...chłodna
noc podeszła do drzwi....okno jeszcze uchylone....płomień
świec....leniwie tańczy...jakby zapraszał do ciepła....obieram
pomarańcze....są aromatyczne.....kuszą wnętrzem....dzielę je na
kawałki....by nie zabrakło na ten jeden.... jedyny wieczór....są
soczyste...krople wyznaczają smukłość palców....są nawet
przyjemne....kiedy wędrują wewnętrzną stroną dłoni....jak długo
wyczekiwany dotyk....mają podszyty tęsknotą smak....prawie taki...
jak pierwszy pocałunek....od którego ciepło rozlewa się
przyjemnie po człowieku....i nie wiadomo dlaczego jest coraz
bardziej ciekawy....jest jak mały kamyk.....póki leży na
miejscu.....trącony nieuwagą....uruchamia lawinę zmysłów.....która
dreszczy się krajobrazem ramion....rozkładam owoce....stawiam na
stole....będą kiedy Wiatr poruszy firanką....jak
zawsze..........lawina się nie zdarzy.....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz