...podniosłam
powieki....na których jeszcze sen....zapach porannej rosy
przypomniał o Wietrze....otworzyłam szerzej okno....chłód omiótł
zacisze....tak pusto....tak obco....a przecież tu jestem....dziś
delikatna jak brzoskwinia....chcę się zatopić w cieple
dłoni.....których teraz tak bardzo brak....a mimo wszystko odczuwam
spokój oczekiwania....lustro przypomina o uśmiechu....zakładam
buty....wychodzę....po drodze potrącają mnie chwile....każda coś
znaczy....nie mam tych bez znaczenia....szkoda życia....na sosnach
pajęczyny uwite wiarą w obiad....pod drzewem ciszy
Stróż....spokojnie spogląda....tak blisko a tak
daleki....zmarzłam....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz