtedy by mi ją podali. ewentualnie strzelba.

    to jest strasznie ciężkie być w stanim stanie i nie był już w stanie nic zrobił koło siebie to takie upokarzające dla człowieka i jednocześnie by świadomym że jesteś ciężarem dla bliskich którzy w końcu wyczerpani są zmuszeni oddać mnie gdzieś do zakładu opieki bo już nie dają rady....

    dziadek mieszkal z nami do końca. pół roku u nas pół roku u ciotki. kiedy pbił mnie tak że wylądowałam w szpitalu potem moją matkę dorpowadził do takiego stanu że ona wylądowała w szpitalu ciocia go zabrała i drugie pół roku spędził u niej. zmarł u niej. ostatnie kilka dni z życia przestał przyjmować jedzenie. wyrywał kroplówki. ciotka próbowała na siłe mu dać cokolwiek to tłukł ją i szrpał tak by nie mogła dać. w końcu po kilku dniach nieprsyjmowania niczego zmarł. wiem że on mimo tego stanu czuł to wszystko i rozumiał co isę z nim dzieje, zachował te resztki z resztek świadomości i celowo nie chciał jeść by umrzeć.

    OdpowiedzUsuń
  3. No to kondolencje.
    Robota taka że szkoda gadać.
    Wytrzymasz?
    No jasne że wytrzymasz.
    To ty palisz??

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj cicho Sza. Na prawdę nie wiem jak to wszystko ogarniasz? Skąd bierzesz siłę, nie tylko fizyczną ale przede wszystkim psychiczną? Pozdrawiam serdecznie, trzymaj się dzielnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ataam..Jakbys nie ogarniała, to tak bys ogarniała, taki typ! :P
    Bo wiesz, ze ona nie musi ogarniać skoro ty ogarniasz,a i tak nic nie poradzisz, że ogarniasz za nią..
    no nic.. ja życze ci nie musiec ogarniac za nikogo, bo nawet za sama siebie masz dość roboty! A moze cud się stanie i gadułę wymienią na kogos normalnego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. prędzej ja spakuję nuty po dzisiejszym wieczorze i spierdolę stąd jak najdalej...

      Usuń
  6. Bardzo podziwiam Twoją cierpliwość, tolerancję i poświęcenie! Jesteś WIELKA!

    OdpowiedzUsuń
  7. Niemal namacalnie czuje twoją wściekłość i zmęczenie...Bardzo niepokoję się o Ciebie...najgorsze jest To , iż w żaden sposób nie jestem w stanie Ci pomóc.
    Pamiętaj ,że zawsze możesz się wycofać, nie rób nic swoim kosztem. Przytulam:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie zazdroszczę, lekko tam nie masz i od sielanki jest to bardzo dalekie. Ale powiem ci, że opisałaś to w taki sposób, że śmiałam się do laptopa jak głupia. Córka cosik dziwnie na mnie spoglądała ;)

    OdpowiedzUsuń