niedziela, 20 września 2009

Kamyk 2009.09.20 22:05

...chłodna noc podeszła do drzwi....okno jeszcze uchylone....płomień świec....leniwie tańczy...jakby zapraszał do ciepła....obieram pomarańcze....są aromatyczne.....kuszą wnętrzem....dzielę je na kawałki....by nie zabrakło na ten jeden.... jedyny wieczór....są soczyste...krople wyznaczają smukłość palców....są nawet przyjemne....kiedy wędrują wewnętrzną stroną dłoni....jak długo wyczekiwany dotyk....mają podszyty tęsknotą smak....prawie taki... jak pierwszy pocałunek....od którego ciepło rozlewa się przyjemnie po człowieku....i nie wiadomo dlaczego jest coraz bardziej ciekawy....jest jak mały kamyk.....póki leży na miejscu.....trącony nieuwagą....uruchamia lawinę zmysłów.....która dreszczy się krajobrazem ramion....rozkładam owoce....stawiam na stole....będą kiedy Wiatr poruszy firanką....jak zawsze..........lawina się nie zdarzy..... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz