....chowam
się w dłoniach....ich cieplo głaszcze powieki....Wietrzne szelesty
wypełniają obecnością pokój....pomarańcze zniknęły ze
stołu....opuszki palców jeszcze drżace od wyczekania ...od
niespełnienia...w potoku słow..tak zbędnych....a tak
istotnych...są jak taniec na polanie życia ...jak las omszały
oczekiwaniami...jak głos z wewnątrz ....tam gdzie najcieplej....jak
dotykanie serca...po plecach toczą się.... ni to krople ...ni
dreszcze pragnień....zacisze zacicha....może jeszcze
zaistnieje....teraz nie czas ....echo obecności odbija się od
ścian....nie zniknie ...dopóki jestem....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz