....wróciłam
do zacisza....powoli się na nowo z nim oswajam....na nowo....Wiatr
otworzył okno.....porozrzucał mysli po zakamarkach.....objął
ciepłym podmuchem....rozgrzał dłonie w to chłodne
popołudnie.....słonecznieję....Wiatr głaszcze policzek....mocno
przytulam siebie....do siebie i tak trudno mi być spokojem....jestem
wyczekaniem.....wypatrzeniem....tak odległym a tak
istotnym.......choc nigdy nie wypowiem.....nie złapię choćby
jednego..... drobnego zefirka....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz